Motto tygodnia: Duda krew prezesowi psuje. Dlaczego? Bo wetuje.

Wałęsa przeciw Wałęsie

numer 50/16

Lech Wałęsa jest pewien, że to on własnoręcznie obalił komunizm. Przyznaje tylko, iż wspomagała go jego drużyna: Bogdan Lis, Celiński, Gorbaczow, Geremek, Onyszkiewicz, Mazowiecki, Reagan, Wachowski.

Kaczyński nie potrafi wykazać, że nie Wałęsa, lecz on ze śp. bliźniakiem zdruzgotali komunizm. Dlatego twierdzi, iż komunizm trwał z przerwami aż do jesieni 2015 r. kiedy prezes Jarosław rozpoczął jego obalanie.

Wałęsa zaś, będąc agentem SB, konserwował PRL przy Okrągłym Stole. Później decydował, z kim się sfotografuje, żeby został posłem. Następnie kto zostanie premierem, który narysuje grubą kreskę. Potem jako przelotny prezydent konserwował postkomunę, głosząc pogląd, że Polska powinna stać na dwóch nogach, czyli nie amputować sobie lewej. Sądzę jednak, że gdyby TW „Bolek”z początku lat siedemdziesiątych XX wieku odgrywał jakąś poważną rolę jako agent SB, to ta instytucja by nim sterowała, np. szantażując ujawnieniem współpracy, gdy przewodził „Solidarności”. Postępowanie Wałęsy w latach osiemdziesiątych i potem upewnia, że nie było czym go szantażować. Gdy rządziła PZPR, można było w latach 1980–1989zamiast szantażowania ujawnić jego przeszłą rolę, aby podciąć szefa „Solidarności”. Wówczas jako rzecznik rządu byłbym użyty do dekonspiracji, co wykonałbym ochotnie. Wałęsa i wtedy, i dzisiaj mógłby uciąć całą sprawę, sam ogłaszając o swoim błędzie w robotniczej młodości. Mianowicie, że wpoczątku lat siedemdziesiątych donosił, że spawacz Tadek bluzgał na dyrektora stoczni, a ślusarz Antek na majstra, członka oddziałowego komitetu PZPR. Elektryk od wózków to bowiem nie Kukliński. Cóż lub kogóż innego mógłby zdradzać? Komu zaszkodzić?, Wałęsa postanowił jednak być człowiekiem bez skazy. Ktokolwiek przywiązuje się do takiego wizerunku, prowokuje do szukania wnim pęknięć. Iwrezultacie sam prowokuje powiększanie przez innych własnych skaz i pęknięć. Plamy najlepiej eksponują się na bieli. Odczuje to Kaczyński, już tego doznaje Wałęsa. Boi się stycznia 2017 r. kiedy grafolodzy ogłoszą ekspertyzę porównawczą charakteru pisma „Bolka”i Wałęsy. Co gorsza, lęk ten już on zdradza publicznie, ani myśląc, że potwierdza tym z góry jeszcze niesporządzoną opinię grafologów. Nie wątpi, że oni ogłoszą, iż donosił i kwitował śmieciową za to zapłatę, ponieważ przecież wie, co czynił. Ale przewidując publicznie, co stwierdzą grafolodzy, z góry tym potwierdza, że będą mieli rację. W sprzeczności z tym oznajmia, że ekspertyza będzie fałszywa, gdyż grafolodzy działali na płatne zamówienie IPN, a ten robi to, co Kaczyński mu każe. Sam sobie znów zaprzeczy, ponieważ po odebraniu wywodom biegłych jakiejkolwiek wiarygodności zacznie eksponować wszystkie wahania ekspertów, ich niestanowcze uzasadnienia i wskazania, czego nie są pewni. Każda analiza charakteru pisma roi się od takich zastrzeżeń. Przy tym Wałęsa ogłosi, że zamawia kontrekspertyzę za granicą, jakby wiarygodną być musiała opłacona ocena kogoś wyszukanego na świecie. Tajniacy i dziennikarze PiS dowodzić zaś będą, że taki z cudzoziemca grafolog jak z pani Komorowskiej baletnica i że to oszust będący dzieckiem żydokomuny, przekupionym przez Sorosa. Oj, obsra eksperta Wałęsy red. Dorota Kania natchniona przez specsłużbę wywiadu. Wałęsa zaplącze się więc w tym, co powie i zrobi. Sam spotęguje skandal, pogłębi go i wydłuży. Tak jakby ze szpadlem stanął w płytkiej jamce i sam pod sobą kopał dla się grób. Przy tym przez te przeciwstawne posunięcia i inne głupoty straci poparcie opozycji, kombatantów ze swojej dawnej paczki i antypisowskich dziennikarzy, ich stacji oraz papierowych erupcji. Sam siebie skaże na status samotnego wojownika o dobre mniemanie o sobie, don Kichota XXI wieku. Zachód też nie weźmie go w obronę. Przypomni jego zasługi, ale też potraktuje ironicznie.

Cokolwiek w latach osiemdziesiątych Wałęsa czynił, budował tym swój pomnik. Wszystko co teraz zrobi, budowlę tę będzie burzyć. Należy on do grona mistrzów robienia sobie to dobrze, to krzywdy, zależnie od okoliczności. Wałęsa jest fundamentalnym wałęsistą. Każdy fundamentalizm raz nosicielowi pomaga, kiedy indziej szkodzi.

Przypomnę, że Wałęsa przegrał drugie i trzecie powszechne wybory prezydenckie z Kwaśniewskim, ministrem w PRL. Nie dało mu to do myślenia. Po raz czwarty stanął w szranki przeciw swojemu byłemu zastępcy Lechowi Kaczyńskiemu. Tym sam siebie uczynił politycznym trupem. Najsławniejszy na świecie Polak dostał 1 proc. głosów. Wpołowie 1981 r. brałem udział w negocjacjach rządu z Solidarnością. Aby premier Jaruzelski mógł przestudiować i zmienić projekt porozumienia, dostałem zadanie zabawiania przez godzinę Lecha Wałęsy. Skarb państwa kupił mi zabawkę, była nią butelka whisky. Gdy odsiedziałem tę godzinę z flaszką i naszym głównym antagonistą, pytali mnie towarzysze, o czym rozmawialiśmy, co powiedział Wałęsa. Nie zapamiętałem ani zdania, ani żadnego tematu, który poruszał, poza jednym: Wałęsa mówił o sobie. W roku 1990 Wałęsa dowiedział się, że w książce „AlfabetUrbana” jego nazwisko jest jednym z haseł. Sądził, że skoro on rządzi Polską (amyślał, że rządzi), będę mu się już podlizywał i kajał za wcześniejsze zwalczanie. Poprosił więc przez pośrednika, żebym dał mu książkę z autorską dedykacją dla siebie. Zapewne ten łasuch przeczytał tylko schlebiającą mu dedykację, a nie napastliwości wydrukowane wewnątrz dzieła. Teraz współczuję Wałęsie, choć politowanie bardziej jest mu należne. ?? [email protected]

AVEVALUE| 14132

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.