Motto tygodnia: Do Wolski przyjechał pan, prawdziwy pan. Jaśnie pan Erdoğan.

Biegające odkurzacze

numer 15/2017

Twoje płuca oddychają nie tylko dla ciebie, one oddychają dla sprawy.

W czasie półgodzinnego biegu człowiek zasysa ok. jednego metra sześc. powietrza. Biegając przez godzinę dziennie 200 razy w roku daje to 400 metrów sześć. Biegający przy ulicy filtr, rocznie wdycha w siebie 0,08 gr pyłów. Milion biegających, to już 80 kg mniej zanieczyszczeń w środowisku.

Niemęczący się osobnik, przebywający na dworze godzinę dziennie, zubaża zanieczyszczenie w ilości 0,06 gr rocznie.

*

Milion korzystających z komunikacji miejskiej, to połknięte przez nich 60 kg zanieczyszczeń. Wyprowadzenie tych ludzi na ulice ma sens ekonomiczny. Zamiast kupować – jak Kraków – za 100 tys. zł czterometrową ścianę z mchu, lepiej tak utrudnić życie kierowcom osobówek, żeby zaczęli spędzać czas na miejskich przystankach komunikacji publicznej i jak najwięcej popierdalali pieszo. Pożerający pyły mech jest w stanie zeżreć rocznie ledwie 12,2 kg pyłów. Tyle samo uzyska się odmotoryzowując 200 tysięcy kierowców. Albo nakłaniając do biegania tudzież śmigania rowerem jakieś 150 tysięcy.

A nakłonić ich będzie coraz łatwiej, bo

mnóstwo badań wykazuje wpływ zanieczyszczeń powietrza na rozwój otyłości. Czyli im więcej będziemy biegali, by zrzucić kilogramy, to dzięki zanieczyszczeniom powietrza zamiast chudnąc będziemy tyć, w związku z czym będziemy biegać jeszcze więcej.

*

Filtrować zanieczyszczone powietrze można też pod płaszczykiem sportowym, rozrywkowym, religijnym albo i politycznym. Jak spadłyby wyniki pomiarów pyłu zawieszonego gdyby maratony miejskie były dwa razy na tydzień, procesje dwa razy w miesiącu, cotygodniowe koncerty na skwerach i stadionach i ściągające dziesiątki tysięcy kibiców mecze piłkarskie? A gdyby zwolennicy Kaczyńskiego w liczbie miliona ludzi nawiedzali Warszawę co tydzień i demonstrowali swą miłość, wierność i posłuszeństwo genialnemu strategowi przez 3 godziny, to wywieźliby z Warszawy za każdym razem, oprócz niezapomnianych wspomnień, 60 deko pyłu PM10 i PM2,5 w płucach. Milionowe miesięcznice zaczęłyby się Warszawiakom wreszcie dobrze kojarzyć, bo uwalniałyby ich od ponad 7 kg powietrznego syfu rocznie.

Żeby osiągnąć taki wynik, KOD musiałby organizować 50-tysięczne manifestacje niemal codziennie.

*

Można też namawiać ludzi do otwierania okien. Dzięki temu, siedząc w domu, każdy mieszczuch będzie filtrował, wpuszczony do chałupy w czasie wietrzenia, pył zawieszony.

*

Swoją rolę ma do odegrania w walce ze smogiem przyrost naturalny. Powoduje on bowiem, że do codziennego kilkugodzinnego filtrowania powietrza zagania się niemowlaki i ich mamusie. Codzienne dwugodzinne dymanie z wózkiem ma bowiem głęboki sens filtracyjny. Mamusia w czasie spacerku z latoroślą wessie pył z 2 m sześc. powietrza, a jej maleństwo jeszcze jakąś połowę z tego. Bo mimo, że małe jest, to chłepce powietrze ponad 2 razy częściej niż osoba dorosła.

*

Żeby żywe filtry miały co oczyszczać, to zanieczyszczenia musi ktoś produkować. Tym kimś, zdaniem mediów i polityków, są kierowcy samochodowi. Bo nie dość, że siedząc w zamkniętej puszce z blachy i szkła nie filtrują zatrutego powietrza, to jeszcze to zatrucie generują. Tymczasem to prawda tylko częściowa. Faktycznie bowiem współcześni kierowcy i pasażerowie osobówek nie oddychają zanieczyszczonym powietrzem, bo każde dzisiejsze auto zasysając powietrze do kabiny przepuszcza je przez filtr przeciwpyłowy. A to przecież znaczy, że automobiliści oczyszczają. Przecież posysany syf zostaje na wymienianych co jakiś czas filtrach. A poza tym, gdyby jakiś przeciwnik motoryzacji zajrzał do rzetelnych badań dotyczących źródeł zanieczyszczenia powietrza w miastach, to natknie się na stwierdzenie, że „ruch samochodowy odpowiada za około 5-10 proc. przekroczeń dopuszczalnego poziomu pyłu zawieszonego w Polsce”.

*

Skala represji jaka spada na kierowców jest zaś taka, jakby odpowiadali za całość zatrucia. Ogranicza się zatem prędkość gdzie się da. Zwęża jezdnie. Likwiduje parkingi. Wyodrębnia buspasy. Wstawia kolejną sygnalizację świetlną. Ba, likwiduje się zatoki dla autobusów i zasypuje podziemne przejścia dla pieszych. Oczywiście kładki nad ulicami też się demontuje. Wymyślający i realizujący te represje nie wpadli jakoś na to, że dzięki tym wszystkim szykanom miasta nie tyle stają się wolniejsze od samochodów, co wolniejszy staje się ich ruch. A co za tym idzie przybywa zanieczyszczeń emitowanych z rur wydechowych w czasie stania w niekończących się korkach.

Chyba, że właśnie o to chodzi. Żeby żywe piesze filtry miały co przepuszczać przez siebie.

*

Inicjatorami większości antysamochodowych działań są aktywiści tzw. ruchów miejskich. Ostatnio jednym z ich głównych haseł było dogęszczanie miast. Czyli w miarę ścisła zabudowa centrów powodująca, że infrastruktura komunikacyjna będzie krótsza, niż w przypadku, gdyby metropolie rozlewały się na przedmieścia.

Pal licho, że to argument przeniesiony żywcem z deweloperskich wniosków do władz miast o wydanie zgody na zabudowę skwerku, placyku, czy innego klombu – istotniejsze jest to, że dzięki realizacji dogęszczania, budynków przybywa kosztem zieleni.

Statystyki wielkich polskich miast pokazują, że dzięki zgodom na podawane przez deweloperów lokalizacje znika co roku kilka razy więcej drzew i krzewów niż w wyniku obowiązywania lex Szyszko.

*

Tymczasem to dzięki drzewom, a nie debilnym pomysłom ruchów miejskich, zapylenie polskich miast mogłoby znacząco zmaleć. Hektar porośnięty drzewami liściastymi neutralizuje rocznie 36,4 kg pyłów, a w niektórych przypadkach nawet 300 kg. To tyle, ile musiałoby przefiltrować sobą kilka milionów ludzi spacerujących po dworze.

Ale nawet zaoranie bloków i kamienic w kraju rządzonym przez miłośników polskiego węgla nic nie da. Dlatego, że jeden niedocieplony dom wyposażony w węglowy piec wypieprza rocznie do atmosfery około 60 kg pyłów. Znaczy, że aby być neutralną dla środowiska, każda taka chałupa powinna być otoczona 2 ha drzew.

A co dopiero powiedzieć o elektrowni węglowej, czy hucie, w której gdy spierdoli się coś z filtrami, to tak jak w Krakowie, w krótkim czasie kominy takie mogą wyjebać w powietrze 5 ton paskudztwa?

*

W Polsce rocznie z powodu smogu przedwcześnie wymiera 48 270 filtrujących zapylone powietrze osób. Tak wynika z raportu Europejskiej Agencji Ochrony Środowiska. I dopóki filtrowanie pyłu zawieszonego płucami obywateli Rzeczpospolitej nie będzie zastąpione bardziej skuteczną metodą na odświeżanie powietrza, to o pracę dla grabarzy można być spokojnym.

 

TADEUSZ JASIŃSKI

Wasze komentarze 2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Artykuł o pyłach jest dobry. Bardzo dobry. Ale powiedz pan temu waszemu grafikowi, że nie mogę się doczekać Kinderniespodzianki z Mahometem. Chyba nie boi się wypatroszenia przez wyznawców Allaha następnego dnia?

  • Ginialny tekścior. 10/10. Od lat mam ogromny szacun dla rowerzystów i innych biegaczowatych, którzy zasuwają po centrach miast niuchając smród z rury wydechowej mojego auta. Nie rozumiem ich samobójczych zapędów, bo jeśli nie zginą pod kołami, to umrą na raka płuc, prędzej niż ja kopcąc kiepa w swoim autku. No, ale jest wolność. Każdy ma prawo umrzeć na własnych zasadach.