Motto tygodnia: Co się dzieje w Sejmie? Rozum tego nie obejmie.

Uciekający grób

Uciekający grób hrabiny

numer

Podmienianie trupów, wygrzebywanie rozkładających się kości, kradzież dokumentów, fałszowanie badań, zastraszanie i oszustwa – to tylko kawałek zajęć Kościoła katolickigo.

O siostrze Joannie Lossow i o jej synu Ewaryście Walkowiaku pisaliśmy 2 lata temu. Dziś wracamy do sprawy. Wracamy, bo ujawniane przed kaliskim sądem kłamstwa, fałszerstwa i matactwa zakonnic z podwarszawskich Lasek, budzą niesmak.

Helena Lossow, córka ziemianina i ziemianki z rodu hrabiów Szembeków, miała 33 lata, gdy urodziła syna. Był rok 1941. Hans Lossow był jej kuzynem, a zarazem ojcem chłopca. Ona Polka, on okupant. Niemiecki agent wywiadu III Rzeszy. A jej ojciec patriota… Była już wtedy w nowicjacie w zakonie w Laskach. Tylko tam mogła odpokutować wstyd, jaki przyniosła rodzicom. Tam też urodziła.

Była wojna. Co i raz w klasztorze pojawiało się jakieś osierocone dziecko, nikt więc nie pytał o malucha. Jednak ludzie wiedzieli. Nie podobało się to proboszczowi. Czuł, że bachor narobi kłopotów kościołowi. Kazał się go pozbyć. Ona jednak musi tam pozostać. Jest potrzebna. Jako sekretarka zarządzającego klasztorem ks. Korniłowicza.

Nie chciała oddać dziecka. Aż pewnego dnia 3 stare zakonnice odebrały jej chłopca siłą. Kopała, gryzła, krzyczała. Dostała w twarz.

Ewaryst miał wtedy pół roku. Zakonnice spakowały dzieciaka i oddały Antoniemu Walkowiakowi, miejscowemu rolnikowi. Helena biegła za konnym wozem, na którym był syn, krzyczała i płakała jeszcze przez 2 dni.

– Nienawidzę was! – krzyczała, gdy wywlekały ją z celi przed ołtarzyk.

Zaraz po tym decyzją kurii została wysłana na wschód. Tam, z Biblią w ręku przed ołtarzem musiała złożyć przysięgę, że nigdy nie zobaczy syna. Od razu przyjęła śluby. Nie była już Heleną Lossow, tylko siostrą Joanną. Walkowiak za wychowanie syna dostawał od niemieckiego oficera kasę. Podobnie zakon w Laskach.

„Odszukaj go, a jak go odnajdziesz, poproś, żeby mi wybaczył. Niech będzie w papierach napisane: matka. I niech zrobi z rodziną to, co mnie się nie udało, niech zabierze wszystkich i wyjeżdża do Niemiec” – powiedziała zakonnica do kuzynki. Miała wtedy 97 lat i jechała do szpitala. Wiedziała, że to jej ostatnia wyprawa.

Ewaryst Walkowiak dowiedział się 10 lat temu, że nie jest Walkowiakiem. Usłyszał od umierającego brata, że jest podrzutkiem. Wtedy zrozumiał, dlaczego wszyscy w domu traktowali go inaczej niż resztę rodzeństwa. Dlaczego był bity i głodzony, dlaczego mówili, że jest Niemcem.

Zaczął szukać. I znalazł. Wydreptał ścieżkę do zakonu, ale nikt go nie wpuścił.

całość na łamach

Wasze komentarze (2)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strona główna