Motto tygodnia: Rokita dość ma życia w nędzy - za internat chce pieniędzy!

Autor
MATEUSZ CIEŚLAK

Spalić Dudę ze wstydu

numer 52/16

Wydarzenia w Sejmie oraz protesty uliczne przykryły to, co się dzieje na Śląsku. A tam, jak wiadomo, zdychają kopalnie, a wraz z nimi kona związek zawodowy „Solidarność". Za sprawą polityki PiS.

„Niebędziemy się biernie przyglądać. Przygotowujemy się do wyjścia na ulice i policzenia się. My ich czapkami nakryjemy” – oświadczył lider „Solidarności”, mając na myśli opozycję wobec PiS. Od razu nasuwa się kilka pytań. Czy Piotr Duda przewodniczy związkowi zawodowemu, czy jakimś partyjnym bojówkom? Po co robotnikom taki związek, który pozwala na bezsensowne zamykanie zakładów pracy? I czy rzeczywiście związek ten przykryje tysiące obywateli czapkami?, Ten grudzień był na Śląsku gorący nie tylko dlatego, że KOD demonstrował na ulicach Katowic, Gliwic i kilku innych miast. Na Śląsku było gorąco przez górników z kopalń Makoszowy i Krupiński. Makoszowy są w Zabrzu, a Krupiński w małym Suszcu niedaleko Żor, jakieś 30 km od Katowic. Makoszowy wchodzą w skład Polskiej Grupy Górniczej (do niedawna Kompania Węglowa). Krupiński należy do Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Obie spółki są kontrolowane przez rząd. W obecnych realiach oznacza to, że rządzi w nich PiS. Obie

kopalnie umierają.

PiS podjęło decyzję o ich likwidacji. Górnicy z Makoszów w obronie kopalni pikietowali biuro poselskie premier Beaty Szydło w Brzeszczach, następnie manifestowali przed jej domem, a ostatnio pojechali do Sejmu. Premier przeszła obok nich, nie zatrzymując się nawet. Kilka dni temu grupa górników z Makoszów po zakończonej pracy pozostała w podziemiach kopalni. Z kolei górnicy kopalni Krupiński zablokowali lokalną drogę. Na miejsce blokady maszerowali pod związkowymi sztandarami, wśród których nie było widać sztandarów „Solidarności”. Na czele maszerującej kolumny nieśli transparent z napisem: „PiS- grabarze polskiego górnictwa!”. Co na to „Solidarność”? Ta w kopalni Krupiński protestuje wraz z innymi związkami zawodowymi. W kopalni Makoszowy też, choć nie tak otwarcie. Współorganizatorem pikiety przed biurem Szydło była kopalniana „Solidarność”,która w ostatniej chwili się wycofała, zapewne na sygnał z góry. No właśnie, a co na to wszystko góra, czyli Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność”i jej przewodniczący Piotr Duda? Duda, który karierę związkową zaczynał w Hucie Gliwice znajdującej się w odległości 7,5 km od kopalni Makoszowy. Huta zajmowała się produkcją kół do wagonów kolejowych. Kopalnia Makoszowy jeszcze jest, a Huty Gliwice już nie ma. Na jej miejscu stoi nowoczesny kompleks o nazwie Centrum Handlowe Forum. Jako gliwiczanin Duda zapewne robi tam czasami zakupy. No więc co on na te

górnicze protesty.

Nic. W ostatnich miesiącach tkwił chyba w letargu, gdyż nie było o nim w ogóle słychać. Obudził się kilka dni temu. 19 grudnia wystąpił w TVP Info i zapowiedział, że policzy się z KOD-em. Zagroził, że wyprowadzi związkowców z „Solidarności”na ulice. Nie bez powodu to Duda jest szefem „Solidarności”. Tego związku zawodowego nie byłoby dziś bez śląskiego górnictwa. Liderem związkowym został więc przewodniczący najsilniejszego Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ „Solidarność”. Spójrzmy na potężny niegdyś Region Gdański NSZZ „Solidarność”. Dziś ma 20 sekcji. Większość stanowią nauczyciele z Tczewa, Gdańska i Gdyni. Kolejna grupuje pracowników gdańskiego Reala. W innej są pracownicy Biedronki z Wrześni. Dalej znajdziemy drzewiarzy z małej wioski Wędkowy w powiecie tczewskim. Następna zrzesza pracowników gdańskiego Inspektoratu Transportu Drogowego. Dalej mamy naukowców Politechniki Śląskiej czy muzealników z Gdańska, Gdyni i Słupska. Których chce Duda wysłać na porachunki z KOD-em?Najwyżej rybaków i portowców. Ale ich jest za mało, aby ludzi przykryć czapkami. Czy pan Duda może liczyć na Region Wielkopolski? Tam ma inspektorów sanepidu, sekcję rencistów i emerytów, ze trzydziestu leśników w Pile, pracowników oświaty, urzędników pomocy społecznej, pracowników kultury czy wreszcie pracowników zakładów pracy chronionej. Tych ostatnich raczej nie rzuci w bój. I tak jest w prawie każdym regionie związkowym. Dzisiejsza „Solidarność” to wielka bańka mydlana. Poza Śląskiem.

Ilu członków

ma dzisiejsza „Solidarność”,tego pewnie nikt nie wie. Ale mniej więcej wiadomo, ile osób należało do „Solidarności” między 2010 a 2013 r. 28 stycznia 2014 r. Komisja Krajowa związku podjęła uchwałę nr 3/2014„wsprawie wyborów delegatów na Krajowy Zjazd Delegatów na kadencję 20142018”. W uchwale określono, że podstawą do określenia liczby delegatów z danego regionu „Solidarności” będzie liczba członków związku w latach 2010, 2011, 2012 i 2013. Ten zabieg wskazuje na znaczne zmiany liczby członków w regionach. Ludzie raczej wypisują się ze związków zawodowych, niż do nich wstępują. Przyjęto wówczas, że jeden delegat na zjazd będzie reprezentował 2,1 tysiąca związkowców. Wybrano 308 delegatów. Zakładając, że liczba związkowców maleje, można przyjąć, że w 2010 r. „Solidarność” miała niecałe 647 tysięcy członków. Do 10 milionów ludzi z 1980 r. daleko. Z liczby delegatów w każdym regionie związkowym wiemy, ilu było członków „Solidarności”w 2010 r. Zatem na początek Gdańsk, Gdynia, Sopot i reszta Regionu Gdańskiego. 18 delegatów przekłada się na niecałe 38 tysięcy związkowców. W Regionie Wielkopolskim największy polski związek miał 31,5 tysiąca członków. Na Mazowszu i w Małopolsce szeregi „Solidarności” liczyły po 52,5 tysiąca osób. Reszta to drobnica. Wyjątek stanowił Śląsk. Region Śląsko-DąbrowskiNSZZ „Solidarność” wystawił aż 42 delegatów. Oznaczało to armię ponad 88 tysięcy związkowców. Najczęściej górników. Z taką armią można iść nie tylko na Warszawę, lecz nawet na Brukselę. Gdyby ta armia istniała. W 2011 r. w śląskich kopalniach pracowało

100 tysięcy ludzi

(ponad57,5 tysiąca w Kompanii Węglowej, ponad 18,8 tysiąca w Katowickim Holdingu Węglowym i ponad 22,7 tysiąca w Jastrzębskiej Spółce Węglowej). Ale od tego czasu ileś kopalń poszło w piździec. Zwolniono też wielu górników, a wielu odeszło. W kopalniach, które pozostały na Śląsku, pracuje już tylko 68,2 tysiąca ludzi.

Dokończenie na str. 6 Dokończenie ze str. 1

Nie jestem górnikiem. Wisi mi, które kopalnie pozamyka rząd i kiedy to uczyni. Nie jestem również związkowcem z „Solidarności”, mam więc w nosie, czy „Solidarność” będzie liczyła 10 milionów członków czy dziesięciu. Ale przewodniczącemu Dudzie nie powinno to być obojętne. A chyba jest. W sierpniu z Ministerstwa Energii wyciekła informacja, że

rząd ma plan

zamknięcia sześciu kopalń, w których pracuje 15 tysięcy ludzi. Były wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski chciał wiedzieć, co na to szef „Solidarności”. Zapytał go, co zrobi „Solidarność” w chwili, gdy PiS likwiduje kopalnie. Duda milczał. Jedna z internautek zacytowała pytanie Gawłowskiego na Twitterze. Przewodniczący odpowiedział: „Piszcie,piszcie, frustraci, tylko tyle wam zostało na długie lata”. A później była ważna dla „Solidarności” rocznica porozumień jastrzębskich. Do Jastrzębia-Zdrojuna obchody rocznicy zjechała premier Szydło i wielu pisowskich notabli. Był oczywiście Piotr Duda, który wystąpił jako jeden z mówców. „Ijeszcze jedno, do pani premier i do ministrów” – zagrzmiał z trybuny. – „Takjak mówiłem, że jesteśmy waszymi partnerami, to tak mówię do was, partnerzy, nie będzie zgody "Solidarności"na likwidację kopalni Krupiński i żadnych kopalń, które mają jeszcze złoża do wydobywania. Tylko tyle i aż tyle”. – Tak przewodniczący Piotr Duda zakończył wystąpienie. Górnicy głośno klaskali. Oto przykład tego, jak robić z gęby cholewę. Kopalnie Krupiński i Makoszowy mają co wydobywać i mogłyby długie lata funkcjonować, gdyby inaczej nimi zarządzano. Krupiński jest jedną z najmłodszych w Polsce. Zainwestowano w nią niewyobrażalne pieniądze. Również w Makoszowy jeszcze niedawno ładowano dziesiątki milionów złotych miesięcznie, mimo decyzji o jej likwidacji. Trudno to pojąć. Kopalnia Krupiński należy do Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Efekt jest taki, że górnicy z tej spółki masowo rzucają legitymacjami „Solidarności”. Są wściekli na „Solidarność” podwójnie. Jeden powód to zgoda na zamknięcie kopalni. Ale jest jeszcze jedna przyczyna powszechnego wkurwienia. Wyciekła informacja o zgodzie działaczy „Solidarności” na obcięcie nagrody barbórkowej i wypłatę jej w dwóch ratach, z których jedna zostanie wypłacona dopiero na wiosnę. Górnicy zgrzytają zębami i drą legitymacje z literą „S”,a inne związki kaptują ich do siebie. Podobnie rzecz się ma w Polskiej Grupie Górniczej (dawnejKompanii Węglowej). Ludzie widzą, że „Solidarność” biernie przygląda się likwidacji kolejnych zakładów górniczych. Próbuje się zamknąć kopalnię Sośnica w Gliwicach. Władze miasta zamówiły u naukowców z Politechniki Śląskiej studium opłacalności zakładu. Okazało się, że jego likwidacja jest głupotą. PiS szykuje również zamknięcie kopalni Wieczorek w Katowicach i przynajmniej części kopalni Wujek. Tej, w której 16 grudnia był prezydent Duda i składał kwiaty pod pomnikiem poległych górników. Inne związki zawodowe wojują o te kopalnie, a działacze „Solidarności” nabrali wody w usta. „Solidarność”ma w dupie nawet to, że skazane na śmierć Krupiński i Makoszowy znalazły

potencjalnych nabywców.

Powtarza się sytuacja sprzed kilku lat, kiedy postanowiono zlikwidować kopalnię Silesia w Czechowicach-Dziedzicach. Rzekomo nieopłacalny zakład górniczy został kupiony przez firmę z Czech, która utrzymała tam zatrudnienie i zainwestowała miliony złotych. Okazuje się, że są chętni zarówno na kopalnię Krupiński, jak i na Makoszowy. O Krupińskiego od dłuższego czasu bez skutku walczy niemiecka spółka, której prezesem w Polsce jest były wiceminister odpowiedzialny za górnictwo – Jerzy Markowski. Firma chce kupić kopalnię i gwarantuje utrzymanie zatrudnienia, ale PiS nie wyraża zgody na sprzedaż. Bo to podwójna ohyda – nie dość, że Niemcy, to jeszcze z byłym eseldowskim politykiem na czele. Markowski i jego Niemcy ślą do ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego pisma, w których błagają o zgodę na sprzedaż kopalni. Pisma nie robią wrażenia. Druga skazana kopalnia także znalazła nabywcę. Jest nim firma Techfin, która deklaruje spłatę całej pomocy publicznej, udzielonej kopalni, z czego 50 mln zł w chwili przejęcia zakładu na własność. Deklaruje utrzymanie zatrudnienia na dotychczasowym poziomie i zainwestowanie w kopalnię 200 mln zł. Uznano, że ta oferta jest niepoważna. Co na to „Solidarność”?Wiadomo, ma

ważniejsze sprawy.

„Solidarność” przygotowuje się do rozprawy z przeciwnikami PiS. A Piotr Duda może tym razem wybierze się na zakupy do Silesia City Center w Katowicach. To największe centrum handlowe na Śląsku powstało na miejscu kopalni Kleofas. Z kopalni pozostał szyb, bo jest na nim reklama. Oraz dawna górnicza łaźnia, którą przerobiono na kaplicę. ? mcieslak@redakcja.nie.com.pl

AVEVALUE| 21356

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.