Motto tygodnia: Pies z kulawą nogą by tej sztuki nie pamiętał, gdyby "Klątwa" przez czarnych nie była przeklęta.

Lekarze się kryją

Milczenie jest złotym

numer 47/2014

Biała mafia w lateksowych rękawiczkach.

Najczęstsze pomyłki lekarzy to zabieg na niewłaściwym pacjencie, operacja narządu po odwrotnej stronie albo pozostawione ciało obce. O oparzeniach sprzętem lub środkami chemicznymi nie wspominając. Choć może warto…

  1. Wydrenowane jądro

Facet trafił do szpitala na zwykły zabieg wypieprzenia hemoroidów…

Lekarze znieczulili go od pasa w dół, spryskali krocze chlorkiem etylu, wyciągnęli skalpel elektryczny i poszli w cholerę. Chlorek zapalił się od rozgrzanego skalpela i pacjent zaczął płonąć. Paliły się na nim opatrunki, a obicie stołu, na którym leżał, zaczęło się topić. Facetowi spaliło się krocze i pośladki.

Instytut Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego szacuje, że każdego roku 370 tysięcy pacjentów jest trwale okaleczanych. I nie mają na myśli blizn spowodowanych prawidłowo przeprowadzanymi zabiegami. Czy jednak w przypadku dzieciaka, który trafia na stół z powodu braku prawego jądra w mosznie, a po operacji okazuje się, że jądra nadal nie ma, bo zoperowano jądro lewe, też można mówić o okaleczeniu?

Żadnej rany nie zostawiła też akcja medyka, który przyjechał do pani, która urodziła w domu. Przyjechał, stwierdził zgon i zawinął ciało w reklamówkę. Po godzinie pielęgniarka, chcąc zważyć zwłoki, stwierdziła, że dziecko się rusza.

Czy za okaleczenie można uznać przypadek pacjenta, który po operacji woreczka żółciowego kilkanaście lat chodził po szpitalach z bólem brzucha? Najpierw wmówiono mu nerwicę jelit, potem wysłano na przymusowe leczenie psychiczne z adnotacją, że zagraża swojemu życiu, w końcu przyznano 500 zł renty. Dopiero niedawno okazało się, że w brzuchu zostawiono mu dren.

  1. Rak nie wyrok

– Coś złego się dzieje w naszym fachu – opowiada zaprzyjaźniony lekarz. – Z roku na rok mam coraz więcej poprawek po kolegach i koleżankach. Ostatnio trafiła do mnie pacjentka z opisem, że ma na macicy guza 3 na 4 cm. Oglądam i widzę ciemne pole na ekranie USG. Ciemne pole na górze ekranu. Jadę wyżej. Jestem na wysokości pępka, a guz dalej zajmuje górę ekranu. Dochodzę do wyrostka mieczykowatego, czyli jestem w okolicy mostka i dopiero widzę, gdzie się kończy. No to opisuję, że według mnie to coś ma 33 na 22 cm i wysyłam kobietę na tomografię. Tomografia potwierdza diagnozę. Pacjentka chodziła do lekarki co pół roku. Guz, żeby dojść do takich rozmiarów, musiał rosnąć około 4-5 lat. Koleżanka go nie zauważyła.

– Albo inny przykład. Ósmy miesiąc ciąży. Wszystkie badania. Wydruki i opisy. Pacjentka ledwo zipie. Już po wynikach widać było, że coś jest nie tak z nerkami. I faktycznie. Widzę na USG, że jedna nie działa, a drugą zaraz szlag trafi. Pani doktor, która przede mną robiła badania, nie raczyła spojrzeć na nerki. Oglądała macicę i jajniki. Bo na tym się znała.

– Inna „ciężarówka” trafia do mnie też pod koniec ciąży z nogami jak u słonia, a na dodatek twierdzi, że gdy śpi na leżąco, to się dusi, wobec tego sypia przy stole na siedząco. Patrzę na wyniki i widzę, że to ewidentne zatrucie ciążowe. Dla szpitalnego lekarza, który prowadził tę ciążę, do zatrucia brakowało ponoć dwóch elementów i dlatego nie dał zgody na cesarkę. Dzięki układowi ze szpitalem pacjentka pojechała prosto na stół. W pierwszym tygodniu po cesarce wysikała 15 litrów wody. Bez tej cesarki mogłoby nie być ani jej, ani dziecka.

całość na łamach

 

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strona główna