Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Autor
ANDRZEJ SIKORSKI

Wąsik Kaczyńskiego

numer 42/16

Dziwne przypadki wiceszefa CBA.

Były wiceszef CBA Maciej Wąsik powinien siedzieć na ławie oskarżonych za nadużycie władzy i zlecanie podrabiania dokumentów w związku z tzw. aferą gruntową. Krzywda się mu jednak nie stała. Prezydent Duda ułaskawił kumpla jeszcze przed wydaniem prawomocnego wyroku (wpierwszej instancji Wąsik m.in.razem z Mariuszem Kamińskim został skazany na trzy lata bezwzględnego więzienia), a premier Szydło zrobiła go sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Jest zastępcą Kamińskiego, który stał się wszechwładnym koordynatorem służb specjalnych. Teraz niedoszły skazaniec odpowiada za bezpieczeństwo państwa, nadzorując Departament Bezpieczeństwa Narodowego i Biuro Kolegium do Spraw Służb Specjalnych. Bryluje w reżimowych mediach, oskarżając przeciwników politycznych onadużycia i niegodziwości. Tymczasem tak samo jak fałszował dokumenty, by wrobić Andrzeja Leppera, tak teraz fałszuje swoją biografię.

Magister nie-magister

Wąsik, który jest posłem PiS, w swoim CV na oficjalnej stronie Sejmu napisał, że w 1994 r. został magistrem archeologii. Jest to nieprawda, bo – jak ustaliłem – pracę magisterską w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego obronił dopiero w czerwcu 2006 r. na krótko przed tym, zanim trafił na stołek wiceszefa CBA. Stanisław Żaryn, rzecznik Ministra Koordynatora Służb Specjalnych, przyznaje, że Wąsik tytuł magistra otrzymał w 2006 r. ale twierdzi, że „sejmowastrona Pana Posła Macieja Wąsika informuje o dacie ukończenia przez niego studiów magister skich”. Jest to absurdalne i niedorzeczne tłumaczenie, tak jakby Wąsik chciał ukryć, kiedy został magistrem. Tylko po co oszukuje wyborców? Być może jest coś na rzeczy. Okazuje się, że

były wiceszef CBA, nie mając wyższego wykształcenia, pracował na stanowiskach, gdzie było ono wymagane.

Był m.in.zastępcą komendanta straży miejskiej wWarszawie za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Aby nagiąć prawo, ówczesny komendant Witold Marczuk zatrudnił Wąsika jako „pełniącego obowiązki” zastępcy komendanta. Był to manewr bezczelny, ale sprytny, gdyż rozporządzenie Rady Ministrów dotyczące zasad wynagradzania i wymaganych kwalifikacji pracowników samorządowych wykształcenia p.o.komendantów nie regulowało.

Nalewacz wachy

Sprawa wykształcenia to nie jedyny przypadek, gdy Wąsik jest na bakier z uczciwością. W listopadzie 2010 r. na jednej ze stacji paliw Wąsik zatankował do swojego auta ok. 50 litrów paliwa. Wszedł do sklepu na stacji, pokręcił się między półkami, kupił m.in.papierosy i odjechał, nie płacąc za wachę. Pracownik stacji poinformował o kradzieży policję. Dzięki monitoringowi szybko namierzono delikwenta. Policjanci nie pojechali jednak do niego do domu, tylko przez kilka miesięcy bezskutecznie wysyłali wezwania, których ten nie odbierał. Przyskrzynili go dopiero przypadkiem w czerwcu 2011 r. podczas demonstracji pod pałacem prezydenckim. Gdy o sprawie napisał „Super Express”, Wąsik tłumaczył się jak dziecko: „Zapłaciłemza inne rzeczy. Zapomniałem o paliwie. Później tego nie sprawdziłem. Jestem gapą, nie złodziejem. Jest mi przykro”.

Gumowe ucho

Jako wiceszef CBA Wąsik otrzymał przydomek „gumoweucho”. W jego gabinecie zainstalowano stanowisko odsłuchowe, specjalną aparaturę umożliwiającą w czasie rzeczywistym podsłuchiwanie inwigilowanych osób. Wąsik w ciągu niecałych czterech lat logował się do sytemu ponad 6,2 tys. razy, co daje kilka wejść dziennie, nie wyłączając dni wolnych od pracy. Świadkowie twierdzą, że godzinami siedział zamknięty w gabinecie, awychodził z niego purpurowy na twarzy z podniecenia. Przesłuchiwany przed komisją śledczą ds. nacisków tłumaczył się nieudolnie: „To był bieżący nadzór nad podległymi funkcjonariuszami. Nadzorowałem pion operacyjny. Wykorzystywałem tę wiedzę do kierowania moimi funkcjonariuszami”. Oczywiście w teorię o nadzorze mogli uwierzyć tylko naiwniacy. Musiał bardzo nie ufać swoim ludziom, a poza tym funkcjonariusze operacyjni pracujący z podsłuchami mieli wielokrotnie mniej wejść do systemu niż on. Wuzasadnieniu wyroku skazującego Wąsika i jego kolesi z CBA można przeczytać: „Cieszylisię swoistym poczuciem bezkarności (…). Brak akceptacji oskarżonych dla zasad demokratycznego państwa prawnego, a wręcz przekonanie o wszechwładzy, którą mają dysponować. Poziom braku szacunku dla wartości konstytucyjnych był tak duży, że samoistnie uzewnętrznił się w zachowaniu wszystkich oskarżonych. (…) Ich działania wpotocznym rozumieniu zasługują na skrajnie negatywne oceny moralne, co oznacza konieczność ich szczególnego napiętnowania. (…) Widoczna w ich działaniu była premedytacja, a oskarżeni wielokrotnie łamali prawo, i to wbrew ostrzeżeniom, jakie otrzymywali”.

AVEVALUE| 11448

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.