Motto tygodnia: Za Platformy ciepła woda z kranu, za PiS-u koncertowy zamach stanu.

Autor
ANDRZEJ SIKORSKI

Zobaczyć „Roja”i umrzeć

numer 49/16

Żołnierze pod wodzą Macierewicza zamiast strzec granic Polski, oglądają propagandowe filmy!

„Misją Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych (DGRSZ) jest planowanie i realizacja zadań mających na celu właściwe przygotowanie podległych sił i środków Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej do obrony granic i niepodległości państwa, zapewnienia bezpieczeństwa obywateli oraz wsparcia międzynarodowego pokoju w ramach zobowiązań sojuszniczych” – chwali się dowództwo na stronie internetowej. Na czele DGRSZ stoi generał broni Mirosław Różański, któremu podlegają wojska lądowe, siły powietrzne, marynarka wojenna i wojska specjalne – w sumie kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy. Wypełniając obowiązek „obrony granic i niepodległości pań stwa”, gen. Różański zaordynował podległym dowódcom, aby zorganizowali żołnierzom ćwiczenia, ale nie na poligonie z karabinem, menażką i saperką, lecz ideologiczne w wojskowych salach kinowych. Każdy szwej zobowiązany jest do obejrzenia filmu „Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać”.

Rozkaz

trafił m.in.do generała brygady Dariusza Łukowskiego, niedawno mianowanego przez Macierewicza szefem Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, który w trybie „pilnym”polecił „zorganizować zamknięte, niebiletowane pokazy filmu (…), przeznaczone dla 100 procent stanu osobowego żołnierzy służby czynnej i pracowników resortu obrony narodowej”. Oburzeni

żołnierze, którzy skontaktowali się z „NIE”,mówią, że zmuszanie ich do oglądania propagandowych filmów o tzw. żołnierzach wyklętych w ramach obowiązków służbowych jest nie tylko skurwysyństwem, ale też osłabia zdolności obronne.

Obsada Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, który siedzibę ma w Bydgoszczy, liczy kilkuset żołnierzy. Zgodnie z rozkazem wszyscy musieli w ciągu kilkunastu dni obejrzeć film. Projekcje, które odbywały się w miejscowym klubie, wraz z wystąpieniami prelegentów trwały ok. czterech godzin. Przez ten czas jedno z kluczowych ogniw polskiego systemu dowodzenia działało na pół gwizdka.

Film

Jerzego Zalewskiego powstawał przez 7 lat w ciężkich bólach pod patronatem prezydentów – najpierw Lecha Kaczyńskiego, a potem Andrzeja Dudy. Reżyser od samego początku miał pod górkę. Narzekał, że państwo nie chce wyłożyć forsy na produkcję patriotyczną, a gdy już film powstał, oskarżył w liście pełnym inwektyw prezesa TVP Jacka Kurskiego o sabotaż, grożąc, że będzie się domagał 1,5 mln zł odszkodowania. Premiera filmu odbyła się 29 lutego 2016 r. w warszawskiej Kinotece w przeddzień Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Obecni byli na niej m.in. Andrzej Duda, Piotr Gliński, Antoni Macierewicz i piosenkarka Doda, która pozowała wspólnie do zdjęć z ministrem obrony narodowej. Macierewicz nie mógł się nachwalić filmu, twierdził, że „jestpod jego olbrzymim wrażeniem”. „HistoriaRoja” miała być wielkim kinowym przebojem, a okazała się gniotem, który zebrał miażdżące recenzje. Nie zakwalifikowała się nawet do konkursu Festiwalu Filmowego w Gdyni, co wywołało oburzenie ministra Glińskiego. Mimo nachalnej propagandy reżimowych mediów, organizowania specjalnych pokazów dla uczniów gimnazjów i szkół średnich, film nie cieszy się uznaniem widzów. Jak podaje Stowarzyszenie Filmowców Polskich, „Historia Roja” znalazła się dopiero na 22. miejscu w zestawieniu pięćdziesięciu najchętniej oglądanych produkcji w pierwszym półroczu 2016 r. z wynikiem zaledwie 309 tysięcy widzów. Większe wzięcie miały takie filmy jak „Alviniwiewiórki: Wielka wyprawa” (810tysięcy), „KungFu Panda 3” (541tysięcy), „KapitanAmeryka: wojna bohaterów” (497tysięcy widzów).

Cwany Macierewicz

wpadł jednak na pomysł, jak podkręcić frekwencję. W ramach „podtrzymywania i upowszechniania tradycji narodowej, pielęgnowania polskości oraz rozwoju świadomości narodowej, obywatelskiej i kulturowej” zawarł z Fundacją Patriotyczną Serenissima umowę, na mocy której m.in. fundacja organizowała pokazy „Historii Roja” np. dla odbywających szkolenia w Centrach Szkolenia, studentów uczelni wojskowych, kandydatów na żołnierzy zawodowych, żołnierzy służby przygotowawczej oraz żołnierzy i pracowników wybranych jednostek. Za tę usługę fundacja otrzymała z MON prawie 350 tys. zł. Co ciekawe, przedstawiciele fundacji są powiązani z producentem filmu. Jak podaje portal „RynekPrawniczy” w raporcie na temat kancelarii i prawników obsługujących polskie produkcje filmowe, radca prawny Tomasz Stasiak zapewniał obsługę prawną „HistoriiRoja” i nie robił tego bynajmniej w imieniu kancelarii Dentos, gdzie jest partnerem. Ten sam Stasiak jest też członkiem rady i zarządu Serenissimy. Z kolei Anna Kubik-Sobala, która odpowiada za promocję filmu, występuje też jako przedstawicielka Serenissimy w kontaktach z MON. Mając takie koneksje, fundacja bez problemu odkupiła od producenta prawa autorskie do rozpowszechniania filmu. Wygląda więc na to, że Macierewicz zasilił tym sposobem budżet produkcji deficytowej.

4 listopada

wysłałem do pełniącej czasowo obowiązki rzeczniczki MON Katarzyny Jakubowskiej pytania. Chciałem poznać szczegóły umowy fundacji z ministerstwem. Nie otrzymałem jednak odpowiedzi. Nie mogłem porozmawiać z rzeczniczką. Od pracownika biura prasowego MON usłyszałem, że Jakubowska rozmawia tylko z wybranymi dziennikarzami i zabroniła podawania swojego numeru telefonu (sic!). Wysłałem też pytania do ppłk. Szczepana Głuszczaka, rzecznika prasowego DGRSZ. Chciałem m.in.wiedzieć, ilu żołnierzy wzięło udział w projekcjach. „Mamnadzieję, że będzie miał Pan odwagę udzielić odpowiedzi, bo rzeczniczka MON Katarzyna Jakubowska łamie prawo prasowe, ignorując pytania przesyłane przez tygodnik "NIE"”– napisałem. Pułkownikowi nie starczyło najwyraźniej odwagi, bo odpisał krótko, że „nieprowadzą takich statystyk”, co wydaje się nieprawdopodobne. O to samo zapytałem ppłk. Marka Chmiela, rzecznika Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, ale nie odpowiedział.

Foto autor| Ilustr. WŁODEK KIERUS, AVEVALUE| 15502

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.