Motto tygodnia: Ecie-pecie, ecie-pecie, profesor Lech Morawski w Oksfordzie plecie.

Bartoszewski musiał odejść

numer 18/2015

Nie płakałam po nim.

Może jestem małostkowa, ale ogólnonarodowa konsolacja po śmierci Władysława Bartoszewskiego wydaje mi się lekko niestosowna w kontekście czterech tysięcy ofiar trzęsienia ziemi w Nepalu. Wykładane w Kancelarii Premiera i połowie urzędów wojewódzkich w Polsce księgi kondolencyjne z tytułu śmierci jednej, choćby najbardziej zasłużonej osoby… – w momencie gdy góra trupów w Himalajach rośnie z godziny na godzinę (…)

– w szczególny sposób przywodzą na myśl genialny rysunek Mleczki (mam go w salonie na ścianie): „Dzisiaj miał miejsce koniec świata. Wśród ofiar nie było Polaków”. W odróżnieniu od tysięcy ludzi, których zwłoki płoną dziś w Katmandu, zmarły w zeszły piątek Władysław Bartoszewski miał bardzo długie i barwne, nierzadko dramatyczne, acz niewątpliwie satysfakcjonujące życie, a jego śmierć „w biegu” (jak sam sobie wymarzył) trudno uznać za „tragicznie przedwczesną”. Z całym szacunkiem dla Bartoszewskiego, swoista orgia żałoby, uprawiana na tę okoliczność w tzw. mainstreamie wywołuje we mnie instynktowny sprzeciw.

Swe epitafium dla zmarłego Adam Michnik rozpoczął od słów: „Ta śmierć okryła żałobą całą Polskę demokratyczną. Polskę ludzi myślących i uczciwych”. Jednak, wbrew cokolwiek autorytarnie wyłożonej opinii Michnika, można być myślącym i uczciwym demokratą – i nie nosić żałoby po Bartoszewskim. Ale ten rodzaj szantażu otaczał postać Bartoszewskiego także za jego życia. Myślący i uczciwi demokraci mieli obowiązek nazywać go „niekwestionowanym autorytetem”; tym bardziej, im silniej był on przez innych – w domyśle, bezmyślnych, nieuczciwych, autorytarnych – kwestionowany.

A kwestionowany był – i to trzeba sobie uczciwie powiedzieć – nie dlatego, że ktoś z grona tzw. patriotycznej prawicy naprawdę podważał jego zasługi wojenne czy krzywdy doznane za stalinizmu, tylko dlatego, iż w tzw. wolnej Polsce, a dokładnie w Polsce po roku 2007, z mocą i przytupem zaangażował się w bieżące polityczne mordobicie.

W odróżnieniu od np. Tadeusza Mazowieckiego – który miał tyle dobrego smaku, żeby trzymać się z daleka od awantur – Bartoszewski był niezdolny do przystojącej „autorytetowi” powściągliwości.

Toteż jego wypowiedzi na temat PiS obfitowały w agresję i obelgi – i, przewidywalnie, z taką samą reakcją się spotykały. Ale trudno liczyć na to, żeby „niekwestionowanym autorytetem” w oczach jakiegokolwiek środowiska pozostawał ktoś, kto reprezentantów tego środowiska nazywa dewiantami, frustratami, dyplomatołkami, pijakami rzygającymi w autobusie, politycznymi nekrofilami i motłochem.

Nie piszę o tym, żeby dołączyć do chóru umniejszających autorytet Wielkiego Polaka „szamanów-podgryzaczy” (określenie innego z żałobników „GW”), tylko po prostu dlatego, że to prawda. Ale w przypadku probierzy cnoty, prawdziwość krytyki nie jest żadnym alibi. Gdy probierz cnoty ujawnia jakieś wady, których nie da się zignorować, do obowiązków wyznawców należy teodycea. Pięknie zaprezentował ją w tych dniach Piotr Pytlakowski.

Dla niewyznawców Bartoszewski był postacią trudną do słuchania. Mówił bardzo dużo, nie pozwalając nikomu dojść od słowa, mówił głośno i agresywnie, i – co gorsza – mówił rzeczy słuszne, ale straszliwie banalne.

TVN 24 z entuzjazmem transmitowała na żywo jego opowieści, nieodmiennie nazywane „refleksjami”: „Refleksje świadka epoki”; „Refleksje świadka stulecia”; „Refleksje świadka XX wieku”; „Refleksje o nienawiści”. Kłopot w tym, że – oprócz pewnej dozy osobistych anegdot – refleksje te nie wnosiły nic nowego do czyjegokolwiek rozumienia świata. Niczym w starym dowcipie o niedzielnym kazaniu: „– O czym ksiądz mówił? – O grzechu. – A co mówił? – Był przeciw”. Bartoszewski mówił zawsze to samo. Że nienawiść to niedobra rzecz, a hitleryzm był nienawiścią najgorszą. Że II wojna światowa była okrutna, ale ludzie przyzwoici zachowywali się przyzwoicie, i to dobrze. Że totalizmy stalinowski oraz hitlerowski były złe, a demokracja jest dobra, zaś młodzież należy wychowywać w szacunku dla inności, bo w przeciwnym razie może potem nie szanować innych. Nie sposób nie zgodzić się z którymkolwiek tych twierdzeń, ale ich odkrywczość nie rzuca na kolana. Być może Bartoszewski byłby w stanie powiedzieć coś oryginalnego w odpowiedzi na oryginalne pytanie; rzecz w tym, że żadnego pytania nie dało mu się zadać.

I tak właśnie powstają religie. Które z zasady są wrogiem rozumu.

całość na łamach

Wasze komentarze 16 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • P. Agnieszko !. Jest pani, od dłuższego czasu, w doskonałej dziennikarskiej formie. Dopiero co przeczytałem żonie artykuł: „Polska Żydom nie podskoczy”. A tu taki świetny tekst o zmarłym Bartoszewskim. Zaraz rzucą się obłudnicy, że o zmarłym sie mówi : „albo dobrze, albo wcale”. Tyle tylko, że o zmarłych wielkich, lub znaczacych, można w takiej chwili, jak najbardziej formułować opinie i podsumowania.

  • nie wykończył go kochany wujek Adolf, nie wykończyła go kula AK. nie wykończyły bandy żołniwrzy przeklętych ale wykińczył go szef Ef=Bi=Aj !!!! aja jaj aja jaj !!!!!!

  • … „i jakie mądre przekonania, nania, nania, nania, nania, naniaaaaa”, chciałoby się powtórzyć za GC, czytając paplaninę p. AWŁ po zjedzeniu wszystkich rozumów, nt „I tak właśnie powstają religie”. Kto będzie to chciał czytać za 50 lat, czy nawet za pół roku? Ileż dziennikarskiego geniuszu, a wcześniej odpowiedniego przygotowania kosztował ten czy inny tekst przez nią napisany – po to, żeby za jakiś czas utonął w morzu słów! Kawał (nie)dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty. Tymczasem dzienniczek Heleny Kowalskiej (skończone 4 oddziały szkoły podstawowej) z Głogowca jest i będzie czytany do końca świata.

  • Marian Hemar pisał: Jeden chwali
    Druga gani
    Obydwoje
    Grafomani

  • Czepia się Pani, bo żałoba nie odbiegała od normy. Kto chciał (jak ja), to olał. Trudno, żeby np. Michnik z
    kondolencji zrezygnował, hiperbole typu „cały świat żałuje” są tak samo zwyczajem jak
    mówienie dzień dobry (chociaż dzień może być wszawy). Na świecie cały czas padają liczne trupy. Jak nie trzęsienie ziemi, to wojna albo ludobójstwo w wykonaniu ISIS, Syryjczyków (obie strony), Boko Haram czy innych gierojów. Trzeba by zrezygnować z kondolencji całkowicie. To PiSiaki zawsze mówiły że „nie wypada, by w tym czasie” bo jakieś święto odbywa się. Jeśli nawet profesor miał wady, to kto ich nie ma. Ja np. jestem niesympatyczny, a Pani się lubi na siłę mądrować (no ja czasem też). Udział w nawalance politycznej jest mało przekonywującą wadą. „NIE” chce być moralniejsze od Dulskiej i Pawłowicz? Redaktor Urban też stary, a jak lubi przysolić. Dlaczego to innym przyjemności odmawiać? Chce Pani być nadobniejsza od Biskupów?

  • wszystko OK , ale …. zapomnia Pani w przypisach umieścić znaczenie słowa -teodycea, oraz kto to jest P.Pytlakowski. Dziiennik cotygodniowy , jak pamiętam od pierwszego numeru, był stworzony dla maluczkich niewykształciuchów, którzy są szczęśliwi jeśli moga w ,,samotni i na białym koniu,, gazete tą poczytać. I nie mają czasu ani mozliwości lecieć do – wójka Googla, i sprawdzac kto i co zacz. A tak na marginesie , to chyba bym prędzej sie popłakał ,, po Urbanie ,, niż po jakimkolwiek polskim polityku czy innym uczestniku życia polityczmnego.

  • Każdego jednego dnia umiera na świecie ok 150 tysięcy ludzi…. według Pani zdania nie ma dnia w którym „wypada” składać hołd komukolwiek…

  • A Pani czemu o Bartoszewskim, zamiast o Nepalu?

  • W epitafium Michnik wyrazil bezglebna wdziecznosc panu Bartoszewskiemu za to, ze umarl i uratowal zycie Michnika, ktoremu juz zabraklo powietrza w niekonczacych sie antyrosyjskich salwach.

  • banalne skojarzenie:ja musze tlumaczyc te same kwestie codziennie od kilku lat roznym osobom-pracuje w biurze obslugi klienta.Gdybym wyszedl z zalozenia ze po pierwszych kilku razach wszyscy wszystko beda wiedziec to juz bym tam nie pracowal.Dlatego niektore rzeczy warto powtarzac.

  • Ciekawe????? ze Bartoszewski wyszedl z Auschwitz przez Brame!!!!! a tam wychodzilo sie przez Komin!!!!! Bardzo Dziwne!!!!!! no nie!!!

  • Mimimichnik jak zwykle pieprzy głupoty.Ja nie byłem w żałobie a ten zmarły pan obchodził mnie tyle co zeszłoroczny śnieg.