Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Autor
WOJCIECH MITTELSTAEDT [email protected]

Zapach przepoconych skarpet

numer 40/16

Szatniarze nadal rządzą.

Komuś, kto nie pamięta realiów życia w minionym ustroju, może wydawać się dziwne, że zawód szatniarza w nocnym lokalu z dansingiem należał do profesji o wysokim prestiżu społecznym. Wydawało się, że wraz z upadkiem muru berlińskiego ważna rola szatni i szatniarza przeszła do historii. I jest to prawda – z jednym wyjątkiem. Szatnia piłkarska to miejsce, w którym bije serce zespołu, dzieją się najciekawsze wydarzenia decydujące nierzadko o sukcesie lub porażce na stadionie. „Wszatni brakuje chemii” – tak często dziennikarze sportowi wyjaśniają przyczynę porażek jakiejś drużyny.

Duda zagląda do szatni

Przed każdym ważnym meczem piłkarskim kamera telewizyjna zagląda do szatni. Pokazuje koszulki z numerami i nazwiskami, dresy, buty. Wszystko w idealnym porządku, w końcu każdy liczący się zespół zatrudnia umyślnego, który dba o stroje piłkarzy. Ale szatnia to nie tylko miejsce, w którym przebierają się zawodnicy. Tu odbywają się ostatnie przedmeczowe narady polegające głównie na motywowaniu graczy; wspólnie przeżywa się zwycięstwa i porażki. To, jak wygląda radość w szatni, polscy telewidzowie mogli zobaczyć po ostatnim meczu eliminacyjnym mistrzostw Europy z Irlandią, w którym drużyna Adama Nawałki zapewniła sobie awans. W drodze wyjątku wpuszczono tam kamery, zwykle takie chwile futboliści przeżywają we własnym gronie. Wzajemne oblewanie szampanem, śpiewy przebojów disco-polo,nawet tańce, do których z wrodzoną gracją dołączył prezydent Andrzej Duda. To, co dzieje się w piłkarskiej szatni, musi w niej pozostać. Tak brzmi święta zasada wyznawana we wszystkich klubach. Zawodnik, który wynosi na zewnątrz wewnętrzne spory i niesnaski, spotyka się zazwyczaj z potępieniem kolegów, co jeszcze te spory i niesnaski zaostrza. Czasem jednak nie trzeba słów, żeby zobaczyć, że zespół przestał być monolitem albo że trener poróżnił się z piłkarzami. Gdy w zeszłym sezonie Chelsea Londyn przegrywała mecz za meczem, było oczywiste, że słynny trener José Mourinho stracił wspólny język z zawodnikami i prędzej albo później będzie musiał odejść. Na brytyjskim rynku księgarskim pojawi się wkrótce kolejna biografia José Mourinho. Jak to zwykle bywa, wydawnictwo, aby wzmóc zainteresowanie publikacją, przekazało prasie fragmenty książki. Wynika z nich, że znanemu z twardej ręki szkoleniowcowi proponowano powrót na ławkę trenerską Realu Madryt, żeby zrobił porządek w szatni i pozbył się takich – określenie prezesa klubu – gównianych ludzi jak Pepe, Ramos, Marcelo i Casillas. „Nato jest już za późno” – miał odpowiedzieć Mourinho i nie przyjął propozycji.

Szatnia krnąbrnych legionistów

Gdy niespodziewanie dla kibiców, bukmacherów, a może i dla samych piłkarzy tytuł mistrzów Anglii zdobyła drużyna Leicester City, jej trener Claudio Ranieri stwierdził, że było to możliwe tylko dzięki nadzwyczajnej atmosferze w szatni. Żeby przekonać się, jak ważna jest ta atmosfera, nie trzeba daleko szukać.

Nikt, kto choć trochę interesuje się futbolem, nie ma złudzeń, że w szatni warszawskiej Legii panuje sielanka. Gdy bramkarz Arkadiusz Malarz, jedyna jaśniejsza postać w beznadziejnie spisującej się drużynie mistrzów Polski, opieprza publicznie swoich kolegów z pola, widać, że emocje nie pozwalają mu nawet zaczekać do chwili, kiedy za zespołem zamkną się drzwi szatni.

W Legii skumulowało się wiele elementów, które po prostu musiały stworzyć złą atmosferę. W ostatniej chwili kupiono kilku zagranicznych piłkarzy i natychmiast włączono ich do drużyny, choć nie zdążyli nawet poćwiczyć z kolegami, a jeden z nich miał sporą nadwagę. Nietrudno sobie wyobrazić, jak czuli się ci, którzy sumiennym treningiem chcieli zasłużyć na miejsce w wyjściowej jedenastce. W szatni stworzyły się grupy i grupki, mówiące w dodatku w różnych językach. Albański trener Besnik Hasi za wszelką cenę chciał pokazać twardą rękę, ale robił to nad wyraz niezręcznie, gdy np. celowo przedłużył zajęcia tak, żeby zawodnicy nie zdążyli na pierwszą połowę meczu Polska-Ukraina podczas mistrzostw we Francji, a grało tam przecież wielu ich kolegów. Wreszcie swoje dołożyli trzej współwłaściciele klubu, którzy nazbyt często zabierali głos w sprawach szkoleniowych, co tylko mogło powodować dodatkowy ferment w drużynie. W niektórych krajach, np. w Holandii, w ogóle nie do pomyślenia jest, żeby właściciel lub prezes zajrzał do szatni. To nie jego terytorium. „Niepo to zostałem w Legii, żeby siedzieć na ławce rezerwowych” – stwierdził Nemanja Nikolić, król strzelców w poprzednim sezonie Ekstraklasy. Trudno się dziwić węgierskiemu (serbskiegopochodzenia) piłkarzowi, który w letnim okienku transferowym otrzymał kilka atrakcyjnych propozycji, ale wolał zostać w Warszawie, bo Legia awansowała do Ligi Mistrzów. Tyle że takie zdania nie powinny padać publicznie, ale za zamkniętymi drzwiami szatni.

Ciężkie życie ścian w szatniach

W najniższych klasach rozgrywkowych piłkarze przebierają się w blaszanych kontenerach albo nawet w krzakach. Duże kluby to duże przedsiębiorstwa, szatnie muszą więc zaspokajać ambicje ich włodarzy. Są to obszerne, dobrze wyposażone pomieszczenia, gdzie po meczu można nie tylko porozmawiać i wziąć prysznic, ale także, jeśli zachodzi taka konieczność, poddać się błyskawicznemu zabiegowi lekarza lub fizjoterapeuty. Dobry gospodarz przygotowuje dla gości drobny poczęstunek, a najwięcej się mówi w tym kontekście o Arsenalu Londyn. Nie dlatego, że od lat podawane są tam zawsze takie same kanapki i napoje, ale dlatego, że serwuje się je na ciężkich tacach. Swego czasu trener, wściekły na zawodnika, cisnął w niego taką tacą. Sądząc po dziurze w ścianie, gdyby chłopak nie zdążył się uchylić, mogło się skończyć czymś poważniejszym niż zaszywanie rany. Ściany szatni piłkarskich widziały niejedno. Argentyński bramkarz AZ Alkmaar Sergio Romero fatalnie spisywał się w meczu Pucharu Holandii, w którym zespół przegrał 1:2z Bredą, a obie bramki stracił po jego błędach. Wściekły zawodnik wyładował złość w szatni, waląc ręką w ścianę tak mocno, że doznał złamania nadgarstka, co na dłuższy czas wyłączyło go z treningów i meczów. Obecnie gra w Manchesterze United i nie słychać, żeby wyładowywał złość na ścianach. Czegoś w Holandii się nauczył. W podobnych okolicznościach rękę uszkodził sobie w szatni także trener Bolonii Roberto Donadoni. Piłkarska szatnia mówi czasem więcej, niż chcieliby powiedzieć zawodnicy. Podczas mistrzostw Europy we Francji dziennikarzom udało się zajrzeć do szatni, w której wcześniej przebierali się Ukraińcy po przegranym 0:2meczu z reprezentacja Niemiec. Wewnątrz walały się puszki po piwie, butelki po winie, a na podłodze przydeptane były pety. Tabloid „Bild” nie mógł sobie oczywiście odmówić poinformowania o tym czytelników, sporo osób łączyło więc fatalne mecze drużyny Ukrainy właśnie z opisem ich szatni. Czytelników argentyńskich gazet zaskoczyło natomiast zdjęcie zrobione w szatni po wygranym przez ich drużynę 4:1meczu z Wenezuelą w ćwierćfinale Copa América. Spodziewać by się można tańców radości. Tymczasem na fotografii widać smutnych dżentelmenów ubranych w piłkarskie stroje z nosami pochylonymi nad smartfonami. Dziennikarze uznali, że to zdjęcie znakomicie oddaje ducha XXI w. Najgorzej, gdy w szatni zagnieździ się kret. Swego czasu w drużynie Bundesligi Schalke 04 przeprowadzono śledztwo, bo ewidentnie ktoś wynosił z szatni tajemnice klubowe. Okazało się, że nie była to szpiegowska robota, ale po prostu piłkarze lubili sobie pogadać z kolegami z innych klubów i przy okazji mówili za wiele.

Foto autor| rŚwięta tajemnica szatni, AVEVALUE| 20606

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.