Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Bilety na Franciszka

numer 32/2015

Na Kościele Mariackim pojawiła się tablica wyświetlająca, ile czasu pozostało do przyszłorocznych Światowych Dni Młodzieży. Informacja, czy zgodę na jej wywieszenie wydał ktoś odpowiedzialny w Krakowie za estetykę, zabytki czy coś w tym stylu, jest równie strzeżona jak dane dotyczące IQ członków Episkopatu Polski.

Komitet Organizacyjny ogłosił wreszcie ceny pakietów pielgrzyma. Pakiet jest istotny, bo bez niego imprezę będzie sobie można pooglądać w telewizorze. Wszystkie spotkania będą bowiem zorganizowane tak, że niekościelna mysz się na nie prześliźnie.

Room service

Kim jest wolontariusz? Wiadomo. Jeleniem, który będzie zapieprzał za darmo w imię jakiejś idei.

Wolontariusz z założenia nie dostaje wynagrodzenia. Co jednak można powiedzieć, gdy wolontariusz za to, że będzie zapieprzał za darmo, ma jeszcze zapłacić? A ma, i to wcale niemało. Otóż żeby powolontarzyć sobie przez 7 dni, trzeba za to zapłacić 300 zł.

W wersji 3-dniowej – jedynie stówę, a gdy chce się pomóc przy czuwaniu i zakończeniu – 50 zł.

Wolontariuszy ma być 20 tysięcy.

Jeśli chodzi o kasę, to (pamiętając wciąż o solidarnościowych 10 euro) wszystko. Ale jeśli chodzi o to, jak się załapać do pomocy, to jeszcze nic. Woluntariusz ma mieć chęć szczerą, ale nade wszystko świadectwo z parafii. Widać chęć niepotwierdzona stemplem proboszcza niewiele znaczy.

Tipy

Organizatorzy liczą, że na ŚDM zjedzie 2,5 miliona wiernych. Szacunki te są przesadzone. Porównanie tej imprezy z jej odpowiedniczkami w innych krajach każe myśleć, że w bardziej optymistyczniej wersji publiki będą 2 miliony. Niech średnio każdy zapłaci 340 zł. Wychodzi na to, że organizatorzy zgarną 680 melonów. A przecież szmal z pakietów miał dać ledwie 30 procent tego, co pójdzie na imprezę. Wyliczenia mówią, że państwo dołoży 80 mln zł. Wyliczenia pokazujące, że te 8 dych to ok. 35 proc. kosztów przedsięwzięcia. Od kilku miesięcy wierni w kościołach na całym świecie robią zrzutkę na przyszłoroczny spęd w Krakowie.

Jakkolwiek liczyć, wychodzi na to, że Kościół katolicki na Światowych Dniach Młodzieży Kraków 2016 wyjdzie lekko ponad pół miliarda zeta do przodu.

Doświadczenia Hiszpanii, Brazylii i Filipin pokazują, że beneficjentami dni nigdy nie jest sektor gastronomiczno-hotelowy. Impreza zorganizowana jest tak, że młodzi ludzi szwendają się w grupach szlakami zaplanowanymi przez Kościół. I omijającymi z daleka wszystko, co pachnie komercyjną turystyką. Baczą pilnie, aby kasa, którą przywieźli pielgrzymi, trafiała na tacę w kościołach, które odwiedzają 2 razy dziennie.

Władze każdego państwa dotkniętego dniami od lat robią dobrą minę do złej gry. I licząc wielomilionowe straty w publicznej kasie, opowiadają bajki o promocji kraju za granicą. Żadnemu rządowi do tej pory nie wpadło do głowy, że gdyby opodatkować zarabiane przez Kościół na takim spędzie pieniądze, to stosując nawet najbardziej preferencyjne stawki byłoby się mocno do przodu.

całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.