Motto tygodnia: Dla Szydło lepsze kwiaty niźli fiaty.

Autor
Michał Marszał
Wróg na każdy rogu

Wróg na każdym rogu

numer 24/2016

Wkrótce wejdzie w życie przyjęta w kwietniu ustawa dekomunizacyjna, nakazująca samorządom usunięcie w ciągu roku z przestrzeni publicznej nazw upamiętniających osoby, organizacje, wydarzenia i daty symbolizujące lub propagujące komunizm.

Według danych IPN do odczerwienienia zostało w Polsce ok. 1400 budowli, dróg, ulic, mostów i placów.

W latach 2007-2009 ówczesny prezes IPN Janusz Kurtyka starał się zachęcać władze samorządowe do zmian, rozsyłając listy informujące o obecności na ich terenach nazw odwołujących się do komunistycznej symboliki. Gówno z tego wyszło.

Bóg tak chciał, że prezesa Kurtyki już z nami nie ma, a nazwy pozostały. Teraz, wraz z nastaniem rządów PiS przyszedł czas na drugą, ostateczną falę dekomunizacji.

Samorządowcy miast i wsi pogodzili się z faktem, że czeka ich wkrótce srogi zapieprz związany z odkręcaniem tabliczek i zmianą tysięcy ksiąg wieczystych, rejestrów oraz ewidencji.

Pod śrubokręt pójdzie w całym kraju m.in. 195 ulic generała Ludowego Wojska Polskiego, Karola Świerczewskiego, prawie 130 ulic i osiedli nazwanych na cześć różnych rocznic istnienia PRL, 99 ulic imienia Hanki Sawickiej (pierwszej przewodniczącej Związku Walki Młodych), 60 ulic imienia Janka Krasickiego (drugiego przewodniczącego ZWM), a nawet 7 ulic Karola Marksa, 4 Władysława Gomułki oraz ocalała w Rydułtowych ulica Fryderyka Engelsa. Jeśli IPN będzie grzebał wystarczająco głęboko – to z rozpędu zdekomunizowane mogą zostać 32 ulice Czerwonego Krzyża, no i oczywiście 16 Czerwonego Kapturka.

Co bardziej pomysłowi obywatele, nieukontentowani ze zmiany przydomowych tabliczek, szyldów, pieczątek i wizytówek, postanowili zaproponować dekomunizatorom reorientację polityczną. 50 mieszkańców Ostrołęki, którzy mieszkają przy ul. 22 lipca, poprosiło urzędników, aby nie zmieniali nazwy ulicy, ale jedynie historyczną interpretację – że niby nie chodzi o ten 22 lipca, w którym ogłoszono manifest PKWN, lecz o 22 lipca 1807 r., czyli dzień, w którym Napoleon Bonaparte nadał konstytucję Księstwu Warszawskiemu.

Sprytem chcą wykazać się mieszkańcy warszawskiego Ursynowa, którym grozi rozstanie z ulicą Józefa Feliksa Ciszewskiego, męża Wery Kostrzewy, członka Najwyższej Rady Gospodarczej ZSRR.

– Z okazji przypadającej w tym roku setnej rocznicy powstania Legii oraz toczącej się debaty na temat dekomunizacji, Inicjatywa Mieszkańców Ursynowa rozpoczęła zbiórkę podpisów pod wnioskiem o zmianę nazwy – tłumaczył Antoni Pomianowski, prezes stowarzyszenia. Chce, aby komunistę Józefa Ciszewskiego zastąpić… przedwojennym piłkarzem nożnym Józefem Ciszewskim. Ostateczna decyzja należy do Rady Warszawy.

Podobny myk chcieli swego czasu wykonać mieszkańcy gminy Czarne. Piotr Zabrocki, burmistrz, sugerował: – Musimy sprawdzić, czy mamy ulicę Karola Świerczewskiego, czy tylko Świerczewskiego. Jeśli się okaże, że mamy jedynie nazwisko, zawsze możemy uznać, że nasza ulica nosi imię innego Świerczewskiego. Jest chociażby znany piłkarz – Piotr Świerczewski.

Chytre plany burmistrza pokrzyżować może fakt, że piłkarz kopany Piotr Świerczewski w lipcu 2008 r. w pensjonacie Villa Siesta w Mielnie rzekomo pobił policjanta, a w styczniu 2016 r. podczas meczu charytatywnego w Dębicy w obecności kamer obił papę trenerowi drużyny przeciwnej – przez co nadawać ulicy jego imię trochę nie wypada.

Inny znany Świerczewski, Eugeniusz, co prawda podczas wojny polsko-bolszewickiej służył w wojsku polskim jako oficer kulturalno-oświatowy i dowódca pociągu propagandowego, niemniej podczas II wojny światowej kapował na gestapo, za co AK kazało go powiesić – a trudno takiemu człowiekowi poświęcić nawet jakiś zakręt we wsi. Ostatni z nadających się Świerczewskich, Tadeusz, był w PRL mocno zaangażowanym opozycjonistą, ale niestety jeszcze żyje, co bardziej utrudnia otrzymanie ulicy niż kapowanie hitlerowcom.

Choć wydawać by się mogło, że IPN osiągnął już apogeum antykomunizmu, przebił go w zapędach pan Paweł, 33-letni przedsiębiorca z Białegostoku. Wraz z ponad 4000 osób domaga się on otóż w internecie usunięcia z polskiej ziemi ponad 800 tabliczek z napisem „ul. Dworcowa”.

Sugeruje – nie bez racji zresztą – iż niepotrzebnie w setkach miast oddawana jest cześć Nikołajowi Grigorijewiczowi Dworcowowi, zmarłemu w 1985 r. pisarzowi radzieckiemu, żołnierzowi Armii Czerwonej, członkowi KPZR, Związku Pisarzy ZSRR oraz dziennikarzowi gazety „Stalinowskaja Smiena”, znanemu najbardziej jako autorowi powieści „Morze rozbija się o skały”, opowiadającej o trudach pobytu w norweskim obozie jenieckim.

– Niestety IPN słabo sobie radzi. Dekomunizuje ulice ludzi, których komunizm był mocno naciągany, a nie zajmuje się tak oczywistymi przypadkami – twierdzi pomysłodawca akcji.

Jeśli tego PiS-owi byłoby mało, to wystarczy wspomnieć, że przy ul. Dworcowa znajduje się w Inowrocławiu Rada Powiatowa SLD.

całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  • A jakby tak pojść na kompromis?
    Znacjonalizować banki, handel i większe przedsiębiorstwa, a tytułem moralnego zadośćuczynienia (innego nie będzie) uprawnić byłych oligarchów i bankierów do nadawania ulicom i placom nazw według swojego widzimisię?

Strona główna