Motto tygodnia: Módlcie się do Ojca i Syna, bo Trump dziś zaczyna.

Wdzięk Związku

Wdzięk Związku Radzieckiego

numer 13/2015

Nie mogę nie kochać ZSRR. Pod koniec lat 40. było to uczucie standardowe, a dziś bardzo wysublimowane.

W czasach współczesnych zażyłem wszystkie przetłumaczone na polskie książki o radzieckim horrorze. Ostatnio połknąłem dwie pozycje. „Czasy secondhand” Swietłany Aleksijewicz, wspaniały reportaż, którego liczni bohaterowie, częściej bohaterki, wyją z tęsknoty za Związkiem Radzieckim lub męczy ich trauma po nim. I wreszcie „Terror i marzenie. Moskwa 1937” Karla Schlögla – Niemca.

Pokazuje ona ZSRR jako wielki komediodramat. Nie sposób go nie smakować i nie zachwycić się spiętrzeniem paradoksów, jakich nie zna historia świata.

Tu ignorantom objaśnić trzeba, że w 1937 r. aresztowano 2 miliony osób, z czego około 700 tysięcy osobistości rozstrzelano. Zabito większość byłych i ówczesnych przywódców partii (członków KC), dowództwo wojsk, funkcjonariuszy NKWD, licznych uczonych, pisarzy, lekarzy i większość przywódców partii komunistycznych mieszkających w Moskwie jako emigranci. W tymże 1937 r. nabrała mocy nowa konstytucja gwarantująca wszelkie możliwe swobody. Świat zachwycał się radzieckim pawilonem na Wystawie Światowej w Paryżu, radzieckimi osiągnięciami w rozwoju przemysłu, miast, biciem różnych rekordów. Stalin mówił, że życie stało się lepsze, weselsze – i tak to odczuwała ludność intensywnie zabawiana przez władze.

Czyż można nie kochać kraju, w którym na pierwszym w owym roku procesie pokazowym Kamieniewa i Zinowiewa towarzysz Piatakow wspomagał oskarżenie, a na drugim procesie, który wkrótce nastąpił, był już głównym oskarżonym.

Ostatnio pływałem po ciepłych morzach statkiem żaglowym, ongiś prywatnym jachtem Josepha Daviesa, w roku 1937 ambasadora USA w Moskwie. Miałem jego kajutę przypominającą sypialnię i salon Ludwika XVI w Wersalu. Ów to Davies jako obserwator procesu pokazowego raportował do Waszyngtonu, że rozprawa przypomina swobodną dyskusję intelektualistów toczoną przez oskarżonych. Nic nie wskazuje na fałszerstwo czy inscenizację.

W tymże 1937 r. pensjonariusze liczącego 200 tysięcy więźniów łagru pod Moskwą zakończyli budowę kanału wodnego Wołga-Moskwa. Śmiertelność biła tu rekordy Gułagu w czasach pokoju – 10 procent padało rocznie z głodu i przepracowania. Jednocześnie obóz miał swoje więźniarskie gazety, orkiestry, teatr, drużyny sportowe, konkursy, a elita artystyczna Moskwy przyjeżdżała tu na występy i bankiety u komendanta.

Z okazji uroczystego otwarcia kanału 50 tysięcy więźniów zwolniono i odznaczono orderami. Aresztowano zaś całe kierownictwo robót i służby strażniczej – 200 osób – i na ogół ich rozstrzelano.

W tymże roku zniesiono kartki na żywność i odzież. W gazetach publikowano reklamy sklepów polecających kawior, najrozmaitsze ryby, mięsa i wędliny. Wszystko pokazywano na fotografiach i rzeczywiście, te luksusy były w sklepach. Kolejki ustawiały się wieczorem, aby kupować rano. Jeśli były one wielotysięczne, rozganiała je w nocy milicja. Struktury ogonków zniszczyć jednak nie mogła. Ludzie rozpraszali się po bramach i zaułkach, gdzie prowadzono listy kolejkowe. Rano błyskawicznie wykupywano to, co jest w sklepach, a kolejka dalej czekała do następnego rana. Milicja na bazarach łapała spekulantów sprzedających te towary kilka razy drożej. Ludność zaś prosiła władzę o przywrócenie kartek.

całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strona główna