Motto tygodnia: Pies z kulawą nogą by tej sztuki nie pamiętał, gdyby "Klątwa" przez czarnych nie była przeklęta.

Leki z trefnej apteki

numer 5/2016

W grę wchodzą miliardy. Traci na tym nie tylko skarb państwa, ale przede wszystkim ludzie chorzy. O aferze wiedzą parlamentarzyści i wpływowi urzędnicy. Nikt nic nie robi i wszystko wskazuje na to, że nic nie zrobi.

Niczego specjalnego się po tej kontroli nie spodziewał. Punkt rocznie miał niecałe 10 tys. zł refundacji za leki, czyli obroty musiały sięgać kilkuset złotych dziennie. Co też nie było dziwne, bo punkty apteczne wyposażone są jedynie w podstawowe medykamenty.

Okazało się, że przy tej samej ulicy jest bardzo dobrze wyposażona apteka funkcjonująca przy przychodni zdrowia. Po co więc komu punkt apteczny obok? Kowalczewski oniemiał, gdy zobaczył, że nagle punkt w Imielinie otrzymał 380 tys. zł refundacji za sprzedane leki, po czym natychmiast został zamknięty. Dodatkowo ilość zamówionych heparyn, leków przeciwastmatycznych i insuliny była zastraszająca. Dotarł także do kwitów, które mówiły jasno, że leki te trafiły do Niemiec, gdzie sprzedano je za wielokrotnie wyższą cenę.

Przepisy nie pozwalają kontrolować jednostek nieistniejących.

***

Kowalczewski musiał kombinować, żeby dotrzeć do szczegółów prowadzonej w tym punkcie sprzedaży. Dotarł do lekarzy, którzy wystawiali ogromną liczbę recept na insulinę i heparyny. Najwięcej wystawiał ginekolog. Gdy lekarze stwierdzili, że nigdy nie wystawiali tak wielu recept, kontroler już wiedział, że sprawa jest poważna. A gdy się okazało, że punkt apteczny nie może przedstawić wspomnianych recept, bo zaginęły, ostro wziął się do pracy.

Właścicielkę apteki poznał kilka lat wcześniej w kole Platformy Obywatelskiej. Zorientował się, że w innych jej punktach aptecznych oraz w gabinecie dentystycznym jej siostry też dzieją się finansowe cuda. Wyłudzanie kasy z NFZ sięgało ponad 2 mln zł. Zorientował się też, że powiązania tych pań sięgają wysoko, aż do NFZ…

Kowalczewski poinformował przełożonych oraz złożył doniesienie do prokuratury.

Przełożeni próbowali odwieść go od zgłaszania sprawy policji.

– Daj spokój, będzie wielka afera – usłyszał, ale trzymał się swoich decyzji.

całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strona główna