Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Autor
JOANNA SKIBNIEWSKA

Wróg ojciec

numer 51/16

O tym, jak trudno być tatą.

Za encyklopedią: ojciec to mężczyzna, który znajduje się w relacji pokrewieństwa z dzieckiem. Pokrewieństwo to może być oparte na tym, że uczestniczy on w wychowaniu dziecka lub że je począł; jest to jedna z podstawowych relacji w rodzinie. Z biologicznego punktu widzenia to samiec posiadający potomstwo. Z sądowego punktu widzenia to wróg matki i ich dzieci.

Marek i Monika

Nic nie wskazywało na to, że będzie aż tak źle. Rozprawa rozwodowa nie trwała nawet godziny. Nie wyszli z sali sądowej jako przyjaciele, ale też nie mieli ochoty skakać sobie do gardeł. Oboje w znakomitej sytuacji finansowej,każde zarabiające na rękę po 11 tys. zł, dom, samochody, duże oszczędności. Zgodzili się, że będzie płacił 3 tys. zł alimentów. On, jak przystało na faceta, zostawił w zasadzie wszystko. Wziął jedynie swój stary motocykl. Trochę z sentymentu. Dzieci były małe, jedno przedszkolne, drugie wczesnoszkolne, ale na początku normalnie kontaktowały się z ojcem. Szybko to się zmieniło. Zaczęło się od gołej baby. W mieszkaniu ojca znajdował się „Playboy”. Czy 8-latek był jakoś bardziej nim zainteresowany, trudno powiedzieć. Matka twierdzi, że ojciec chciał zdemoralizować syna, ojciec, że chłopiec nawet na gazetę nie spojrzał. Poza tym Marek nie widział nic złego w fotach kobiecych piersi, a to zupełnie nie pasowało do katolickiego modelu wychowania matki. To po pierwszy zaprowadziło go na ławę oskarżonych. Nie ostatni. Potem okazało się, że ojciec naraża dzieci na utratę zdrowia i życia, ponieważ chłopcy wracają od niego głodni i spragnieni. Też odpowiadał przed sądem. Podobnie sąd zajmował się tym, że ojciec chciał doprowadzić do śmierci synów, podając im leki odczulające, które zresztą chłopcy biorą od lat w związku z alergią. To, że nic się im nie stało, miało być czystym przypadkiem. Naraził starszego syna „na utratę życia”, gdyż poszedł z nim na tor gokartowy, co mogło doprowadzić „do przypadkowego zderzenia z innym pojazdem”, a co za tym idzie doprowadzić do śmierci „poprzez uszkodzenie przedniego płatu mózgu”. Raz chłopcy widzieli u Marka piwo. Stanął przed sądem za deprawację i naruszanie ustawy o przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Od tamtej pory Marek zasiadał na ławie oskarżonych 21 razy. Sąd powoływał kuratorów rodzinnych, zlecał opinię Rodzinnemu Ośrodkowi Diagnostyczno-Konsultacyjnemu. Marek był oskarżany w sądzie o wszystko, nawet o to, że nie odpisuje na SMS-y matki. Albo o to, że przyszedł po dzieci za późno lub że nie odstawił ich na czas. Raz odpowiadał nawet za porwanie, bo gdy wracał z ferii, po drodze natrafili na wypadek drogowy i ojciec jako ratownik medyczny udzielał pomocy poszkodowanym. Wrócili o 3 godziny później, niż planowali. Każda sytuacja rodzinna była rozpatrywana przez sąd na warszawskim Żoliborzu, w większości sytuacji przez tego samego sędziego Pawła Jadczaka. Marek zawsze był na straconej pozycji, a jego wyjaśnienia były uznawane za niewiarygodne. Matkę reprezentował adwokat, który przez lata był sędzią w tym wydziale… Ojciec bywał w sądzie co najmniej raz w tygodniu. Stracił pracę, bo jaki pracodawca będzie znosił ciągłe zwolnienia. Nie mógł płacić już 3 tys. zł na dzieci, zatem znów trafił do sądu za niepłacenie alimentów. Potem zajął się nim komornik. Marek wisi byłej żonie kilkanaście tysięcy. Kolejne sprawy czekają w sądach. Rodzinnym i karnym. Dziś właściwie nie widuje się z dziećmi. Nie chcą do niego przychodzić, bo mama mówi, że ich okrada i nie chce na nich płacić. Marek szuka pracy.

Tomasz i Katarzyna

Byli małżeństwem kilkanaście lat. Oboje artyści plastycy. Łączyła ich wspólna pasja. Owocem ich związku był Krystian. Gdy Katarzyna wnosiła o rozwód, chłopiec miał 6 lat, a ona spodziewała się drugiego dziecka z kolegą Tomasza. Był to rozwód z orzekaniem o winie mężczyzny, bo „interesował się kobietami”. Ponieważ Tomasz nie był w związku z inną kobietą, trzeba było uzupełnić wniosek rozwodowy, żeby zadziałał. Katarzyna dopisała więc, że jej mąż nadużywa alkoholu, gwałci ją, będąc pod jego wpływem i znęca się nad ich dzieckiem. Gdy Tomasz przyniósł opinię od psychiatry z poradni antyalkoholowej, że nie tylko nie ma skłonności do nałogów i nie wymaga terapii, ale że też nie pije w ogóle ze względu na poważną wadę serca, Katarzyna stwierdziła, że mąż może i nie pije, ale ma osobowość alkoholika, bo jego ojciec chlał na umór, zatem jego syn ma to w genach. Sędzia Wydziału Rodzinnego i Nieletnich warszawskiego Sądu Rejonowego w Śródmieściu nie orzekła winy mężczyzny, ale nie była to ostatnia sprawa, którą Katarzyna wniosła do wydziału rodzinnego. Kontakty ojca z Krystianem wyglądały zwykle tak samo. Gdy po niego przyjeżdżał w weekend, okazywało się, że albo chłopiec jest u kolegi, albo u cioci, albo u babci, albo ma gorączkę, albo rozwolnienie itp. Zwykle więc Tomasz wracał do domu bez syna. Raz przyszedł do szkoły i czekał, aż chłopiec skończy lekcje. Siedział z nim w świetlicy w jednej ze szkół na Powiślu. Grali w „Monopol”. Trafił za to na ławę oskarżonych, a dyrekcja szkoły doczekała się skargi do kuratorium. Ojciec za to, że naraził dziecko na traumatyczne przeżycia w związku z tym, że koledzy śmiali się z niego, że siedzi z tatusiem, a dyrekcja za to, że szkoła pozwoliła mu zostać z synem w świetlicy. Potem była lawina pozwów. Najpierw okazało się, że Tomasz naraża Krystiana na utratę zdrowia i życia. Miał w upalny dzień zabrać syna na kiermasz, co „mogło skutkować udarem słonecznym”. Niedługo potem naraził chłopca na wadę postawy, ponieważ kupił mu buty, które nie miały odpowiedniej wkładki, co „mogło narazić syna na poważne skutki zdrowotne”. Innym razem kupił mu kurtkę zimową, która „nieodpowiednio zabezpieczała przed działaniem mrozu i wiatru”. Okazało się też, że naraził chłopca na kalectwo, ponieważ grał z nim w koszykówkę na boisku osiedlowym, „gdzie mogło dojść do upadku na betonowe podłoże”. Przed sądem zaczęła stawać też partnerka mężczyzny, która miała nastoletniego syna. Najpierw za to, że „próbuje nawiązać bliskie relacje między chłopcami, co negatywnie oddziaływuje na psychikę Krystiana”. Potem za podawanie chłopcu potraw, które mogą „doprowadzić do rozstroju żołądka”. Chodziło o żeberka w miodzie, które chłopiec zjadł na obiad. Wydział rodzinny warszawskiego sądu skrupulatnie rozpatrywał każdy złożony przez matkę wniosek. Rozprawy trwały godzinami. Słuchano świadków, którzy nic nie wnosili do sprawy. Powoływano kuratorów rodzinnych, którzy też nie stwierdzali nic niepokojącego. Sprawy umarzano, ale ojciec ponosił zwykle koszty sądowe. Ona jako samotna matka, tym bardziej, że nowy partner też już z nią nie mieszkał, była zwalniana z kosztów. Dziś już nie chodzi do sądu, bo Krystian ma 14 lat i sędzia zdecydował, że chce porozmawiać z dzieckiem. Zeznania chłopca przyniosły zupełnie inny obraz ojca…

Karol i Monika

Pobrali się, gdy byli właściwie jeszcze dziećmi. Ona jako 17-letnia matka nie umiała sobie poradzić z obowiązkami, on jako 19-letni tatuś zapominał, że musi być odpowiedzialny. Nawet gdy koledzy zawołają na mecz z Tarchominem. Rozwiedli się pełni żalu, gdy Natalka miała 6 lat. Długo mieszkali w jednym mieszkaniu, ale ojciec z córką widywali się tylko, gdy przypadkiem spotkali się w przedpokoju. Matka zaczęła chodzić z dziewczynką do łazienki i do kuchni, żeby tylko nie mieli ze sobą kontaktu. Oni jednak opracowali system.

Bez wiedzy matki spotykali się w przedszkolu, a potem w szkole. Wychowawczyni z jednej z wołomińskich podstawówek nie mówiła matce, że ojciec czasem wyrywa małą na godzinkę z lekcji. Natalka ją o to poprosiła.

Szaleli w miejscach, gdzie mogli zajmować się tylko sobą. Niestety, koleżanka matki zobaczyła ich w sali zabaw „Kolorado”na warszawskiej Woli. Reakcja Moniki była natychmiastowa. Już 2 dni później wysłała córkę do ciotki w Niemczech. Natalka była tam ponad miesiąc. Wróciła chora, prosto na oddział szpitalny. Do dziś lekarze ze szpitala dziecięcego przy ul. Litewskiej nie wiedzą, co jej wtedy było. Dziś Natalka ma 12 lat. Boi się spotykać z tatą. Rozmawia z nim przez telefon, gdy mama nie widzi, ale nie zawsze może, bo gdy mama zorientowała się, że dziewczynka dzwoni do taty, wychodząc z psem, zabiera jej telefon przed spacerem. Opisani ojcowie już nie walczą o spotkanie w czasie świąt. Przywiozą prezenty, jeżeli uda im się na chwilę złapać swoje dziecko. Najwyżej znowu staną przed sądem.

[email protected]

Foto autor| Ilustr. KRZYSZTOF OLEJNIK, AVEVALUE| 20109

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.