Motto tygodnia: Za Platformy ciepła woda z kranu, za PiS-u koncertowy zamach stanu.

Autor
PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Słówka półgłówka

numer 46/16

Wołano go Kwasimodo. Był najbardziej pożądanym mężczyzną w Polsce. Wyglądał jak pokraka: miał garb, lewą nogę krótszą od prawej, szpotawe stopy i powykręcane ręce. Jedno oko osadzone bliżej nosa, drugie dalej. Warga rozszczepiona i krzywe zęby. W ostatnich wyborach głosował na Dudę i PiS. Do tego miał wzmożony popęd płciowy i prawdziwy skarb – trisomię trzynastej pary chromosomów. – Po zapłodnieniu przez mojego brata – podczas konferencji prasowej wyjaśniał brat Kwasimoda, Janusz, z zawodu biznesmen – chromosomy dziecka poczętego nie rozchodzą się podczas drugiego podziału mejotycznego. Powoduje to urodzenie przez zapłodnioną kobietę dziecka, przeważnie chłopca, z zespołem Pataua. – Co to jest? – spytała dziennikarka bulwarówki słynąca z tego, że wszystkie swoje publikacje zaczynała od słów: „To nieprawdopodobne! I zdarzyło się w Polsce”. – Patatau, patatau, Polska to jest cudny kraj – zażartował Janusz, ale zaraz spoważniał. – Zespół Pataua to choroba genetyczna charakteryzująca się mnóstwem wad, na przykład anoftalmią, mikroftalmią, hipoteloryzmem lub cyklopią, że wymienię tylko najcięższe wady wzroku. – Cyklopia ma coś wspólnego z cyklopami z mitologii, które miały tylko jedno oko? – zapytał dziennikarz niepokorny pisujący o polityce historycznej. – Jedno lub trzy… – odparł Janusz – … troje. W każdym razie nie dwa oka… oczy. Ale trzy oczy to, można powiedzieć, małe miki, w porównaniu do innych wad takich jak: pozaosiowa polidaktylia kończyn, dekstrokardia, wodonercze, hipotonia mięśni, wnętrostwo… Do wyboru, do koloru. Ale nie wady są tu najważniejsze. Najważniejsze, że takie dziecko umiera praktycznie od razu po urodzeniu. – Nieprawdopodobne… – jęknęła dziennikarka z bulwarówki. – Jakie jest prawdopodobieństwo urodzenia dziecka z zespołem Pataua? – rzeczowo zapytał Klaudiusz Pobudzin, redaktor naczelny „Teleexpressu”. – W Polsce raz na dwanaście tysięcy urodzeń. Ale jeśli ojcem jest mój brat, sto procent – odpowiedział z dumą Janusz. – Czy może urodzić się martwe? – drążył Pobudzin. – Bo wtedy nici z czterech tysięcy. – Człowiek to nie ośmiordzeniowy procesor – błyskotliwie odparł Janusz. – Prawdopodobieństwo przyjścia na świat martwego dziecka oceniam na zero przecinek zero siedem procent. – A czy po urodzeniu może żyć za długo? – zapytał dziennikarz śledczy z tygodnika „wSieci”. – Co pan redaktor ma na myśli?, – No, tak długo, że nie będzie się opłacać…, – Proszę państwa, od czego są ubezpieczenia? – zapytał Janusz. – Moja firma za naprawdę niewielką opłatą oferuje matkom, które zdecydują się na zapłodnienie przez mojego brata, odszkodowanie, jeśli dziecko urodzi się martwe lub po urodzeniu będzie żyło dłużej niż sześć tygodni. – No dobrze, ile to kosztuje? – spytał dziennikarz ekonomiczny z „GazetyPolskiej”. – Wszystko znajdą państwo w materiałach reklamowych. Powtórzę jednak: zapłodnienie przez mojego brata kosztuje tysiąc złotych plus podatek VAT. To czysty interes dla matki, która po urodzeniu dziecka z zespołem Pataua dostaje cztery tysiące netto plus kwotę zasiłku pogrzebowego…, – Czy zapłodnienie odbywa się tylko, że tak powiem, twarzą w twarz, czy też rozważają państwo procedurę in vitro – zapytała telewizyjna dziennikarka lajfstajlowa. – Nie bądź głupia! – zawołał dziennikarz ekonomiczny z „GazetyPolskiej”. – In vitro jest za drogie. Skórka nie będzie warta wyprawki…, – A propos skórki: dzieci z zespołem Pataua cierpią na aplazję, czyli znaczny ubytek skóry głowy – powiedział Janusz. – Nieprawdopodobne… – westchnęła dziennikarka z bulwarówki.

AVEVALUE| 7002

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.