Motto tygodnia: Pies z kulawą nogą by tej sztuki nie pamiętał, gdyby "Klątwa" przez czarnych nie była przeklęta.

Magister cham i prostak

Magister cham i prostak

numer 2/2014

Mity o wykształceniu Polaków.

Są 3 rzeczy, którymi rząd chwali się co chwila. Pierwszą jest wzrost gospodarczy. Drugą zwyżka przeciętnej długości życia. Trzecią zaś galopujący poziom wykształcenia Polaków. Na papierze wszystko to rzeczywiście wygląda cacy. Tyle że w zderzeniu z rzeczywistością wskaźniki te okazują się być gówno warte. PKB nie przekłada się ani na wzrost zarobków, ani na spadek bezrobocia.

Wiek rośnie, bo udało się ograniczyć skutki wielu chorób, a tym samym umieralność ludzi w średnim i dziecięcym wieku. To pochodna rozwoju medycyny, nie naszej, tylko światowej. Poza tym tak naprawdę z rosnącej liczby schorowanych 80-latków niekoniecznie trzeba się cieszyć.
Największe jednak jaja powstają w związku z interpretacją kwestii wykształcenia. W latach 2002-2012 wskaźnik osób z wyższym wykształceniem wzrósł w Polsce z 10 do 25 procent. Za komuny oscylował wokół 7 procent. Robimy się zatem strasznie mądrzy. Najmądrzejszą częścią społeczeństwa są osoby pomiędzy 30. a 34. rokiem życia. W tym przedziale wiekowym liczba osób z dyplomem wyższej uczelni skoczyła z 14,4 procent w 2002 r. do 40,5 procent w 2013 r. Niemal trzykrotnie.
Skąd zatem powszechne wrażenie, że ludzie są coraz głupsi, mniej wyrobieni intelektualnie i na dodatek niemający pojęcia o czymkolwiek?

Mit I: studia dają pracę i szmal
– Wykształcenie daje lepsze perspektywy na pracę. Jesteśmy czwartym w Europie po Wielkiej Brytanii, Niemczech i Fran-cji krajem pod względem liczby studiujących osób – pluje się we wszystkich wypowiedziach Lena Kolarska-Bobińska, minister nauki i szkolnictwa wyższego.
Prawda natomiast wygląda nieco inaczej.
Polak studiuje, żeby studiować. Tylko co piąty absolwent pracuje zgodnie z wykształceniem. Studiuje ponad 1,6 mi-liona Polaków. Co roku na rynek pracy wchodzi około 400 tysięcy absolwentów. Jak wiadomo rynek nie jest w stanie ich wchłonąć. Co czwarty młody Polak jest bezrobotny.
Wykształciuchy mające pracę wykonują zajęcia niezgodne z wykształceniem.
Jedynie co czwartego pracującego studenta lub absolwenta interesuje to, czy zajęcie jest zgodne z wykształceniem. Wśród absolwentów szukających roboty ośmiu na dziesięciu gotowych jest przyjąć posadę zupełnie niezwiązaną z wykształceniem.
Dla pracodawców absolwenci uczelni to problem. Ich zdaniem, mają za niskie kwalifikacje. Skutek tego jest prosty – pracodawcy nie chcą ich zatrudniać. A jeśli już zatrud-nią, to płacą niewiele. Co czwarty młody Polak zarabia nie więcej niż 1,5 tys. zł na rękę, a ledwie kilka procent po-wyżej średniej krajowej (ok. 2,9 tys. zł netto).
Firmy jak mantrę powtarzają, że rywalizacja uczelni o co-raz mniejszą z powodu demografii grupę kandydatów doprowadziła do tego, że łatwo zdobyć dyplom, ale nie gwarantuje on wysokich kwalifikacji. Oczywiście jest to wciskanie ki-tu. Żadna firma nie zatrudni bowiem absolwenta w roli specjalisty w jakiejś specyficznej działce. Tak nie ma ni-gdzie na świecie. Każdy pracownik zaczyna od najprostszych działań. Z czasem uczy się specyfiki firmy i może awansować. Tyle tylko że w większości firm specjalistów potrzeba kilku, natomiast ludzi do wykonywania powtarzalnych działań, których jest się w stanie nauczyć szympans – wielu. Pracodawcy wiedzą o tym i w ich interesie jest, aby za ta-ką pracę płacić jak najmniej. I tyle płacą. Najchętniej na umowach śmieciowych. A po kilku miesiącach przestają płacić i zatrudniają za takie same śmieszne pieniądze kolejnego absolwenta. Tak się bowiem składa, że mamy w Polsce model gospodarczy polegający na niskiej płacy. To dlatego garnie się do nas kapitał zakładający montownie i call centers. Kwalifikacje tam potrzebne to najwyżej podstawówka, czasem z biegłą znajomością angielskiego, ale oficjalnie kandydaci muszą mieć co najmniej licencjat i znać 3 języki. W dodatku dowiadują się, że i tak o niczym nie mają pojęcia.
Dzięki takiemu rynkowi pracy trzy czwarte absolwentów wyższych uczelni znalazło zatrudnienie, zanim ukończyli 30. rok życia. Bez roboty pozostaje 14 procent magistrów i licencjatów. To więcej niż wynosi stopa bezrobocia. Dyplom nie gwarantuje ani kasy, ani pracy.

całość na łamach

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

  • A pani minister Kudrycka biadoli, że kobiety mniej zarabiają, choć więcej z nich wykształconych jest (I do tego najczęściej tumanistycznie. Jaką wartość dodaną wnosi praca specjalistki od gender, jak nie ujemną?). Dalej pani min. mówi że trzeba coś z tym zrobić. Rozkułaczać nas będą? W Niemczech też kiedyś mówili, że u nich Żydów tyle, a na uczelniach i w zarządach więcej i że to niesprawiedliwe. Takie samo rozumowanie. Na darmowe szkolenia koleżanki bez problemów przyjmują, dla mnie jakoś zawsze brak miejsc. Są jeszcze szkolenia nur fur Deustch… to znaczy tylko dla kobiet. Dla Żydów, znaczy mężczyzn, szkoleń nie ma, bo to byłaby dyskryminacja. Nawet w Empiku wczoraj widziałem hasło „Samiec twój wróg”. W Niemczech o żydach mówili „unser ungluck”. Feminizm przeciw mężczyznom, jak antysemityzm przeciw Żydom. Zaczynam się już trochę czuć jak Żyd.

Strona główna