Motto tygodnia: Sprawa Igora Stachowiaka pokazuje, jaka jest władza Ziobry i Błaszczaka.

Whisky bez ludu

numer 04/17

Trump – grono gniewu Amerykanów.

Amerykanie wierzą, iż Bóg powierzył Ameryce władzę nad światem. Że żyją w kraju, który jest największy i najwspanialszy – i cały świat im zazdrości. Ale widzą, że żyje im się marnie. Wielkie zakłady, dające zatrudnienie, zarobek i dumę zawodową całym pokoleniom – baza „amerykańskiego snu” – zamieniły się w zarośnięte chwastami rumowiska, bo produkcja została przeniesiona do państw, gdzie siła robocza jest tania i nie ma związków zawodowych. O pozostałe w kraju miejsca pracy Amerykanie konkurują ze zdesperowanymi imigrantami, gotowymi pracować za każde pieniądze i na każdych warunkach. Żeby utrzymać się na powierzchni, spłacić hipotekę, nakarmić rodzinę, muszą zatrudniać się w dwóch-trzech firmach, pracować po kilkanaście godzin na dobę. Jednocześnie w Waszyngtonie elity polityczne, zaprzyjaźnione z milionerami i w znacznej mierze z milionerów się składające, pławią się w luksusie i za nic mają cierpienie ludu. Taki jest stan ducha „prawdziwejAmeryki” i do tego stanu ducha nader trafnie odwoływał się Donald Trump w swojej kampanii, a także swoim inauguracyjnym wystąpieniu.

•••

Wszystko to, co przez tzw. liberalne media zostało zinterpretowane jako przejaw szowinizmu, rasizmu, nacjonalizmu i innych współczesnych grzechów głównych – wszystkie te okrzyki: „Amerykaprzede wszystkim!”; „Kupujamerykańskie, zatrudniaj Amerykanów!”; „Amerykańscy pracownicy i amerykańskie rodziny!” – były w istocie odpowiedzią na nękającą Amerykanów frustrację. Brzmiąca w nich ksenofobia nie jest przyczyną sukcesu Trumpa, tylko efektem sytuacji, która do tego sukcesu doprowadziła. Trump nader zręcznie wykorzystuje i podgrzewa te nastroje, ale nie jest ich przyczyną. A w każdym razie nie sam.

•••

Prawdziwym źródłem uzasadnionego wkurwienia najszerzej pojętej klasy pracującej – wkurwienia, które ujawniło się w wyborze Trumpa, brexi cie, triumfalnym marszu neonacjonalizmu przez Europę, a także w sukcesie PiS – jest neoliberalny kapitalizm. Zjawisko, które z niezwykłą ostrością opisuje zeszłotygodniowy raport Oxfam, wskazujący, że już nie kilkudziesięciu – jak dotychczas sądzono – ale ośmiu najbogatszych ludzi na świecie zgromadziło majątek równy wszystkiemu, co ma uboższa połowa ludzkości. Problem z tym związany nie polega na tym, że – jak komentował Leszek Balcerowicz, którego brak kontaktu z rzeczywistością przyjął już rozmiar demencji – biedni zazdroszczą bogatym, ale na tym, że system zarządzany przez 1 procent najbogatszych z myślą o ich dalszym bogaceniu się działa na szkodę pozostałych 99 procent ludzkości. Jednym ze szczególnie istotnych przykładów tego zjawiska, przytaczanym w raporcie Oxfam, a powszechnie nierozumianym, jest coś, co Oxfam nazywa „akcjonariatem z superdoładowaniem” (super-chargedshareholder capitalism). Polityka zarządów firm skierowana jest na generowanie jak największych zysków doraźnych i wypłatę jak największej części tych zysków w formie dywidendy dla właścicieli akcji przedsiębiorstwa – czyli przede wszystkim dla siebie, ponieważ większość firm stosuje zasadę premiowania członków zarządów właśnie akcjami. Pierwotnie, kiedy rynek akcji powstawał jako forma wsparcia inwestycyjnego dla przedsiębiorstw z jednej strony i umożliwienia drobnym inwestorom udziału w rozwoju i zyskach przedsiębiorstw z drugiej – na dywidendy przeznaczano kilka procent zysków. Dziś – kilkadziesiąt. W Wielkiej Brytanii w latach 70. dywidenda pochłaniała 10 proc. zysków firm. Dziś – 70 proc.

•••

Oczywiście generowanie doraźnego zysku i wypłacanie jego lwiej części akcjonariuszom musi się odbywać kosztem innych wydatków przedsiębiorstwa: inwestycji, płac, podatków. Najłatwiej osiągnąć to poprzez minimalizację zarobków na dole drabiny płacowej. Oxfam przytacza

przykład przychodów Apple ze sprzedaży iPhone’a 4: zarobki robotników produkujących telefony to zaledwie 5,3 proc. przychodu ze sprzedaży; 58,5 proc. stanowiło czysty zarobek firmy.

Pracownicy kenijskich farm kwiatowych dostają 5 pensów z ceny bukietu róż, która wynosi 4 funty. Producenci kakao w latach 80. otrzymywali 16 proc. ceny tabliczki czekolady – dziś już tylko 6 proc. I tak dalej. Zyski korporacji i ich akcjonariuszy nieodmiennie odbijają się na zarobkach ludzi, którzy żyją ze sprzedawania korporacjom swojej pracy.

•••

Oprócz płac firmy nader skutecznie oszczędzają też na podatkach. To inny element neoliberalnego systemu opisywanego w raporcie Oxfam. „Kumoterskikapitalizm” (cronycapitalism) to system powiązań między wielkim biznesem i władzą, owocujący wotwieraniu niezliczonych furtek podatkowych, którymi kapitał wymyka się redystrybucyjnej roli państwa. To zjawisko powszechne zarówno w krajach rozwijających się, jak i rozwiniętych. Wspominany już Apple w 2014 r. zapłacił od swoich dochodów w Unii Europejskiej 0,005 proc. (półsetnej procenta) podatku. Międzynarodowy Fundusz Walutowy ocenia, iż kraje OECD na różnych „optymalizacjach podatkowych” tracą co roku 1 proc. PKB. Kraje rozwijające się – to już dane Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju – zaradność podatkowa międzynarodowych firm kosztuje 100 mld dolarów rocznie. Nawiasem mówiąc, to zjawisko nie omija także Polski: w latach 2009–2015– jak pisze prof. Witold Modzelewski – „uchwalononieznaną w historii ilość nowelizacji optymalizacyjnych i lobbystycznych”. Według jego obliczeń przywileje podatkowe wylobbowane za czasów PO przez wielkie firmy kosztują budżet RP co najmniej26 mld zł rocznie. PiS nie robi nic na rzecz odbierania tych przywilejów – przecież nie po to Mateusz Morawiecki rządzi polską gospodarką.

•••

Optymalizacje podatkowe, akcjonariat z superdoładowaniem, deregulacja rynków finansowych i potężny rozwój przemysłu obsługi miliarderów sprawiają, że ludzie bogaci stają się coraz bogatsi niejako samoistnie, a nawet wbrew swoim działaniom. Majątek Billa Gatesa, będącego dziś najbogatszym człowiekiem świata, zwiększył się o połowę (czyli25 mld dolarów) w ciągu dekady od opuszczenia przez niego Microsoftu – mimo jego, jak pisze Oxfam, godnych pochwały wysiłków na rzecz rozdania swoich pieniędzy. A oczywiście im więcej majątku mają multimiliarderzy, tym mniej go zostaje dla innych. To wszystko są prawdziwe przyczyny gniewu amerykańskiego (inie tylko) ludu i jego chęci ukarania elit, objawiającej się w głosowaniu „przeciw”. Śmieszność polega na tym, iż Donald Trump, z takim sukcesem surfujący na fali tego gniewu, stanowi plakatowy wręcz przykład uczestnika i beneficjenta systemu „kapitalizmu1 procenta”. Jest znany z unikania podatków, z nieuczciwości wobec pracowników i podwykonawców, z mnożenia swojego kapitału w sposób niewiążący się z jakąkolwiek produktywną działalnością. To, że multimiliarder stał się wyrazicielem głosu zubożałego ludu, wyzyskiwanego przez klasę multimiliarderów, stanowi szczególnie absurdalny paradoks – a także bardzo swoisty przyczynek do oceny przenikliwości i mądrości amerykańskich wyborców. Dlatego kompletnie nie należy przejmować się tym, co Donald Trump mówi – za to pilnie przyglądać temu, co robi. Jego pierwsze decyzje – powierzenie stanowiska sekretarza ds. edukacji miliarderce będącej wielką orędowniczką prywatyzacji publicznego szkolnictwa, wznowienie zatrzymanej przez Obamę budowy ropociągu, pożądanego przez wielkie spółki naftowe, z ogniem zwalczanego przez obrońców środowiska i Indian z Północnej Dakoty – wskazuje na to, że rządzić będzie tak jak jego wszyscy republikańscy poprzednicy. Ciekawe, kiedy ciemny lud się połapie. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA

AVEVALUE| 13692

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.