Motto tygodnia: Co się dzieje w Sejmie? Rozum tego nie obejmie.

Hartman i inne igraszki

Hartman i inne igraszki

numer

Przykazanie XI – nie zabraniaj.

Jan Hartman, wypowiadając się o kazirodztwie, niechcący dotknął sprawy o większym kalibrze.

Przez stulecia panom penetrującym odbyty kolegów organizowano uroczystość ku ich czci o nazwie publiczna egzekucja. Wcale nie inaczej postępowano z paniami wgryzającymi się w łechtaczki partnerek. Na szafotach, stosach i palach kończyli wyznający niewłaściwego boga, czy nawet niewyznający żadnego. Historia człowiekowatych to nieustanne pasmo zabraniania pełnosprawnym intelektualnie i emocjonalnie ludziom setek rzeczy, które innym w żaden sposób nie szkodziły. To wciąż trwa. Traktowanie obywatela jak niedorozwoja ma się w najlepsze. Szczególnie w Polsce.

Tak jest choćby w przypadku Hartmanowego kazirodztwa. Kodeks karny stanowi, że „kto dopuszcza się obcowania płciowego w stosunku do wstępnego, zstępnego, przysposobionego, przysposabiającego, brata lub siostry, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

No i niech ktoś znajdzie w tym przepisie jakieś zniuansowanie dotyczące tego, czy mamy do czynienia z kopulacją w wykonaniu siostrzyczki i braciszka, którzy mają po 20 lat albo dorosłego syna z jeszcze bardziej dorosłą mamusią czy babcią. Nie wspominając już łóżkowych karesów pełnoletniego brata z drugim pełnoletnim bratem czy o fizycznych zbliżeniach będących rozwinięciem dorosłej miłości siostrzanej.

Jak widać kazirodztwo niekoniecznie musi być dymaniem własnego nieletniego potomstwa przez tatusia alkoholika. Może być jak najbardziej przemyślaną decyzją dwójki dorosłych ludzi. Tyle że nie może, bo ustawodawcy się to nie podoba. A nie podoba się, bo? No właśnie… Bo tak zostało uświęcone w tradycji. Tej samej zresztą tradycji, która jest we Francji, Holandii czy nawet Hiszpanii i Portugalii. Tylko że tam dorosła córka ma prawo zapałać pożądaniem do brata, siostry, matki, ojca, a nawet babki i dziadka.

U nas grozi jej za to kiblowanie. I to mimo tego, że wszystkie autorytety moralne głoszą, iż nie jesteśmy zwierzętami i powinniśmy się od nich odróżniać. Tymczasem właśnie zakaz kazirodztwa jest atawizmem jak najbardziej odzwierzęcym. Przedstawiciele fauny mają w większości wbudowane czujniki uniemożliwiające im dupczenie wstępnych, zstępnych i pobocznych.

Dla zwolenników karania kultywatorów miłości rodzinnej najważniejszym argumentem jest możliwość spłodzenia przez taką parę osobnika obarczonego błędem genetycznym. To, że większość genetyków taki punkt widzenia wyśmiewa, nie ma znaczenia. I nie przemawia do nikogo statystyka twierdząca, że związki osób spokrewnionych ze sobą są płodniejsze oraz mają co najmniej czterokrotnie więcej dzieci i wnuków niż inne pary. Wśród potomków takich par jest także najwięcej stulatków.

Do przeciwników depenalizacji kazirodztwa nie przemawia też to, że problem seksu wśród najbliższych dotyka promili populacji. Dla większości rodzina nie jest i nie będzie poletkiem do uprawiania seksu. Potwierdzi to choćby większość mężów, którzy po kilku latach małżeństwa dochodzą do przekonania, że kazirodztwem jest seks z niespokrewnioną żoną.

TADEUSZ JASIŃSKI

całość na łamach

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strona główna