Motto tygodnia: Rokita dość ma życia w nędzy - za internat chce pieniędzy!

Autor
ANDRZEJ ROZENEK

Szept lewicy

numer 47/16

Chyba trzeba będzie w Polsce zakładać rezerwaty, bo czerwoni mogą wkrótce wyginąć.

Internacjonalizm, o który zawsze walczyła lewica, został zawłaszczony przez korporacje, stając się dobrem niedostępnym dla większości ludzi. Równość, która była na czerwonych sztandarach, została podstępnie zabita przez liczbę kart płatniczych w kieszeni. Wolność, która była pragnieniem milionów, ograniczana jest poprzez wszechobecną ingerencję państwa albo zasięg najbliższego hot-spota. Pozostało jeszcze braterstwo. Jeśli tylko w lewicowej rodzinie damy radę się nie pozabijać w imię naszych fantastycznych ideałów. A przecież w obecnej sytuacji lewica powinna rozwijać skrzydła.

Wszystko wskazuje na to, że zbliżamy się do kresu trwającej od wielu pokoleń epoki wzrostu. Gospodarka światowa żyje od wstrząsu do wstrząsu, oczekując na ostateczny kryzys. Sprawdzone działania zalecane przez liberalnych ekonomistów, które zwykle dawały rezultaty, nie przynoszą już spodziewanych efektów. Globalizacja na naszych oczach staje się szaleńczym wyścigiem prowadzącym wprost do katastrofy.

Wielkie korporacje przemieszczają się tam, gdzie mają najlepsze warunki, gdzie są najniższe podatki, gdzie nie ma przepisów chroniących środowisko, gdzie nie ma lub nie szanuje się praw pracowniczych. Z krajów uprzemysłowionych zaczęły znikać miejsca pracy w sektorze produkcji, potem w usługach, projektowaniu, logistyce, nawet badaniach. To potężny cios wymierzony w klasę średnią, dla której tradycyjne ścieżki kariery i awansu społecznego wiodły właśnie poprzez miejsca pracy w tych sektorach. System finansowy,który powinien służyć realnej gospodarce i społeczeństwu, został zawłaszczony przez wielkie banki, które zamieniły go w kasyno. Korporacje finansowebezkarnie manipulują rynkami, bezlitośnie drenując społeczeństwa, które nie znajdują obrony we własnych państwach. W miarę jak rozprzestrzenia się władza korporacji i banków, system ma coraz mniej wspólnego z wolnym i uczciwym rynkiem, który nam obiecywano. Produktywna część społeczeństwa ma się coraz gorzej, narastają nierówności, co musi doprowadzić do destabilizacji społeczeństw. 1 procent najbogatszych posiada już ponad połowę majątku światowego!, Ludzkości zagraża globalne ocieplenie. Zjawisko to, fatalnie nazwane, gdyż ocieplenie kojarzy się z czymś pozytywnym, w istocie jest katastrofą klimatyczną, w wyniku której zginą praktycznie wszystkie znane nam formy życia na Ziemi, z homo sapiens na czele. Lewica, nie tylko w Polsce, wydaje się wobec powyższych wyzwań bezradna. II Kongres Lewicy, który odbędzie się 19 listopada na Stadionie Narodowym w Warszawie, też nie będzie wydarzeniem przełomowym. Organizuje go co prawda ponad 40 partii i stowarzyszeń, a udział zapowiedziało co najmniej tysiąc osób, jednak liczby te nie są w stanie przesłonić faktycznego stanu lewicy w Polsce, która znalazła się w najgłębszym kryzysie po 1989 r. Fakt zwołania takiego kongresu jest jednak pozytywnym zaskoczeniem, a oczekiwania wobec tej imprezy należy zminimalizować – wystarczy, że będzie to niewielki krok pozwalający na stworzenie platformy dialogu, wymiany myśli i koncepcji. Bo poziom wzajemnej wrogości na lewicy doprowadził do sytuacji, w której środowisko, podzielone na organizacje i partie o planktonowym kalibrze, przestało ze sobą rozmawiać. Pierwszy Kongres Lewicy organizował Józef Oleksy. Był rok 2013, czas walki SLD z Twoim Ruchem, nawalanki Palikota z Millerem. Wówczas tematem kongresu była nieobecność Janusza Palikota, który na życzenie Leszka Millera nie został zaproszony. Uczestniczyłem w tej wojnie i nie jestem dumny z jej efektów. Prawie 4 lata obydwie partie poświęciły na próbę wyeliminowania lub podporządkowania konkurencji. Opamiętanie przyszło za późno, Zjednoczona Lewica nie porwała wyborców, nie przekroczyła wysokiego progu (8proc.) przewidzianego przez ordynację wyborczą dla komitetów koalicyjnych. Wbrew obietnicom, z mozołem sklejona z wielu podmiotów Zjednoczona Lewica nie przeżyła nawet miesiąca po wyborczej porażce. Po prostu znikła. Nikt nawet nie wyprowadził symbolicznego sztandaru. Dziś w sondażach notowane są tylko dwie partie lewicowe:, SLD i Razem. Badania sympatii wyborców mogą być mylące, co boleśnie odczuł Bronisław Komorowski, a ostatnio odczuła Hillary Clinton, dlatego nie konkretne wyniki i słupki powinny być przedmiotem analizy, lecz trend. Od roku SLD balansuje wokół progu wyborczego, a Razem znajduje się pod tym progiem. Mało tego. Współpraca tych partii jest wykluczona; Razem nie chce współpracować z kimkolwiek, a SLD nie znajduje wspólnego języka z mocno rewolucyjną młodą lewicą. Wostatnim czasie powstały nowe podmioty: Wolność i Równość Jana Hartmana, Dom Wszystkich Polska Ryszarda Kalisza, Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej i Biało-Czerwoni, w których jestem. Tylko stowarzyszenie Barbary Nowackiej zdołało zaistnieć przy okazji protestu środowiska kobiecego i, współuczestnicząc w zbieraniu podpisów pod obywatelskim projektem ustawy, osiągnąć sukces. Jednak ustawa liberalizująca prawo aborcyjne po jednym dniu sejmowej debaty trafiła do kosza. Wciąż żyją „stare”,ale równie kanapowe ugrupowania: SDPL, Polska Lewica, PPS, Partia Regionów i Unia Pracy. Ta ostatnia chwali się jeszcze europosłami i samorządowcami oraz przynależnością wraz z SLD do PES (PartiiEuropejskich Socjalistów), drugiej co do wielkości frakcji w Parlamencie Europejskim. Są wreszcie osobistości lewicy, politycy, którzy otrzymali od wyborców kredyt zaufania w wyborach samorządowych, a wśród nich prezydent Słupska Robert Biedroń czy prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk. Aktywa lewicy w Polsce uzupełniają nieprawicowe związki zawodowe – OPZZ i ZNP – oraz liczne stowarzyszenia o czerwonym zabarwieniu, takie jak Ordynacka, Pokolenia, Kuźnica, Ruch Ludzi Pracy czy Ruch Odrodzenia Gospodarczego. Nawet jeśli w tej wyliczance o kimś zapomniałem, nie zmienia to ogólnego obrazu sytuacji, która wydaje się beznadziejna. Krótko i delikatnie mówiąc – ilość nie przechodzi w jakość. Wobec tej marnoty, rozdrobnienia i braku pomysłu na to, co dalej, propozycja otwartego dla wszystkich Kongresu Lewicy wydaje się całkiem sensowna. Szczególnie wobec istotnej zmiany postawy SLD, który wreszcie nie uzurpuje sobie roli hegemona lewicy. Na czele komitetu organizacyjnego kongresu stanął Bogusław Gorski – szef najstarszej partii lewicowej – Polskiej Partii Socjalistycznej. Na 5 paneli merytorycznych 4 poprowadzą ludzie spoza SLD. Zaproszenia na kongres wysłano absolutnie do wszystkich, bez jakiegokolwiek wykluczania. To oczywiście tylko gesty, jednak warto je zauważyć. Udział w kongresie zapowiedziała delegacja europejskich socjalistów: Sergiej Staniszew, przewodniczący PES, Zita Gurmai, przewodnicząca PES Woman, oraz Gianni Pittella, przewodniczący grupy S&D(Postępowy Sojusz Socjalistów i Demokratów) w Parlamencie Europejskim. Po randze delegacji widać, że lewica europejska zaczyna rozumieć, jakie zagrożenia niesie za sobą fala brunatnego populizmu, która wzbiera po kolei we wszystkich demokratycznych państwach. Być może da się złagodzić jej skutki, wymaga to jednak wspólnego działania, nowej formuły komunikowania i dużej determinacji. Jest oczywiste, że II Kongres Lewicy nie zakończy się żadnym zjednoczeniem ani nawet powołaniem koalicji. To ledwie zaczątek.

Miną lata, zanim lewica odzyska zaufanie wyborców, a przewiny z przeszłości zostaną wybaczone. Jednym z tych grzechów jest wzajemna wrogość, brak współpracy. Ordynacja wyborcza preferuje duże ugrupowania, małym utrudniając zaistnienie. Można to kontestować albo się z tym pogodzić i wyciągnąć wnioski.

Będąc zdrowy na ciele i umyśle, w pełni świadom ryzyka, jakie to niesie, wezmę udział w II Kongresie Lewicy, bo nie widzę innej drogi. Zgoda, jak wiemy, buduje, a niezgoda… też buduje – następną kadencję partii Kaczyńskiego.

andrzej.rozenek@redakcja.nie.com.pl

Foto autor| Ilustr. WŁODEK KIERUS, AVEVALUE| 18425

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.