Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Biorąc sztukę do ust

numer 10/2017

Mnie się „Klątwa” podoba.

Wiem, że wyznanie to czynię nieco za późno, gdy wszyscy zdążyli się już wypowiedzieć – z tym że większość opinii pochodzi od ludzi, którzy spektaklu nie widzieli. Uzurpuję sobie zatem prawo do wyrażenia opinii wprawdzie spóźnionej, ale za to opartej na osobistym doświadczeniu. Całkiem jak u anonimowych alkoholików, tyle że z nazwiskiem.

Jak już wspominałam, mnie się podobało – co było miłą niespodzianką. Po tym, co przeczytałam, spodziewałam się, że będzie gorzej.

Z dziesiątków recenzji, które dzielą się na oburzone i zachwycone wzdłuż dość łatwej do przewidzenia linii demarkacyjnej, najbardziej zaniepokoił mnie tekst Krzysztofa Vargi w „Dużym Formacie”. Varga o spektaklu Frljicia myśli źle, ale w sposób zgoła inny od tych wszystkich, którzy oburzają się z pozycji katolickich albo ze względu na „kulturę osobistą”. Varga ma do Frljicia pretensje nie o obrażanie uczuć religijnych, tylko o prostacki styl tej obrazy. „Niewątpliwie dokonało się na scenie bluźnierstwo. Ja nie mówię, że jestem przeciw bluźnierstwu, ja jestem całym sercem za bluźnierstwem, jednakowoż wolę bluźnierstwa jakoś bardziej wyrafinowane” – pisze, dodając, iż spektakl jest demagogiczny, łopatologiczny, a także oportunistyczny; w tym sensie, że buduje swoją sławę nie na artystycznej jakości, ale na prowokacji politycznej, przeprowadzanej „środkami skomplikowanymi jak szpadel”. I na pierwszy rzut oka można by się z nim zgodzić – z tym tylko że u korzeni tej oceny leży ten sam kulturowy wdruk, który kazał różnym osobom „o umiarkowanych poglądach” oburzać się na przedstawienie z pozycji człowieka kulturalnego. Jest w nim akceptacja dla tego szczególnego przywileju religii, który tak trafnie opisuje Richard Dawkins: szeroko rozpowszechnionego założenia, że wiara religijna jest szczególnie wrażliwa na obrazę i powinna być chroniona ponadnormatywnie grubym murem szacunku. Toteż – zdaje się uważać Varga – jeśli już decydujemy się na obrażanie czyjejś wiary w jakimś wyższym celu, powinniśmy czynić to w sposób „wyrafinowany”.

Chuj w dupę wyrafinowaniu!

Oliver Frljić używa szpadla do wykopania dołu. Postulat, aby posługiwać się w tym celu srebrną łyżeczką, wydaje się nieracjonalny. Figura J.P.2 z monstrualnym twardostojem, poddawanym symbolicznemu obciąganiu, założenie na tę figurę tabliczki hańby z (niegramatycznym) napisem „Obrońca pedofili” oraz pętli od szubienicy czy podcieranie dupy flagą Watykanu – są wehikułem, który służy do transportu treści tego przedstawienia do polskiego dyskursu publicznego.

 

Całość na łamach

Wasze komentarze 4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • tak sie składa ze najbardziej freudowska jest Maria wystarczy prześledzić znaczenie symbolu ryby i przyglądać sie figurką maryjnym jaką to cześć kobiecego ciała przypominają ?
    a obraz Jezus Ufam tobie jest fałszywy bo oryginał mial białe rogi na włosach i nie pasował do ideologii … taki czasy fotoszopa

  • 11ste : nie bluźnij bo co bozia język upierdoli u nasady

  • Szkoda szpadla, bo i nie będzie takiego dołu, gdzie zmieściłby się ogrom głupoty tego artykułu, komentatorów jak i rzeczonej „sztuki”.

    • Masz rację, tyle że dół ten kopany jest na dnie dołu zawierającego wszystkie zabobony świata.