Motto tygodnia: Hop, siup, po kanapie! Berczyńskiego nikt nie złapie!

Autor
PRZEMYSŁAW ĆWIKLIŃSKI

Słówka półgłówka

numer 39/16

Zanim wiceminister obrony Bartosz Kownacki wszedł do pokoju Bartłomieja Misiewicza, zadał strażnikowi niezmienne od kilku dni pytanie: – Ciągle ssie palec?, Strażnik, którego minister Antoni Macierewicz na wszelki wypadek kazał postawić przed drzwiami pokoju Misiewicza, kiwnął głową.

•••

Misiewicz wyglądał jak ostatnie nieszczęście. Twarz opuchnięta od łez. Zmierzwione włosy. Brudny podkoszulek. Dookoła walały się zmięte opakowania po batonach i chipsach oraz puste butelki po coli. Misiewicz siedział na łóżku i ssał palec.– Cześć, Misiu! – zawołał Kownacki ze sztuczną radością w głosie. – Wszystko dobrze?, Misiewicz podniósł na gościa zamglony wzrok i odpowiedział, nie wyjmując palca z ust: – Sysko zle. Sysko balzo zle. Nidy nic nie było golse. – No, coś ty! A wyglądasz znacznie lepiej. Smakowały batoniki? Jeśli chcesz, każę ci przysłać nowe. – Powiedzieć, że Kownacki robił dobrą minę do złej gry, to nic nie powiedzieć. On po prostu wychodził z siebie. – Nie sce batonitów. Nie sce lizatów. Nie sce cetolady. – Słuchaj, to musi potrwać kilka dni. No, może kilka tygodni. Góra kilka miesięcy. Kurz opadnie, a ty w tym czasie zrobisz licencjat, zapiszesz się na studia magisterskie…, – Nie zapise sie. Nie sce studiów. Kownacki wolałby pojechać na misję do Afganistanu, dostać się pod ostrzał i stracić obie nogi. – Misiu, nie martw się – powiedział najspokojniej jak potrafił. – Chcesz, to szef da ci jakąś radę nadzorczą, nowy medal albo nawet dwa. – Nie sce medali. Nie sce zadnej lady. Do tej, tólą miaem, wsedł plotulatol i węsy. I co telaz będzie?, – Nic nie będzie. Jak prokurator wszedł, tak wyjdzie. Włos ci z głowy nie spadnie. Już nasz szef o to zadba. Twarz Misiewicza rozjaśniła się namoment. Wyjął palec z ust. – Szef? – zapytał, a w jego głosie słychać było drżące struny lutni. – Co z nim?, – Jak zwykle – odparł Kownacki. – Pracuje, pracuje i jeszcze raz pracuje. Na chwałę naszej ojczyzny kochanej i naszej kochanej armii. Trudno mu jest bez ciebie. – Dlaczego mnie nie odwiedzi? – załkał Misiewicz i zaczął ssać palec ze zdwojoną siłą. – Lacedo nie psyjdzie i nie potsyma mnie za lękę? Buuuuuu! Lacedo nie podłasce mnie po dłówce?, – Ależ pogłaszcze cię – rzekł Kownacki i niezgrabnie pogłaskał Misiewicza po od dawna nie mytych włosach. – Potrzyma cię za rękę i za co będziesz chciał. Musi tylko kupić kilka zestawów rakiet ziemia–powietrze i zakończyć wreszcie sprawę zakupu śmigłowców bojowych. No to co, będę leciał?, – Buuuuuu! – rozpaczał Misiewicz. Zanim Kownacki opuścił pokój, musiał zapukać w drzwi, żeby strażnik mu otworzył, wewnątrz bowiem nie było klamki.

[email protected]

AVEVALUE| 4673

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.