Motto tygodnia: Prezes jest już zdrowy jak ryba. Chyba...

Autor
MARIAN ŚRUT

Targowica

numer 03/17

Niemiec w polski talerz pluć nie będzie. Kto tego nie pojmuje, ten zdrajca i donosiciel.

Zaczęło się od tego, że tygodnik „DoRzeczy” wykrył, iż 16 grudnia zeszłego roku, gdy rozpoczynał się kryzys parlamentarny polegający na śpiewaniu piosenek i konsumowaniu ciasta, liderzy PO i Nowoczesnej spłodzili apel do Rady Europy i Parlamentu Europejskiego o natychmiastową interwencję. Co zrobić z tymi, którzy jawnie donoszą na Polskę? – zapytał wobec tego Adrian Klarenbach, dziennikarz TVP Info podczas programu „Gośćporanka” (wydanie z 18 stycznia). Robiący za gościa prezydencki minister Paweł Mucha nie odpowiedział, bo na pytania retoryczne ministrowie nie odpowiadają, ale jasne, że zgodnie z polską tradycją donosicieli trzeba ogolić na łyso. Ostrzegamy:

•••

Najczęściej politycy partii prawej i sprawiedliwej występowali do instytucji unijnych w sprawie Smoleńska. W grudniu 2010 r. raptem pół roku po katastrofie, światowej sławy uczeni nie zdołali jeszcze wykonać eksperymentów z parówkami i puszkami po red bullach, ale Antoni Macierewicz już wiedział, że „dotragedii doszło w powietrzu na skutek świadomego działania osób trzecich”. Zdawał sobie też sprawę, że „napaństwo polskie, z uwagi na udział w zamachu jego przedstawicieli, nie można liczyć”, w związku z czym o stanie swego umysłu powiadomił Parlament Europejski. Wniosek w sprawie wszczęcia debaty „Natemat przebiegu katastrofy i licznych nieprawidłowości podczas śledztwa prowadzonego przez polską prokuraturę” nie przeszedł. Stało się tak, mimo że w uzasadnieniu napisano, że „chodzio danie polskim obywatelom poczucia, że w sytuacji, w której czują, że procedury zawodzą na poziomie naszego kraju, UE jest w stanie wkroczyć w dyskusję”, co dowodzi, że instytucje międzynarodowe od dawna są głuche na wołanie zwykłych Polaków. W 2011 r. europosłowie PiS donieśli zagranicy, rozwieszając w Brukseli zdjęcia oraz prezentując „białą księgę”. Fotografie były wyposażone w podpisy typu: „Polacy nazywają katastrofę w Smoleńsku drugim Katyniem. Polska elita zginęła w obu tragicznych wydarzeniach. Wszyscy oni stracili życie w Rosji”. Wystawa „Prawdai pamięć” miała uświadomić zagranicznym politykom, że Rosjanie jako sprawcy tragedii nie są zainteresowani wyjaśnieniem jej przyczyn, niszczą dowody rzeczowe, w tym wrak tupolewa, a polski rząd nie robi nic, by im przeszkodzić. „Tojest sytuacja niesamowita, że wrak samolotu po takiej katastrofie jest niszczony, a ani wraku, ani czarnych skrzynek dalej nie oddaje się krajowi, którego był samolot. To się dzieje na oczach całej Europy i Europa musi to zauważyć” – grzmiał pisuarowy eurodeputowany Ryszard Czarnecki. Europa zdjęciami się nie przejęła, a co więcej, kwestorzy Parlamentu Europejskiego nakazali zakryć podpisy pod słitfociami. „Białaksięga” to spis winowajców tragedii smoleńskiej. Autorzy szczególny nacisk położyli na osoby odpowiedzialne za przygotowanie wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu, nie wyłączając premiera Tuska i kierownictwa MSZ oraz MSWiA. „Rozdzielenierocznicowych uroczystości katyńskich poprzez zorganizowanie odrębnego spotkania premiera Donalda Tuska z premierem Władimirem Putinem w Katyniu w 7 kwietnia 2010 r. było wynikiem gry prowadzonej przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu” – napisano w księdze, żeby zachodnia opinia publiczna nie miała wątpliwości, jacy szatani byli wtedy czynni. Jarosław Kaczyński tłumaczył, że nie ma to nic wspólnego z donosicielstwem ani działaniem na szkodę państwa polskiego, bo „chodzio to, by prawda o działaniu Federacji Rosyjskiej, a także rządu Donalda Tuska w sprawie tej straszliwej tragedii, zarówno na etapie przygotowawczym, jak i w trakcie lotu i w związku z badaniem skutków katastrofy, wreszcie wyszła na jaw”. Z kolei Macierewicz wywodził, że Polska jest winna międzynarodowej opinii publicznej „rzetelnyraport na temat katastrofy, bo ona jako pierwsza została poddana atakowi informacyjnemu ze strony Federacji Rosyjskiej”.

•••

Kilka miesięcy później z inicjatywy PiS i Solidarnej Polski w Parlamencie Europejskim odbyło się wysłuchanie publiczne na temat „łamaniawolności słowa w Polsce w kontekście odmówienia Telewizji Trwam koncesji na nadawanie na multipleksie cyfrowym”. „Niemoże być tak, że w kraju, który należy doUnii Europejskiej, zarówno premier, jak i prezydent z jednej strony wypowiadają piękne okrągłe słowa na temat wolności i standardów w zakresie poszanowania reguł demokracji, a z drugiej strony życie pokazuje, że mamy do czynienia z dyskryminacją bardzo dużej części Polaków, z dyskryminacją mediów katolickich. Kwestię TV Trwam trzeba poruszyć na forum europejskim, bo Europa powinna usłyszeć o tym, że w Polsce istnieje zagrożenie dla wolności mediów. Każdy sposób, który będzie formą presji na polskie władze: premiera i prezydenta, mających wpływ na działania Krajowej Rady, należy wykorzystać. Wszystko po to, aby doprowadzić do respektowania wartości, jaką stanowi pluralizm mediów. I aby bronić istoty polskiej demokracji” – perorował Zbigniew Ziobro, wtedy lider SP.

•••

W2014 r. po przegranych wyborach samorządowych PiS zawyło, że doszło do ich sfałszowania. I zorganizowało w PE wysłuchanie publiczne „Nieprawidłowości w wyborach samorządowych jako zagrożenie dla demokracji”. Ryszard Czarnecki utrzymywał, że tak trzeba, bo Polska przesuwa się na Wschód. Prof. Ryszard Legutko wyjaśnił zaś, że „uczulanieróżnych instytucji międzynarodowych jest słuszne, bo jeżeli jesteśmy członkami Unii, gdzie obowiązują pewne standardy, to nie ma w tym wypadku czegoś takiego jak wewnętrzna sprawa Polski, jeżeli są łamane standardy demokratyczne, to nie są to wyłącznie sprawy polskie!”. Gdy we wrześniu 2016 r. w PE odbyła się debata na temat sytuacji w Polsce, zakończona rezolucją wzywającą rząd Beaty Szydło do publikowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego i realizowania zaleceń Komisji Weneckiej, profesor stwierdził, że był to asemantyczny bełkot, a jego koledzy z PiS uznali, iż to targowica brzytwy się chwyta, żeby przejąć władzę. Cóż, po dobrej zmianie Polska wstała z kolan, sprawy stały się wyłącznie polskie i Niemiec w polski talerz pluć nie będzie. A kto tego nie pojmuje, ten zdrajca, donosiciel i będzie mu łyso.

rewolucja może pozbawić owłosienia własne dzieci, bo w niedalekiej przeszłości o bratnią pomoc regularnie zwracało się PiS, Jarosława Kaczyńskiego nie wyłączając.

AVEVALUE| 16785

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.