Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Autor
J.S.

Zbój mruży oczy

numer 01/17

W siedleckim sądzie wątpliwości działają na niekorzyść oskarżonego.

– Policjanci kazali mi któregoś wskazać, to pokazałem na tego najbrzydszego i tyle – powiedział mężczyzna i zaśmiał się jak z dobrego dowcipu. Przez ten dowcip pokazany człowiek dostał 4 lata odsiadki. Paweł K. przyznaje, że miał burzliwy okres w życiu. Siedział za kradzież. – Woziłem się po dzielni – mówi. Wielkie chłopisko budziło strach na osiedlu. Szczególnie, gdy sobie popił. Jednak kilkanaście lat temu przysiadł na tyłku. Po pierwsze urodził mu się syn, po drugie wysiadła od tego chlania trzustka. Skończyło się poważną operacją. Bez niej byłoby już po nim. I na trzeźwo zaczął inaczej patrzeć na świat. Ale policjanci nie lubili go nadal. Z wzajemnością. Paweł K. na każdym kroku starał się ich wyśmiać. To bolało. Gdy w 2012 r. stali obok poszukiwanego sprawcy morderstwa i go nie zauważyli, K. naigrawał się z nich przy każdej okazji. – Jeszcze cię załatwimy – mówili. Zatrzymywali go kilkakrotnie. Raz w sprawie gwałtu. Nie wyszło, znalazł się prawdziwy sprawca. Raz w sprawie włamania. Też nie wyszło, bo pojawiło się nagranie z monitoringu i jak na dłoni widać było sprawcę. Gdy spytał, dlaczego zatrzymują akurat jego, to, jak twierdzi, usłyszał: – Bo mieszkasz najbliżej. Nie był więc zdziwiony, gdy zatrzymano go w lipcu 2013 r. Dziwić się zaczął, dopiero gdy nie puszczono go po 24 godzinach i stanął przed sądem na rozprawie dotyczącej tymczasowego aresztowania. Nadal był jednak pewny, że to pomyłka. W areszcie spędził 1,5 roku. Przyznaje, że do dziś nie może zrozumieć, dlaczego padło właśnie na niego. Dlaczego Daniel P. wskazał go jako sprawcę pobicia, skoro pierwszy raz zobaczył go dopiero na sali sądowej?, 28 czerwca 2013 r. Daniel P. się cieszył. Wziął w pracy zaliczkę, 600 zł, ktoś mu oddał stówę. Dziś mówi, że to wszystko trwało kilka minut. Ktoś go wepchnął w bramę, ktoś kopnął w plecy. Zasłonił głowę, bojąc się kopniaków. Zabrali mu pieniądze. Nic nie widział, nie wie, ilu było napastników. Może czterech? Słyszał jednego, który mówił, że ma przynieść 1000 zł pod kościół. Jak nie, skrzywdzą mu matkę. Bał się o nią. Wiedział, że jest bezradna jak dziecko. Nie miał jednak pieniędzy, a wyznaczony przez napastnika termin zbliżał się nieubłaganie. „Pomyślałem,że napadnę na "Chwilówki ", żeby zdobyć te pieniądze” – opowiadał w śledztwie. Założył czarną kurtkę z kapturem, wziął nóż i poszedł do punktu udzielania pożyczek, tzw. chwilówek. Tam zastraszył kasjerkę i grożąc jej nożem, zażądał pieniędzy. Dostał ponad 1100 zł. Według tego, co mówi, poszedł z tymi pieniędzmi w wyznaczone miejsce. Tam podszedł do niego człowiek, który kasę odebrał, powiedział, że wszystko w porządku, i odszedł. Chwilę potem Daniel P. został zatrzymany za napad na punkt kredytowy. I zaczęła się jazda…, Opowiedział w komisariacie swoją historię. Gdy policjanci zapytali, kto go pobił, a potem odebrał pieniądze, powiedział, że ten, który odbierał kasę, był podobny doMarcinaK. – kolegi z sąsiedniego osiedla. „Byłpodobny jak brat, stąd myślę, że to jego brat”. Policjanci pokazali Danielowi P. zdjęcie brata Marcina K. Sprzed dwunastu lat…, „Kazalimi na niego wskazać albo długie lata nie wyjdę z więzienia” – opowiadał Daniel P. przed sądem. Wskazał. Następnego dnia przyszli poPawła K. brata Marcina. Prokurator Adam Wysokiński wnioskował o areszt tymczasowy. W uzasadnieniu podawał konieczność odizolowania go od Daniela P. którego mógłby nakłaniać do składania fałszywych zeznań. Paweł K. trafił do aresztu w Siedlcach. Dokładnie tam, gdzie w sąsiedniej celi siedział za napad na punkt kredytowy Daniel P. Przez 1,5 roku przedłużano mu areszt, argumentując to tym, że nie może kontaktować się z Danielem P. Tym, który siedział razem z nim w tym samym więzieniu. Paweł K. wiele razy prosił o to, aby okazano go Danielowi P. teraz, bo wygląda zupełnie inaczej niż 12 lat temu (faktycznie,widzieliśmy zdjęcie, które okazano na tablicy poglądowej). „Jestemniewinny i myślę, że okazanie rozstrzygnie to w sposób ostateczny” – pisał do prokuratora. Okazania dokonano w więzieniu na spacerniaku. „NiechPaweł K. wyjdzie w grupie co najmniej trzech innych skazanych na tzw. spacerniak” – nakazano pracownikom zakładu karnego. Wtym czasie Daniel P. miał dokładnie się mu przyjrzeć z wyznaczonego pomieszczenia. „Wśród okazanych osób nie rozpoznałem sprawcy, który dokonał na mnie rozboju i zmuszał mnie do tego, żebym dawał mu pieniądze” – zeznał Daniel P. Czy to zmieniło sytuację Pawła K.? Ani trochę. Daniel P. powiedział to samo przed sądem. Stwierdził, że Pawła K. widzi po raz pierwszy. Sad uznał, że kłamie. Podobnie zeznawała matka Daniela P. która od początku mówiła, że to nie Paweł K. dokonał napadu. Wskazała konkretną osobę – kolegę syna z osiedla. Pokazała SMS-y, które ów kolega do niej pisał: „Oddajza Daniela pieniądze”, „Miałbyć z kasą, nie było go”. Pokazywała SMS-y, ale ani prokurator, ani sąd nie byli tym zainteresowani. – To nie ten człowiek napadł namojego Danielka – mówiła w trakcie rozprawy, ale sąd uznał, że jako osoba z niewielkim upośledzeniem nie może być wiarygodna. Przeszukanie w domu Pawła K. nic nie zmieniło. Nie znaleziono nic, co mogłoby się wiązać z napadem czy odebraniem pieniędzy. O tym, że Paweł K. w chwili napadu był z synem w szkole na zakończeniu roku szkolnego, mówią koledzy syna i ich rodzice. Sąd nie widział potrzeby ich przesłuchania. Mówi o tym matka Pawła K. ale dla sądu jest mało wiarygodna, bo jest matką. 8-letnisyn jest za mały, poza tym mógł być nauczony przez ojca, co ma mówić. Kiedy ojciec miał go tego nauczyć, skoro 1,5 roku siedział w areszcie, trudno powiedzieć. Podobnie w chwili rzekomego odbierania pieniędzy przed kościołem – są świadkowie, którzy go widzieli zupełnie gdzie indziej. Dla sądu niewiarygodni. Bliscy Pawła K. postanowili nagrać z ukrycia Daniela P. żeby powiedział, dlaczego wskazał akurat Pawła K.

– Policjanci mi kazali go wskazać. Przecież ja go nawet nie znam – mówi Daniel P. ale nie zostało to uznane za dowód w sprawie.

Pół roku po zatrzymaniu, w styczniu 2014 r. do prokuratora Daniel P. napisał prośbę o dodatkowe przesłuchanie. „Naławie oskarżonych zasiadł Paweł K, który nie dopuścił się zarzucanych mu czynów, a prawdziwy sprawca chodzi po wolności” – uzasadnił swoją prośbę. Na próżno. Waktach nie znalazły się dokumenty z leczenia psychiatrycznego Daniela P. Sąd uznał je za nieistotne. Sąd Rejonowy w Siedlcach skazał Pawła K. na 4 lata więzienia. Sędzia, uzasadniając wyrok, napisał, że uznaje winę Pawła K. bo „międzybraćmi widać pewne podobieństwo”, zaś poszkodowany mógł go rozpoznać, bo Paweł K. „przyglądasię, przymrużając oczy”. Sąd drugiej instancji nie pozostawił suchej nitki na tym wyroku. Przesłuchał też świadków, których nie przesłuchano wcześniej. Ciekawe są zeznania mężczyzny, który siedział z Danielem P. pod celą. „Danielpowiedział, że policjanci kazali mu kogoś wskazać, to wskazał najbrzydszego. Mówił, że on nie przekazywał nikomu żadnych pieniędzy, tylko to, co ukradł, schował u siebie w piwnicy” – oświadczył. Apelacja nakazała przesłuchać tych świadków, zebrać dodatkowe dowody i pamiętać, że wątpliwości działają na korzyść oskarżonego. Sąd drugiej instancji cofnął sprawę do ponownego rozpoznania. Co zrobił sąd pierwszej instancji? Nic. Opierając się na tych samych dowodach, skazał Pawła K. na 4 lata. Paweł K. odbył już ponad połowę kary.

Foto autor| Ilustr. WŁODEK KIERUS, AVEVALUE| 18787

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.