Motto tygodnia: Prezes jest już zdrowy jak ryba. Chyba...

Autor
M.Z.

Słodki nóż w plecy

numer 39/16

Przed 17 września 39 r. Polska już przegrała wojnę z Niemcami. Tak trafnie uważały Londyn,

Wminioną rocznicę 17 września oficjalna propaganda z większą niż w latach poprzednich natarczywością lansowała tezę o podwójnym wiarołomstwie mocarstw zachodnich wobec Polski w 1939 r. Nie dotrzymały zobowiązań i nie wszczęły ofensywy na froncie zachodnim. A gdy, korzystając z takiej sytuacji, od wschodu Polskę zaatakował ZSRR, zareagowały na to bardzo umiarkowanie. W rezultacie „bezczynnośćFrancji iWielkiej Brytanii zaprzepaściła szansę na szybkie pokonanie Niemiec, a przy tym doprowadziła do uszczuplenia sił koalicyjnych o niemal milionową armię polską” – czytamy w oficjalnym „Przewodniku po historii Polski”. Modna stała się też teza, że nawet po klęskach poniesionych przez armię polską w pierwszych dwóch tygodniach wojny można było pokusić się o odwrócenie jej biegu. Skupienie reszty wojsk polskich na przedmościu rumuńskim i twarda obrona dałyby dodatkowy czas dla mocarstw zachodnich na podjęcie ofensywy, która odciążyłaby front polski, umożliwiając kontrofensywę i wyparcie wroga z zajętych terenów. Sowiecka agresja, którą mocarstwa zachodnie zbagatelizowały, tę szansę przekreśliła. Ten optymistyczny wariant alternatywny, rzekomo zmarnowany, to jednak tylko spóźnione fantazje. Wrzeczywistym przebiegu historii nikt tego wariantu nie brał pod uwagę. Rzeczywiście

reakcja mocarstw zachodnich

na 17 września była umiarkowana. Mocarstw tych agresja radziecka nie zaskoczyła, spodziewały się jej, znały bowiem z doniesień wywiadu tajny protokół do układu Ribbentrop–Mołotow. Nie miały też wątpliwości co do jej kwalifikacji z punktu widzenia prawa międzynarodowego. Ambasador brytyjski w Moskwie William Seeds, informując 17 września Londyn o wydarzeniach, zauważył: „Niewidzę, jaką korzyść miałaby nam przynieść wojna ze Związkiem Radzieckim, chociaż osobiście z największą przyjemnością zadeklarowałbym ją wobec pana Mołotowa”. Premier Wielkiej Brytanii zwołał 17 września specjalne tajne posiedzenie gabinetu wojennego, na którym ustalono stanowisko wobec sprawy polskiej. Zgodzono się z opinią premiera, że o losie Polski rozstrzygnie wynik całej wojny, po zwycięstwie zostanie odbudowana. Zdecydowano wystosować do rządu ZSRR protest, starannie jednak unikając określenia „agresja” i wyrażając zadowolenie z tego, że ZSRR nadal deklaruje neutralność w konflikcie europejskim. Notę podobnej treści wystosowała Francja. Minister Beck w nocie wysłanej już z Rumunii prosił obydwa zachodnie państwa sojusznicze o „ostry”protest. Zastrzegł jednak, że rząd polski rezerwuje sobie „dalszeżądania wynikające z obowiązujących umów”. To sformułowanie spotkało się z niezadowoleniem Anglików, którzy w rozmowach dyplomatycznych ripostowali, że w tajnym protokole do układu o gwarancjach dla Polski zastrzegli, że ich zobowiązania odnoszą się jedynie do relacji z Niemcami, a nie ze Związkiem Radzieckim. Wypominając zachodnim aliantom ich brak solidarności z Polską po 17 września, nasza

polityka historyczna

starannie unika refleksji nad motywami takiego stanowiska aliantów. W domyśle pozostają głupota i krótkowzroczność lub wyzuty z wartości egoizm.

Paryż, Berlin i Moskwa.

Anglicy mieli z uzasadnieniem swego stanowiska pewne kłopoty. Część prasy brytyjskiej bowiem dość ostro reagowała na radziecką inwazję, widząc w tym akt wrogi nie tylko wobec Polski, ale też wobec Wielkiej Brytanii, uzasadniający zastosowanie sankcji wynikających z gwarancji udzielonych Polsce. Rząd brytyjski nie mógł publicznie odwołać się do treści tajnego protokołu. Jednak stopniowo w różnych wystąpieniach i debatach stanowisko swoje dość precyzyjnie wyłożył i uzasadnił. Wówczesnej ocenie zachodnich aliantów wojna Polski z Niemcami była już

definitywnie przegrana.

Szans na jej skuteczną kontynuację nie widziano. Zresztą również kierownicze koła polskie ogarnął nastrój upadku ducha i paniki. Znany historyk Paweł Wieczorkiewicz przytacza opinię gen. Kazimierza Sosnkowskiego, sprawnie koordynującego działania na froncie południowym, w Galicji. „Wojnapo stronie polskiej zaczynała tracić” – pisał – „charakteroperacji regularnych, nabierała cech jakiejś partyzantki na wielką skalę. Fikcją był »front« (…) olbrzymia przestrzeń, wzdłuż której działały gdzieniegdzie izolowane grupy wojska”. Jerzy Łojek zwraca zaś uwagę na pośpiech, z jakim nad ranem 14 września Rydz-Śmigły zarządził ewakuację Naczelnego Dowództwa, Prezydenta i rządu na Pokucie do pogranicznego z Rumunią zakątka województwa stanisławowskiego, mimo że w ręku polskim pozostawało jeszcze w całości 5 wschodnich województw. O nastroju paniki świadczył według Łojka również pośpiech, z jakim agendy rządowe opuszczały kraj kilka dni później. Prezydent i rząd w pogranicznym miasteczku Kuty wieczorem 17 września, a Wódz Naczelny kilka godzin później. Armia Czerwona dotarła do Kut dopiero 20 września, tego dnia w obronie mostu na Czeremoszu zginął znany pisarz Tadeusz Dołęga-Mostowicz. Rządy mocarstw zachodnich, zwłaszcza rząd brytyjski, jedynie warunkowo i niechętnie akceptowały

wschodnią granicę II RP.

Granica ta została ustanowiona w wyniku wojny polsko-ukraińskiej na odcinku galicyjskim w 1919 r. a polsko-radzieckiej w całości w 1920 r. Konferencja pokojowa w Paryżu akceptowała tę granicę z ociąganiem i warunkowo – odcinek galicyjski w postaci mandatu na 25 lat decyzją z 21 listopada 1919 r. a całość po Traktacie Ryskim dopiero w maju 1923 r. i to z zastrzeżeniem, że Polska wykona postanowienia tzw. małego traktatu wersalskiego w sprawie autonomii dla Ukraińców. Te zastrzeżenia ożyły po wrześniu 1939 r. Winston Churchill, wtedy członek gabinetu wojennego, w radiowym wystąpieniu mówił: „Mogliśmysobie życzyć, aby rosyjskie armie stanęły na obecnej linii jako przyjaciele i sprzymierzeńcy Polski, zamiast stanąć tam jako najeźdźcy. Ale to, że rosyjskie armie musiały stanąć na tej linii, było jasne i niezbędne ze względu na niebezpieczeństwo grożące Rosji ze strony nazistowskich Niemiec.”. Z większą otwartością, wręcz brutalnie, wypowiedział się w tej sprawie George Lloyd George, sędziwy, ale szanowany były premier z czasów I wojny światowej. W artykule na łamach „SundayExpress” pisał: „Białoruśnie jest polska, nie jest nią Ukraina. Oba te kraje zamieszkane są przez rasy zupełnie odmienne od Polaków. Polacy podbili Białoruś i odebrali ją Rosji w czasie wojny 1920 r. Polska część Ukrainy została zaanektowana w 1919 r. przy użyciu sił zbrojnych, mimo zbrojnego oporu ludności tej prowincji. Rada Aliancka w Paryżu w 1919 r. protestowała gwałtownie przeciwko akcji Piłsudskiego, zmierzającej do aneksji przemocą tych obszarów. Rosjanie nie domagają się nawet jarda ziemi polskiej. Ogromna większość ludu ukraińskiego zamieszkuje w radzieckiej Ukrainie, która jest integralną częścią ZSRR. Traktat Wersalski nie uznał gwałtu dokonanego przez Piłsudskiego, To samo dotyczy Wilna, które zostało zaanektowane przez Piłsudskiego mimo formalnego protestu Ligi Narodów”. Polska ambasada w Londynie protestowała przeciw tej wypowiedzi, ale z niewielkim skutkiem. Były nawet kłopoty z zamieszczeniem w prasie artykułu polemicznego. Obydwa mocarstwa zachodnie liczyły na to, że

przymierze radziecko-niemieckie,

ustanowione paktem Ribbentrop–Mołotow, nie potrwa długo. Churchill w poufnych notach dla rządu i publicznie wyrażał przekonanie, że wspólna granica Niemiec i ZSRR na terytorium Polski zaostrzy konflikty interesów obu państw. Pisał nawet o „froncie”,który został w ten sposób otwarty i którego Niemcy nie będą mogły zlekceważyć. Historiografia anglosaska zresztą nadal to stanowisko podtrzymuje. Henry Kissinger politykę Stalina z lat 1939–1941opisał tak: „Paktz Hitlerem w 1939 r. pozwolił mu na odsunięcie wojny o 2 lata, a traktat o nieagresji z Japonią w maju 1941 r. pozwolił mu w 6 miesięcy później na przerzucenie dalekowschodniej armii na zachód do bitwy o Moskwę, co zadecydowało o korzystnym dla ZSRR wyniku całej wojny”. Nie sposób nie zauważyć, że stanowisko mocarstw zachodnich, chociaż dla Polski nieprzyjemne, generalnie się sprawdziło, okazało się

trafne i realistyczne.

Granica wschodnia Polski, wytyczona wówczas, skorygowana na rzecz Polski w regionie Białegostoku, ostała się mimo zmieniających się realiów geopolitycznych, nawet mimo rozpadu ZSRR. Trafne też okazały się przewidywania konfliktu niemiecko-radzieckiego. Trudno oprzeć się wrażeniu, że uporczywe trwanie polskiego rządu emigracyjnego przy odmowie uznania realiów granicznych z ZSRR, wbrew radom brytyjskiego sojusznika, miało dla tego rządu i dla sprawy polskiej konsekwencje ujemne. Nie tylko wpychało Polskę w konflikt z ZSRR, ale też stopniowo izolowało ją w całej koalicji antyhitlerowskiej. Inna polityka i pogodzenie się w porę z nieuchronną utratą Kresów prawdopodobnie umożliwiłyby wynegocjowanie korzystniejszego przebiegu granicy wschodniej, a na pewno oszczędziłoby strat związanych z akcją „Burza”i powstaniem warszawskim. Zapewniłoby też mocniejsze poparcie Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Dzisiejsza apologia polityki, która owocowała wyłącznie porażkami, psuje kulturę polityczną i zdolność poprawnej orientacji w realiach polityki światowej. Zwłaszcza gdy stanie się wytyczną nauczania szkolnego, na co się zanosi.

Wykorzystano m.in.: – Jerzy Łojek „Agresja.17 września 1939”, Warszawa 1990; – Paweł Wieczorkiewicz „Historiapolityczna Polski 1935– 1945”, Warszawa 2005; – Henry Kissinger „Dyplomacja”,Warszawa 1996; – Winston S. Churchill „TheGathering Storm”, New York 1948.

Foto autor| Ilustr. WŁODEK KIERUS, Foto popis| Mocarstwa zachodnie skłonne były traktować radziecko-niemieckie przymierze jako z obu stron próbę zyskania na czasie w przygotowaniach do przyszłego konfliktu. AVEVALUE| 21036

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.