Motto tygodnia: Prezes jest już zdrowy jak ryba. Chyba...

SŁÓWKA PÓŁGŁÓWKA

numer 05/17

Ziobro o bardzo małym rozumku leżał pod dębem i wcinał jagody. Wcześniej je aresztował, osądził i skazał na pożarcie. – Co robisz? – zapytał Jaki o jeszcze mniejszym rozumku. – Wcinam jagody i myślę, jak by tu wyłapać wszystkie sowy ze stuletniego lasu i poobcinać im skrzydła. – Po co?, – Bo mnie wkurzają. Mają skrzydła i potrafią latać, a ja nie. To niesprawiedliwe. – Co robicie? – zapytał Wójcik o najmniejszym rozumku. – Chcemy przywrócić sprawiedliwość – odparł Jaki. – Po co?, – Żeby sowy nie mogły latać. Rozmowie trzech urwisów przysłuchiwał się Strzembosz. Strzembosz był stary, miał długie uszy i jeden złamany siekacz. – Zostawcie sowy w spokoju – powiedział Strzembosz i zastrzygł uszami. – Tak już w stuletnim lesie jest, że jedni potrafią latać, a inni nie. Zawsze tak było. – To niesprawiedliwe – powtórzył Ziobro. – Powinno być tak, że latać mogą albo wszyscy, albo nikt. – No to nauczcie się latać i będzie sprawiedliwie – powiedział Strzembosz, ponieważ był nie tylko stary, ale również mądry. Przez trzy dni usiłowali nauczyć się latać. Ziobro zrobił skrzydła z gałązek jałowca i przywiązał je sobie do łapek. Jaki nazbierał ptasich piórek, które skleił pszczelim kitem. Wójcik najadł się grochu i powiedział, że stawia na technologię odrzutową. Gdy Ziobro nie mógł wzlecieć, Jaki spadł z drzewa na pysk, aWójcik dostał rozwolnienia, Ziobro powiedział: – Nigdy nie nauczymy się latać. Strzembosz nas oszukał. A oszustów trzeba aresztować i przykładnie ukarać. Już nikt nigdy przez Strzembosza oszukany nie będzie. Zawołajcie Błaszczaka. Błaszczak w ogóle nie miał rozumku. – Nie mogę złapać Strzembosza, bo jestem zajęty łapaniem sów – powiedział. – Ile już ich złapałeś? – zapytał Wójcik, a potem pobiegł w krzaki, ale nie zdążył rozpiąć spodenek. – Żadnej. Jak tylko do którejś podchodzę, to ona fru! i odlatuje. Gdyby sowy nie miały skrzydeł, to wszystkie bym wyłapał. – Strzembosz nie ma skrzydeł – powiedział Jaki. – A do tego jest stary i nie umie szybko biegać. Nie ucieknie. Błaszczak spostrzegł Strzembosza na polanie, gdzie przykucnął pod kępą trawy i gryzł marchewkę. Błaszczak zaczaił się za drzewem, a gdy Strzembosz pokicał w jego kierunku, rzucił się na niego z okrzykiem: – Łapać oszusta!, I złapał marchewkę, której zostało tylko pół. Strzembosz bowiem był nie tylko stary i mądry, ale posiadł także sztukę znikania. PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

[email protected]

AVEVALUE| 5730

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.