Motto tygodnia: Ecie-pecie, ecie-pecie, profesor Lech Morawski w Oksfordzie plecie.

Autor
PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Słówka półgłówka

numer 45/16

– Zrobimy to za pomocą tego. – Koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński rozkłada dłoń, na której leży coś tak małego jak ziarnko maku. Może dwa ziarnka. – Mucha? – dziwi się minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, zdejmując okulary, żeby przyjrzeć się ziarnku. – Bardzo mała mucha. – To nanodron – mówi Kamiński. – Najnowsza amerykańska broń do zwalczania terrorystów. Jest zaopatrzony w nanokamerę, nanoampułkę z trucizną i nanoigłę. Wypuszczamy go w pobliżu obiektu i naprowadzamy. Maleństwo ląduje na obiekcie; na jego głowie, karku albo uchu. Aplikuje truciznę i odlatuje. Obiekt umiera w ciągu trzydziestu sekund.

•••

Pomysł zamachu na Antoniego Macierewicza zrodził się w głowie Kamińskiego po kolejnej wpadce ministra obrony – który tym razem powiedział, że Rosjanie dostali od Turków trzy amerykańskie niewidzialne myśliwce przekazane im przez Tajwańczyków. A zastępca Macierewicza dodał, że Polacy nauczyli Tajwańczyków jeść pałeczkami. – Trzeba się pozbyć tego bałwana – rzucił Kamiński podczas nieformalnego spotkania najmłodszych ministrów gabinetu Beaty Szydło. I czekał na reakcje. Zareagował Ziobro. – Trzeba się pozbyć tego bałwana – powiedział minister sprawiedliwości podczas następnego spotkania, akurat po tym jak Macierewicz oskarżył Szwedów o to, że z pomocą Finów sprzedają Putinowi inteligentne torpedy, a wiceminister obrony dodał, że w czasie potopu polscy mnisi z Częstochowy sprzedali szwedzkim rajtarom plany niezbędne do produkcji samochodów Volvo.

•••

Najpierw zamach miał przeprowadzić gej-samobójca. Wkraść się w łaski Macierewicza, zaciągnąć go do łóżka i bum! – wyciągnąć zawleczkę z granatu zaczepnego RG-42. Niestety nie znalazł się żaden gej gotowy nie tylko na śmierć, ale nawet na seks z Macierewiczem. Potem zamachowcy rozważali użycie buldożera, który miał zgnieść limuzynę z Macierewiczem w środku jak puszkę piwa. W grę wchodziła również kamera telewizyjna z ukrytym karabinem maszynowym MG-34, a także mobilna komora gazowa, do której zamachowcy chcieli zwabić ministra obrony pod pretekstem dostarczenia mu dowodu na zamach smoleński. Wszystko spaliło na panewce. Aż do dziś, gdy Kamiński pokazał nanodrona.

•••

Dzień „Z”jak zamach, godzina zero. W czasie posiedzenia Rady Ministrów Kamiński wypuszcza nanodrona, który bezszelestnie jak ćma krąży nad stołem obrad. Już ma usiąść na łysiejącej głowie Macierewicza, gdy w pobliżu pojawiają się dwa inne nandrony. Jeden wyrzuca nanosiatkę, w którą wpada nanodron Kamińskiego i Ziobry. Do akcji przystępuje drugi nanodron: łapie nanodrona zamachowców i zabiera go w bezpieczną strefę.

•••

– To był zamach – mówi Macierewicz w świetle jupiterów. – Oto dowód. Na konferencji prasowej nie ma tak czułej kamery, która zdołałaby pokazać nanodrona na rozłożonej dłoni ministra obrony. – Powołałem podkomisję, która wyjaśni okoliczności zamachu – mówi Macierewicz z uśmiechem przyklejonym do twarzy. – Sprawcy zostaną schwytani, osądzeni i skazani.

AVEVALUE| 6910

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.