Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Bezkarna amputacja papieskiej nogi

numer 27/2016

W Polsce można niszczyć dzieła sztuki. Ale tylko wówczas, gdy akt dewastacji jest podyktowany względami wyższymi. Takimi jak obraza uczuć religijnych i jeżeli niszczenie ma „interaktywny i partycypacyjny charakter”.

 

Państwowa Galeria Sztuki Zachęta, rok 2000. Na stulecie istnienia galerii pokazano instalację „La nona ora” („Dziewiąta godzina”) włoskiego artysty Maurizio Cattelana. Przedstawiała patrzącego w niebo papieża Jana Pawła II z krucyfiksem, przygniecionego skałą.

Tytuł w sposób oczywisty nawiązywał do godziny, w której wiszący na krzyżu Chrystus miał zwrócić się ku niebu z zapytaniem: „Boże, czemuś mnie opuścił?”. Krytycy podkreślali, że J.P.2 z instalacji też wydaje się nad tym zastanawiać.

– Meteoryt uderzył w starego, zmęczonego człowieka, który nie wypełnił jeszcze swojej misji – podkreślali. – Czy ona może kiedykolwiek zostać wypełniona?

Witold Tomczak, z zawodu lekarz, wówczas poseł AWS, miał w nosie takie dywagacje. Wskoczył za barierkę i usunął głaz. Nie wiedział powodu, dla którego ikonie polskiego narodu miałoby być niewygodnie. I to akurat w Warszawie. Emocje były naturalne, „zważywszy na to kim był i co przez 28 lat uczynił dla Polski i Polaków Ojciec Święty Jan Paweł II”.

Tomczak przyznał, że uszkodził instalację, ale tego właśnie oczekiwali jego wyborcy. Nie chcieli też, aby odpowiedzialna za pokazanie upokorzonego papieża Anda Rottenberg dalej kierowała Zachętą. Zażądał więc dymisji „urzędnika państwowego żydowskiego pochodzenia”.

Wkrótce Rottenberg zrezygnowała z posady. Aktem wandalizmu zajęła się prokuratura. Przy pierwszym podejściu nie znalazła powodów do interwencji. Bo to był tylko sprzeciw wobec bluźnierczej wystawy.

Ale rzeźba była ubezpieczona. Razem z głazem. Poza tym, jak donieśli najbardziej wścibscy dziennikarze, w trakcie akcji ratowniczej figurze odpadła część nogi. Specjalistyczna pracownia we Francji zażądała za naprawę blisko 40 tys. zł. Ubezpieczyciel wystawy wyskoczył z gotówki i odwołał się od decyzji prokuratury.

Proces rozpoczął się 13 lat po wydarzeniu. Broniący Tomczaka europoseł PiS Janusz Wojciechowski zarzucał sąd wnioskami formalnymi. Na posiedzenia przychodzili wielbiciele J.P.2 oraz Tomczaka. Zabrakło krzeseł, a Wojciechowskiemu „trudno było się skupić, gdy widział starszych ludzi, którzy nie mają gdzie usiąść”. Podkreślał, że „prowadzenie w takich warunkach procesu urąga powadze sądu”.

Mijały lata. Instalację sprzedano w domu aukcyjnym za 800 tys. dolarów z ogonem. Czyli znacznie więcej niż była warta przed interwencją posła. Poseł przestał być posłem. Jego obrońca uznał, że rzeźbę można było naprawić za 300 zł. Sąd zgodził się, aby uszkodzenie działa sztuki wycenił biegły w zakresie odlewnictwa. Oszacowano, że rzeczywista szkoda materialna wynosiła 3 tys. zł.

Jednak prokuratura upierała się przy swoim.

– Jak widać, nadal jest jakiś problem z wymiarem sprawiedliwości – grzmiał niedawno Tomczak w Radiu Maryja.

Już nie ma. Jak poinformował Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris (ten, który przygotował głośny projekt ustawy antyaborcyjnej), po 16 latach postępowania nastąpił przełom w sprawie. Właśnie Prokuratura Okręgowa w Warszawie odstąpiła od oskarżenia. Złożyła do sądu wniosek o umorzenie postępowania.

Okazało się, że wniosek o ukaranie jest niezasadny, gdyż działanie posła „było wejściem w akt twórczy dopełniający dzieła, zgodnie z jego interaktywnym i partycypacyjnym charakterem”. Ponadto, jak wiadomo, Tomczak to nie żaden wandal, ale szanowany lekarz i polityk. Nie bez znaczenia też jest to, że instalację można było naprawić w Polsce za 3 tys. zł. To nie była wyrafinowana robota, zatem ubezpieczyciel sam sobie winien, że wybrał specjalistyczną pracownię zagraniczną.

Kolejna rozprawa 6 lipca 2016 r. Czy ktoś chce się założyć o marchewkę, co postanowi sąd?

 

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Władza, aby skutecznie rządzić, musi mobilizować masy wokół powszchnie rozpoznawanych symboli. W Polsce są to akurat kukły rozmaitych proroków i papieży. Artyści to nie święte krowy.