Motto tygodnia: Rokita dość ma życia w nędzy - za internat chce pieniędzy!

Autor
BOŻENA DUNAT

Strażnik ciąży zawsze zdąży

numer 01/17

Proboszczowie sprawdzają państwowe i samorządowe szpitale noszące imiona świętych.

Proboszcz z Limanowej zażądał informacji, ile aborcji przeprowadzono w miejscowym szpitalu należącym do starostwa. Powód interwencji: placówka nosi imię Miłosierdzia Bożego, a z danych NFZ wynika, że robi skrobanki. Dyrektor grzecznie odpowiedział, że nie było żadnej aborcji od dwudziestu lat. Nieporozumienie wzięło się stąd, że aborcja i usuwanie obumarłych ciąż ma w zestawieniach NFZ ten sam kod. Rządzący nie widzą problemu. – Szpitale nie są wyłączone z życia parafialnego, zwłaszcza noszące religijne nazwy – skomentowała Gabriela Masłowska z sejmowej komisji zdrowia.

Ksiądz to więcej niż ojciec

Beata urodziła syna w Klinice Położnictwa Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

– Świeżo upieczony tatuś może przyjść wyłącznie do pokoju odwiedzin – zapowiedziano. Na salach świeżo upieczone matki obolałe, w szoku. Karmią, zatem cyce na wierzchu. Pielęgnują rany krocza. Łóżka obok siebie, zero intymności. Zakaz wydał się zrozumiały. Zdrzemnęła się. Obudziła się po kilkunastu minutach na głośne „SzczęśćBoże”. Wprogu stał ksiądz w wyświechtanej sutannie.

– Eeee – wymamrotała zamiast odpowiedzieć, że owszem, nie ma męża. Żyje z ojcem Pawełka bez ślubu. Gość miał wprawę w dociskaniu, po kilku minutach był więc pewien, że Beata wymaga wsparcia i modlitwy. – Dla syna musisz wyprostować swoje życie… I tak łóżko po łóżku. – On tu przyszedł prosto z patologii ciąży. Czy z powodu uduchowienia nie imają się go bakterie? – zapytała Sabina spod okna, gdy już poszedł. – Ciekawe, co ma w tej sutannie? Przecież jej nie zmienia, włócząc się po oddziałach? Może i na zakaźnym był?, Po trzech dniach Beata dotaszczyła swoje rzeczy i synka do drzwi oddziału. Partner nie mógł pomóc. Bakterie. Wystarczy wejść na internetowe fora dla kobiet, aby przekonać się, że tak jest wszędzie. Smerfetk_a ze Śląska: „Bratowarodziła, bardzo ciężki poród, 2 dni dreptała, zanim ją łaskawie rozcięli. No i leży wykończona na sali z innymi równie wykończonymi kobietami. Ojcowie wstępu tam nie mieli. Ale fotograf z lokalnej gazety nieskrępowanie wszedł do sali, gdzie kobity leżały poodkrywane… Ksiądz oczywiście też był, a jakże. Paranoja!”. Z listu do redakcji: „Zaparkowałemprzy ul. Starynkiewicza w Warszawie. Przez park kroczył batman w czarnej sutannie, złotym szaliku i ze złotym kielichem. Sunął powłóczystym krokiem jakby szedł prosto do nieba. A szedł do Uniwersyteckiego Centrum Zdrowia i Noworodka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Czego on tam chciał? Po co właził? Gdzie jest prawo do poszanowania godności pacjentek? Gdzie tajemnica lekarska?”.

Szacunek dla sakramentu

Z sondaży przeprowadzanych wśród rodzących kobiet (wsondzie „Ktopowinien móc wchodzić na salę poporodową?” dla portalu www.trojmiasto.plwzięło udział 2777 osób) jasno wynika, że tylko 6 procent akceptuje na porodówkach obecność osób trzecich, takich jak ksiądz. – Wszędzie wszpitalu są rany i sytuacje intymne. Położnictwo to taki sam oddział jak inne – wyjaśniają. Jednak szpitalna zwierzchność zakłada, że pomoc duszpasterska jest tak samo ważna jak udogodnienia w trakcie porodu, rodzaj znieczulenia czy nowinki z poradni laktacyjnej. Np. Szpital Wojewódzki nr 2 im. św. Królowej Jadwigi w Rzeszowie chwali się, że można przyjąć komunię nie tylko w kaplicy szpitalnej, ale również na sali. Wcale nie trzeba umawiać się z kapłanem, który po oddziałach chodzi od 5.30 do 7.30. Uwaga, gdy nadejdzie, należy przerwać rozmowy i w miarę możliwości przyklęknąć albo przyjąć inną postawę wyrażającą szacunek wobec Najświętszego Sakramentu. Kolejny powód do dumy: „Szpitaljest wyposażony w radiowęzeł, którego odbiorniki znajdują się na salach. Za ich pośrednictwem transmitowane są msze z kaplicy szpitalnej oraz audycje radiowe rozgłośni katolickich”. Jeśli trafi się herod w spódnicy i podniesie raban, otrzymuje pokrętne wyjaśnienia. Przecież kapelan jest etatowym pracownikiem szpitala, zatem – jak pozostali – ma prawo wchodzić wszędzie. Dla pacjentek nie jest groźna flora bakteryjna przyniesiona z domu czy z ulicy, tylko zakażenia wewnątrzszpitalne. Wielokrotnie używany fartuch jest groźniejszy od zwykłego ubrania. Takimi wyjaśnieniami uraczył czytelników portalu www.trojmiasto.plprof. Krzysztof Preis, kierownik Kliniki Położnictwa Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Najwyraźniej uszło jego uwadze, że sutanna kapelana to kitel w kolorze czarnym, na którym nie widać brudu.

Policja prenatalna

Krzysztof jest kapelanem w jednym z warszawskich szpitali. – Moje najważniejsze zadanie? – zastanawia się. – Przekonać personel, żeby wskazał pacjentki do religijnej obróbki. Te, które już urodziły, nie stanowią problemu. Teoretycznie trzeba sprawić, aby chowały dziecko po bożemu. Wiadomo jednak, że dla świętego spokoju baba obieca zalegalizować związek przed ołtarzem, a potem wyjedzie podWyszków czy Sochaczew. Szukaj wiatru w polu. Najistotniejsze są te pacjentki, które nie urodziły i mają wątpliwości co do ciąży. Bo pochodzi z gwałtu. Bo zagraża życiu. Bo płód jest zdeformowany. Naturalnie ksiądz to nie duch święty. Bez pomocy personelu i dokumentacji medycznej nie jest w stanie wyśledzić, co u której siedzi w brzuchu. Nie darmo jednak jest etatowym pracownikiem szpitala. Niektóre sekutnice, zamiast poddać się perswazji, podnoszą rumor, że oto łamie się ich prawa człowieka. – Wtedy stosujemy metodę na Chazana – wyjaśnia Krzysztof. Kapelan współpracuje z lekarzem. Ten najpierw rozmiękcza. – Twój brzuch to twoja sprawa – mówi. Potem delikatnie zmienia przekaz: – Ale u nas doktorzy tego nie robią, bo mają sumienia. Rozpytamy, kto robi. Po tygodniu: – Sądziliśmy, że naMadalińskiego, ale nie. Szukamy…, I tak do chwili, gdy jest za późno na wertowanie ogłoszeń w stylu: „Cos ciąża – priwatna klinika w Slowacji pomaga. Legalnie, szybko, transport z PL”.

Mafia pochówkowa

– Są jeszcze kobiety, które poroniły – przypomina Krzysztof. Rocznie w Polsce około 40 tysięcy pań. Nie chodzi o utulenie ich żalu. Bardziej o niewinną istotkę, która nie ma szans na życie wieczne, jeśli wyląduje w szpitalnych odpadach. Musi więc być pokropiona i pochowana. Od roku 2013 trwa kampania „Przetrwaćcierpienie”. Kapelani uświadamiają kobietom, że nawet milimetrowemu dziecku należy się pogrzeb. Nie można rozpoznać płci? No to trzeba nadać imię intuicyjnie. Nic nie waży? Nie szkodzi. Z dokumentem ze szpitala szybko do Urzędu Stanu Cywilnego. Naprawdę warto. W zamian dostaje się świadczenia z ZUS i 8-tygodniowy urlop, niezbędny, aby poradzić sobie z traumą. Jeśli do baby nie przemawiają racjonalne argumenty, trzeba skupić się, aby podała imię dziecka. Wczoraj Krzysztof miał taki przypadek. To była młoda dziewczyna, zagadał więc – bez lęku, że rozkrzyczy się na temat prawa do poszanowania prywatności i tajemnicy lekarskiej. – Pomódlmy się za umarłą. A może to chłopiec? – zapytał, podchodząc do łóżka. – Nie wiem, Jaś czy Beatka. Lekarz powiedział: tam jeszcze nie ma dziecka – mruknęła 18-latka. – Jesteś matką. Czujesz. Straciłaś chłopczyka czy dziewczynkę? – dociskał Krzysztof. – No pomódl się. To jest dusza. – Jak dziecko miało na imię?, – Nie wiem. – Jak to, nie wiesz?, – Niech będzie Marysia, po babci. To wystarczy, aby przygotować dokumenty i zlecić pogrzeb właściwemu ośrodkowi pomocy społecznej.

Dziecko księdza nie jest człowiekiem. Pamiętacie, jak kochanka księdza Mariusza G. urodziła na poznańskiej plebanii syna? Ksiądz w tym czasie słuchał muzyki w pokoju obok. W trakcie ciąży kobieta nie chodziła do lekarza. Maluch miał węzeł pępowinowy, urodził się martwy; dopiero wtedy klecha wezwał karetkę. Poznańskie prokuratura wszczęła dochodzenie z art. 160 § 2 kodeksu karnego. Mówi o narażaniu człowieka na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Choć węzeł pępowinowy nie jest wyrokiem w przypadku monitorowanej ciąży, ostatecznie umorzono sprawę. Biegli nie byli wstanie wskazać, czy śmierć nastąpiła przed porodem, czy w jego trakcie. Nie wiadomo zatem, czy w sensie prawnym dziecko księdza było człowiekiem. – Zachowanie księdza było lekkomyślne, ale nie było przestępstwem – ustalił prokurator. Ks. Mariusz wyjechał szerzyć wiarę na Ukrainę.

Foto autor| Ilustr. KRZYSZTOF OLEJNIK, AVEVALUE| 19799

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.