Motto tygodnia: Hop, siup, po kanapie! Berczyńskiego nikt nie złapie!

Autor
[email protected]

Splamieni mundurem

numer 41/16

Dobra zmiana jest jak Hitchcock: co chwila dostarcza nam nowych powodów do strachu.

Najnowszy usłyszałam w kuluarach konferencji zorganizowanej przez Federację Stowarzyszeń Służb Mundurowych: Macierewicz dał 17 tys. awansów. Wwojsku mówią, że tak dobrze nie było od czasów Jaruzelskiego. Skuteczne kupowanie miłości dziesiątków tysięcy uzbrojonych facetów przez najbardziej nieprzewidywalną postać polskiej polityki może budzić niepokój. Jeszcze straszniej się robi, kiedy wziąć pod uwagę zauważenie Janusza Zemkego z tej samej konferencji: dobra zmiana zredefiniowała pojęcie

cywilnej kontroli nad armią.

Dotychczas, niezależnie od opcji rządzącej, politycy wyznaczali cele – wraz z budżetem – ale praktyczna realizacja pozostawała w rękach fachowców, czyli wojskowych. Także w zakresie polityki personalnej – przy awansach brano pod uwagę zdanie dowódców. Dziś o tym, kto idzie do góry, a kto spada, decyduje wyłącznie polityczne kierownictwo resortu. Co buduje wśród żołnierzy i oficerów zasadne przekonanie, iż o ich pozycji – i wynikających z niej dochodach – nie decyduje ich kompetencja, lecz wyłącznie stopień ich politycznej gorliwości. Żołnierze są wpychani w uprawianie polityki historycznej, w apele ku czci, w kreowanie bohaterów na polityczne zamówienie. To oczywiście prowadzi do budowy armii składającej się z mocno niekompetentnych szeregowców pod dowództwem całkiem niekompetentnych oficerów. Uważam, iż (wbrewpowszechnej prawicowej propagandzie) żadna wojna nam nie grozi – ale jeśli mamy wydawać na armię 2 proc. PKB, dobrze by było, gdyby efekt końcowy prezentował jakąś jakość. Inne źródła niepokoju – i to w zakresie znacznie ważniejszym niż mające charakter głównie dekoracyjny wojsko – wskazywał Andrzej Brachmański, wiceszef MSWiA w rządach Millera i Belki. Zwrócił on uwagę na fakt, iż dzisiejsze

prześladowanie funkcjonariuszy służb specjalnych PRL

– którym PiS chce obniżyć emerytury niemal do zera – może wpływać także na obecnych funkcjonariuszy i ich lojalność wobec państwa. Albowiem jako żywo nie mogą być pewni, czy służba u Janika albo Milczanowskiego nie zostanie wkrótce zrównana ze służbą u Kiszczaka. O ile jakość wojska ma w mojej opinii znaczenie drugorzędne, o tyle jakość policji i służb bezpieczeństwa pozostaje istotnym elementem życia państwa. Oprócz wymiaru praktycznego dobra zmiana w MON i MSW ma także charakter moralny. Cecha, która – jak zauważył Zemke – w sposób szczególny wyróżnia to kierownictwo MON w gronie poprzedników, to bezprecedensowa mściwość. Wśród pierwszych decyzji ministra Macierewicza znalazło się

wypieprzenie Związku Żołnierzy Wojska Polskiego

z walących się carskich koszar przy ul. 11 Listopada w Warszawie i dziesiątków innych budynków w całej Polsce. Liczący 18 tysięcy ludzi związek, jeden z dwóch największych podmiotów Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych, jest organizacją społeczną, samopomocowo-towarzyską,nie żyje z zapomogi MON, ale korzystał z tanich pomieszczeń po wojsku, czasem jakiejś dotacji celowej czy zaproszenia na imprezę. Zemke przypisał atak na ZŻWP faktowi, iż prezes związku „nieodpowiada” obecnej władzy. Gen. Franciszek Puchała nie tylko służył za komuny i brał udział w planowaniu 13 grudnia, ale także – o zgrozo – w książce „SzpiegCIA w polskim Sztabie Generalnym” raczej przekonująco uzasadnia tezę, iż Kukliński w istocie rzeczy pracował dla Moskwy, która zaplanowała jego heroiczną ucieczkę jako swoisty balon próbny do zbadania potencjalnej reakcji USA na stan wojenny. Trudno zatem się dziwić, że

organizacja kierowana przez gen. Puchałę znalazła się na celowniku Macierewicza jako jedna z pierwszych.

Ciekawy kontrapunkt dla tej nieodmiennie ponurej wizji zaprezentował zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich płk Krzysztof Olkowicz. Olkowicz – niegdyś klawisz z Koszalina, znany z tego, iż został skazany za zapłacenie grzywny za niepełnosprawnego intelektualnie więźnia, wsadzonego za kradzież batonika za 99 groszy – przekonywał, że

atmosfera dobrej zmiany

nie dławi społeczeństwa obywatelskiego, a nawet wręcz przeciwnie, ożywia je; czego dowodem jest choćby opisywane spotkanie. Ten argument, pojawiający się od czasu do czasu, głównie w kontekście KOD, ma oczywiście swoją wagę – ale ma też swoje słabości. Które na konferencji Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych ujawniły się ze szczególną mocą. Warto je zauważyć – zwłaszcza w kontekście ewentualnej przyszłości lewicy w Polsce. Mówiąc najkrócej: nie każdy wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem. FSSM jednoczy około dziesięciu stowarzyszeń emeryckich – żołnierzy, policjantów, pograniczników, strażaków, więzienników, a nawet szpiegów reprezentowanych przez Związek Byłych Funkcjonariuszy Służb Ochrony Państwa. Jako że lwia część zarówno jej aktywu służyła w czasach PRL – przez obecną władzę FSSM uważana jest za organizację postkomunistyczną, czytaj: zbrodniczą. To oczywiście sytuacja przykra i miło byłoby mieć jakichś przyjaciół – ale akurat to środowisko nie powinno grzeszyć naiwnością ani krótką pamięcią. Na poniedziałkowej konferencji poruszający monolog wygłosił np. Andrzej Milczanowski, z ogniem broniący stabilności służb, które powinny być

wolne od wszelkiej polityczności.

Tymczasem wszystkie dotychczasowe rządy – od SLD do PiS, nadmienił – służby zawłaszczały, a przecież powinny zdawać sobie sprawę z faktu, że żołnierz czy oficer nie jest oficerem PiS, PO czy SLD, tylko „urzędnikiempaństwa polskiego”. Milczanowski nie zawahał się pokołysać jaj widowni, opowiadając, jak to wchodził do MSW „zjeżony,uważając, że to gniazdo Służby Bezpieczeństwa”, a tymczasem okazało się, że zastał tam „ludziinteligentnych, fachowców, którzy chcą służyć państwu” i „podziś dzień z wieloma się serdecznie przyjaźni”. Pokutujący przez lata mit Milczanowskiego jako apolitycznego państwowca byłby bardziej wiarygodny, gdybyśmy nie pamiętali, że zmontował prostacką prowokację, jaką była tzw. sprawa Oleksego, ale także, wraz z dwoma innymi ówczesnymi „ministramiprezydenckimi” (wtym Władysławem Bartoszewskim) podał się do dymisji jeszcze przed zaprzysiężeniem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Trudno to uznać za postawę człowieka, który służbę państwu przekłada nad polityczne uprzedzenia. Trudno doprawdy zrozumieć, że Milczanowski ma odwagę kogokolwiek w tej mierze pouczać. Innym zaskakującym gościem FSSM był poseł PO Michał Szczerba, który składając pokłony wiedzy i doświadczeniu zebranych, usiłował zachęcić ich do

wspólnej walki o Obywatelski Parlament Seniorów,

zwalczany obecnie przez PiS. W istocie, zdegustowana niską reprezentacją moheru w środowisku opartym głównie na uniwersytetach trzeciego wieku (moherwie wszak wszystko, po co mu jakiekolwiek uniwersytety), obecna władza postanowiła odebrać kontrolę nad składem Parlamentu Seniorów organizacjom społecznym i powierzyć go wojewodom, co było oczywiście po pisowsku bezczelne. Ale umizgując się do emerytów mundurowych, warto byłoby mieć świadomość, że to akurat środowisko znacznie bardziej niż ceremonialnym sejmikiem emerytów zainteresowane jest własnymi emeryturami – na które pierwszy skuteczny zamach uczyniła Platforma Obywatelska. Co zresztą z właściwym tylko sobie wdziękiem wypomniał posłowi Szczerbie Krzysztof Janik: „Paniepośle, może w przerwie przypomni mi pan, jak się nazywała ta koalicja, która zmieniła ustawę emerytalną, stosując zasadę sprawiedliwości zbiorowej”. Federacja Stowarzyszeń Służb Mundurowych to sieć organizacji zrzeszających kilkadziesiąt tysięcy ludzi – o dość, powiedzmy szczerze, spójnym światopoglądzie i spojrzeniu na historię. Ludzi, których mentalność kształtowała się w czasach, gdy „działalnośćspołeczna” była nie tylko chwalona, ale też poniekąd obowiązkowa. Przy żałosnym poziomie kapitału społecznego, jaki nieodmiennie wyróżnia Polskę na tle Europy – taka organizacja może i powinna stać się istotnym i cenionym partnerem siły politycznej kwestionującej obecny porządek. Powinna to jednak być siła gotowa odważnie i bezkompromisowo przeciwstawiać się obowiązującej polityce historycznej, a mówiąc wprost:

bronić praw i honoru ludzi Polski Ludowej.

Niewątpliwie nie będzie nią Platforma Obywatelska, która przeprowadziła pierwszą ustawę dezubekizacyjną, ani Komitet Obrony Demokracji, którego lider z takim ogniem walczył o swoje prawo do oddawania hołdu „żołnierzom wyklętym”. Powinna nią być lewica – gdyby tylko udało się jakąś znaleźć. AGNIESZKA WOŁK-ŁANIEWSKA zja o bezprawnym wysłaniu zielonych beretów na Ukrainę – pisałem o tym w artykułach „Macierewiczzbrojnie prowokuje Rosję” („NIE”nr 38/2016) i „Ukrywanaprowokacja” (39/2016).

Cel

Myślę, że Macierewicz nie jest szaleńcem, najwyżej przybrał maskę człowieka niespełna rozumu. Jego działanie zawsze ma głęboki sens. Likwidując WSI, pozbawił wojsko oczu i uszu. Budując Obronę Terytorialną, pozbawia armię płuc, zakłóca finansowanie pozostałych służb. Osłabiając wojska specjalne, łamie wojsku ręce. Budowanie OT ma moim zdaniem ścisły związek z innymi, wydawałoby się nieracjonalnymi działaniami Macierewicza. Awanse i zaszczyty, jakimi obdarzani byli panowie Janiger iMisiewicz, to wcale nie przejaw niebywałej arogancji ministra, tylko czytelny sygnał. Komunikat, który brzmi: bądźcie mi ślepo wierni, a zaszczyty i awanse was nie ominą. Macierewicz co prawda nieco przeholował z Misiewiczem, ale dzięki temu każdy potencjalny członek OT wie, że minister „swoimchłopcom” nieba przychyli. Odpowiednia selekcja przy naborze iOT staną się wierną bandą oddanych Antoniemu fanatyków. Aż się prosi porównanie do Sturmabteilung (SA)– zbrojnej formacji NSDAP. Ciekawe, czy Kaczyński już planuje noc długich noży?

Nazwa

Koncepcja 35 tysięcy uzbrojonych fanatyków Macierewicza niewątpliwie budzi niepokój, a nawet lęk. Jak wiadomo, strach najlepiej oswajać śmiechem. Zapytałem więc twitterowiczów jak żartobliwie nazwaliby nową formację ministra obrony. Padło wiele propozycji, oto najlepsze: – Szwadrony Antoniego (SA), – Sotnie Antoniego (SA), – Zmilitaryzowane Oddziały, Ministra Obrony (ZOMO), – Antonjugend (AJ), – Mięso Armatnie (MA), – Drużyna Uzbrojonych, Pomazańców Antoniego (DUPA), – Pomazańcy Antoniego (PA), – Misia Husaria (MH), – Szwadrony Smoleńskie (SS), – Gwardia Smoleńska (GS), – Brzozowe Bataliony (BB), – Pięść Prezesa (PP), – Brygada Świra (BŚ), – Komandosi Antoniego Łajzy, (KAŁ), – Służby Reagowania Antoniego Macierewicza (SRAM). ANDRZEJ ROZENEK

[email protected]

Foto autor| Rys. HENRYK CEBULA, AVEVALUE| 32027

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.