Motto tygodnia: Gdy Szydło słyszy spicz Junckera, czuje się jak jasna cholera.

Autor
BOŻENA DUNAT

Skazani na dzieci

numer 46/16

Zgwałcił. Został skazany za gwałt. Znów zgwałcił. Albo jeszcze gorzej: zgwałcił dziecko. Został skazany za gwałt na dziecku. Znów zgwałcił dziecko.

Historie z pierwszych stron gazet: Michał siedział za gwałt w więzieniu w Kluczborku, wyszedł na przepustkę dla ratowania zdrowia i zgwałcił kobietę. Bartosz odsiedział karę za brutalny gwałt na 9-latku. Po wyjściu na wolność w Grudziądzu ogłuszył innego chłopca kamieniem, potem zgwałcił. Podobnie Piotr. Siedział za wykorzystywanie seksualne dzieci. Niecały miesiąc po opuszczeniu więzienia w Chrzanowie wciągnął na teren ogródków działkowych i zgwałcił 10-latka. Dla społeczeństwa gwałciciele to bezmózgi margines. Trzeba natychmiast przypalić im jaja rozpalonym prętem. A jeszcze lepiej je wyrwać. Mało kto wie, że nawet chirurgiczna kastracja dorosłych mężczyzn nie wygasza ich popędu seksualnego, który poprzez dotychczasowe doświadczenia jest zakodowany w ośrodkowym układzie nerwowym. Choć zaburzenia tego typu są nieuleczalne, można nauczyć sprawcę kontroli instynktów. I to jedyna droga, bo przecież w Polsce kary śmierci nie ma.

Pedofil

Krzysztof z Gliwic ma 27 lat. Wykorzystał chłopca. Tak wyszło. Biegli orzekli osobowość niedojrzałą oraz zaburzenia preferencji seksualnej w postaci pedofilii. Po odbyciu kary miał odbyć leczenie w warunkach ambulatoryjnych w poradni w Krakowie. Niby niedaleko – 108 km w jedną stronę. Ale nie mógł znaleźć pracy. Rodzina wypięła się. Nie miał skąd wziąć na bilet. Do Krakowa nie pojechał. Małopolska służba zdrowia wzorowo współpracuje w wymiarem sprawiedliwości. Poradnia natychmiast powiadomiła sąd, że Krzysztof nie skontaktował się z ośrodkiem leczenia. Po ośmiu dniach sędzia zlecił policjantom dowiezienie Krzysztofa do doktora. Wprzychodniach są kolejki; policjanci ledwo nadążają ze standardowymi zadaniami; Krzysztof zatrzymał się u znajomych, zatem trudno go było znaleźć. Minęło 20 dni, zanim z przybocznymi stawił się w poradni. Myślał, że konwojenci poczekają, aż skończy wizytę. Ale nie. – Tak nie może być, przecież chcę się leczyć, moje zdrowie to wspólny problem mój i Polski. Boję się, że znów zaatakuję jakiegoś chłopca – poprosił sąd o wyznaczenie ośrodka bliżej miejsca zamieszkania. – Jeżdżenie 2 razy w miesiącu do Krakowa to dla mnie za drogo. Nawet jeśli policja będzie mnie dowozić na leczenie, przecież nie mam pieniędzy na powrót!, Sąd nie odpisał. Krzysztof nie pojechał do Krakowa na kolejną terapię, bo był pewien, że sąd nie ma czasu, ale ma rozum. Zrozumie i zmieni adres przychodni na gliwicki. 16 dni później poradnia z Krakowa powiadomiła sąd, że skazany przerwał leczenie. Korespondencja przyspieszyła: sąd napisał do policji o doprowadzenie Krzysztofa. Policja do sądu, że skazany nie otwiera drzwi. Potem, że udało się złapać kontakt. Krzysztof wolał jednak podróżować bez funkcjonariuszy. Przełamał się, poprosił o pomoc finansowąna podróże gminną oraz powiatową opiekę społeczną. Skoro sąd nie znalazł możliwości zamiany przychodni z krakowskiej na gliwicką… Naturalnie poinformował o zabiegach sąd. – Spadaj! – odpowiedziały opieki. Wyciągnął łapę po szmal do kuratora. Bezskutecznie. Pisma gonią pisma. Przychodnia znów doniosła sądowi, że skazany nie pojawił się na leczeniu. Sąd kazał policji, żeby robiła za taksówkę. Skazany bombardował sąd adresami placówek na terenie Gliwic, w których chętnie będzie kontynuował leczenie. Przychodnia zKrakowa meldowała, że gwałciciela jak nie było, tak nie ma. Żeby nie było na nią, jeśli znów skrzywdzi dziecko! Wreszcie sąd stanął na wysokości zadania i zdecydował o przyznaniu Krzysztofowi pomocy postpenitencjarnej na przejazdy w wysokości 52 zł. Niestety, nie było wolnych środków. Płyną więc kolejne pisma przychodni do sądu, że gwałciciel się nie stawia. Sądu do policji, że doprowadzić. Policji, że nie zdołała namierzyć skazanego. Finał: postanowienie sądu o zmianie leczenia ambulatoryjnego na zakład zamknięty o wzmocnionych zabezpieczeniach. Krzysztof trafił za kraty. Siedzi.

Raptofil

Zgwałcił. Dlaczego? Stefan ze Szczecina nie potrafi wyjaśnić. Wyszedł późno z pracy, zobaczył tę kobietę, w parku Kasprowicza pusto… To był impuls. Przemożna chęć, której nie potrafił się oprzeć. Gdy zaspokoił pożądanie, poczuł przerażenie. Ona uciekła, gubiąc but. On bezmyślnie przyglądał się znoszonemu mokasynowi. Czy to byłem ja? Co teraz?, Szedł do domu prostą drogą, nie unikając kamer miejskiego monitoringu. Z ulgą powitał policję. Nie kłamał. – Tak, zgwałciłem – przyznał się i zrelacjonował szczegóły. Z badań wiadomo, że robi tak co trzeci zatrzymany w sprawach o pedofilię bądź gwałt. – Raptofilia – usłyszał od biegłych. – Może pan to powtarzać…, Raptofilia to odmiana sadyzmu. Zaburzenie polega na osiąganiu pełnego zaspokojenia przez gwałcenie partnerów seksualnych. Gorzej niż np. froteryzm, czyli ocieranie o ciało obcej osoby, wąchactwo czy oglądactwo. Tamte zboczenia rzadko kończą się u prokuratora. Podstawowi klienci organów ścigania to raptofile i pedofile. – Konieczne leczenie – stwierdził seksuolog. – Ma zaburzenia osobowości – ocenił psycholog. – Deficyt w kontroli nad emocjami i popędami. – Poczytalny – uznali biegli. Podobnie jak 86 procent sprawców takich czynów. Trzeźwy, czysty od narkotyków. Podobnie jak 60 procent nowych kolegów. Kodeksy nakazują w podobnych przypadkach odbywanie kary w systemie terapeutycznym. W polskich realiach najczęściej odosobnienie jest najpierw, leczenie potem. – 2 lata więzienia – zdecydował sąd. Stefan bał się krat, a przede wszystkim „środka zapobiegawczego w postaci leczenia”. Co to będzie? I czy będzie skuteczne?, Statystyki są jednoznaczne.

80 procent sprawców przestępstw seksualnych popełnia je kolejny raz.

Jakie jest ryzyko recydywy w jego przypadku? Bywa, że tacy jak on, skruszeni, wychodzą na wolność i niespodziewanie dla siebie gwałcą jednej nocy 3 kobiety. – W Polsce nie sposób ocenić zagrożenia. Na razie są prowadzone prace nad adaptacją narzędzi, dzięki którym można dokonywać pomiaru ryzyka recydywy. – Rozłożył ręce biegły.

Podrywacz

Stefan opuścił więzienie po 472 dniach odsiadki. Doliczono mu dni, które spędził w areszcie. W sumie 2 lata za kratami. Owszem, miał sesje z psycholożką. Anna wyglądała na 40 lat, nosiła krótkie, obcisłe spódnice. – No to mam gwałciciela – powiedziała podczas pierwszego spotkania. – Alkoholik? – zapytała, bo nie miała żadnych danych na jego temat. Akta wraz z opiniami biegłych zostały przecież w sądzie. – Nie wolno pić, alkohol powoduje, że puszczają hamulce…, Nie prostował, że pił wyłącznie czerwone wino podczas świąt rodzinnych. Ona mówiła, on wyłączał się. Gapił się na jej nogi. – A fe! – beształa go zalotnie. Starał się o przedterminowe zwolnienie. Nie wyszło. – Takich jak ty nie wypuszczamy. Nikt nie chce odpowiedzialności – wyjaśnił wychowawca. – Masz się leczyć – przypomniał na do widzenia. – W ciągu miesiąca poradnia w Warszawie, adres… – Tak daleko? – zdumiał się. W domu w Szczecinie nic nie było jak przedtem. Siostra wyszła za mąż, miała dziecko. w jego pokoju urządzono sypialnię Kasi. Matka zrobiła herbatę, rzuciła na stół herbatniki. – Możesz zostać noc albo dwie. Wstyd taki… Szanowany urzędnik. Miejsca nie ma. – Wykąpię się – powiedział. Matka pokazała reklamówki na szafie. – Tam masz ciuchy już spakowane… Prysznic wziął u kolegi. – Zostanę na kilka nocy – obiecał. Żona kumpla powiedziała wprost: – Nasz dom to nie melina. Mamy córkę, ręce cię mogą zaświerzbić. Znalazł robotę na budowie. Dyszka za godzinę. Sypiał na budowie. Na najbliższy poniedziałek wziął wolne, pojechał do Warszawy rozpocząć leczenie. – Nic z tego – usłyszał we wskazanym szpitalu. – W tym roku Narodowy Fundusz Zdrowia nie podpisał umowy.

Recydywiści

Anna Więcek-Durańska z Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości, czyli jednostki naukowej Ministerstwa Sprawiedliwości, poprosiła sądy o nadesłanie akt spraw przestępstw seksualnych popełnionych w związku z zaburzeniami preferencji seksualnych. Przeanalizowała 42 przypadki. Wnioski zawarła w raporcie „Orzekaniei wykonywanie środka zabezpieczającego wobec sprawców przestępstw seksualnych wykazujących zaburzenia preferencji seksualnych”. Sprawcy to z pozoru normalni ludzie, żadna degrengolada. 53 procent stanowią osoby aktywne zawodowo i prawidłowo funkcjonujące w pozostałych rolach społecznych. W dwóch przypadkach jednocześnie pracujące i studiujące. W większości przypadków sprawca został zatrzymany po dokonaniu pierwszego przestępstwa. Ale to ustalenie umowne. Najczęściej znaczy tyle, że poprzednim razem nie został przyłapany i ze względu na upływ czasu nie sposób ustalić konkretów. Rekordziści dokonali wcześniej 15, 18, a nawet 20 przestępstw. Tylko wobec co czwartego sprawcy sąd nakazał, aby odbył karę w systemie terapeutycznym. Wybrańcy trafili do 11 pierdli. Tylko 4 zwróciły się do sądów o przesłanie opinii biegłych. Pozostałe uznały, że pogłębiona wiedza o skazanym jest psychologom więziennym niepotrzebna. Po wyjściu na wolność wszystkich czekało dalsze leczenie. Czy i gdzie zostanie podjęte – o tym rozstrzyga Krajowy Ośrodek Seksuologii Sądowej. Wydawałoby się, że powinien chcieć wiedzieć o skazanym jak najwięcej. Tymczasem tylko w jednym przypadku KOSS zwrócił się do zakładu karnego z prośbą o przesłanie opinii i informacji o terapii skazanego i jej rezultatach. W pozostałych przypadkach

nikogo nie interesowało, czy więzień był agresywny. Czy próbował ucieczek?, Samouszkodzeń? Czy pracował z nim psycholog, a jeśli tak, jakie są efekty?

Odległość przychodni, w której skazany ma podjąć leczenie, od stałego miejsca zamieszkania wydaje się najmniejszym problemem, choć czasem chodzi o 600 km w jedną stronę. A były więzień nie ma na bilet. Można powiedzieć: to w zasadzie bez znaczenia. Bo jeśli nawet skazani stawiali się na leczenie, placówki odsyłały ich, bo nie miały aktualnej umowy z NFZ albo odpowiedniego specjalisty. To zjawisko masowe. Delikwenci pozostawali więc na wolności, zdani na siebie, bez wsparcia terapeutycznego i farmakologicznego. Czasem karano ich za błędy systemu, umieszczając w zakładzie zamkniętym.

Adam

Najfajniej jest w Gdańsku. Tamtejsza Temida boryka się z problemem Adama, wielokrotnego gwałciciela, który 3 gwałtów miał się dopuścić w trakcie trwania swojego procesu o gwałt.

Foto autor| Rys. MARCIN BONDAROWICZ, AVEVALUE| 30089

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.