Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Autor
MARIAN ŚRUT

Rycie pod stodołą

numer 48/16

W wykopaniu Żydów ze stodoły bardziej przeszkadza śp. Lech Kaczyński niż antypolskie knowania Judejczyków.

Aby zbliżyć się do prawdy, wcieliłem się w rolę zagorzałego patrioty i napisałem do dr Ewy Kurek, historyczki z KUL, stojącej na czele Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej o Przeprowadzeniu Ekshumacji na terenie Stodoły w Jedwabnem. Ciało to, jak nazwa wskazuje, zbiera podpisy pod obywatelskim projektem aktu prawnego zobowiązującego „rząd Rzeczypospolitej Polskiej do przeprowadzenia ekshumacji w stodole, która zgodnie z polskim i żydowskim prawem oraz żydowską religią – jest warunkiem ustalenia prawdy historycznej o wydarzeniach 1941 roku i podstawą do ich sprawiedliwej oceny”.

Getto z tancbudą

W związku z tym machnięty przeze mnie kawałek brzmiał następująco: „Zzainteresowaniem i życzliwością przyjąłem powstanie obywatelskiego projektu inicjatywy ustawodawczej zobowiązującej rząd do przeprowadzenia ekshumacji na terenie stodoły w Jedwabnem, albowiem według mnie – i wielu moich znajomych – pora powiedzieć "dość"!”Żydom bezkarnie plującym na Polaków, Orła i Rzeczpospolitą. Jednak przed złożeniem podpisu poparcia powstrzymują mnie oraz mych znajomych pewne niejasności, w związku z czym proszę o odpowiedź na poniżej zaprezentowane pytania:, 1. Z posiadanych przeze mnie informacji wynika, że w latach 90. XX wieku posługiwała się Pani nazwiskiem "Kurek-Lesik". Co Panią skłoniło do zmiany nazwiska?, 2. W swych publikacjach twierdzi Pani, że obecne władze nie są przychylne projektowi, czego wyrazem jest m.in.postawa Regionalnej Izby Obrachunkowej i wojewody, nie podając jednak, o jaką izbę chodzi i jakiego wojewodę ma Pani na myśli ani nie ukonkretniając sposobu, w jaki obie instytucje ingerują w zbieranie podpisów pod projektem. Proszę zatem o konkrety”. Nie spodziewałem się odpowiedzi. Obawiałem się, że wrodzona czujność uczonej głoszącej, iż podczas II wojny Żydzi sami sobie wybudowali getta i bardzo im się tam podobało, bo bywali w tancbudach i teatrach oraz bez przeszkód realizowali swe wieczne pragnienie autonomii, sprawi, że z łatwością zwietrzy prowokatora. Myliłem się.

Życiowe zawiłości

„W latach osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych posługiwałam się dwoma nazwiskami Kurek-Lesik. Po śmierci mojego męża (wypadek samochodowy), ponieważ wyszłam powtórnie za mąż i dziecko z drugiego małżeństwa nie nazywa się Lesik (wodróżnieniu od dwójki dzieci z pierwszego małżeństwa), w sprawach zawodowych wróciłam do mojego panieńskiego nazwiska Kurek, aby dla całej trójki moich dzieci, a dziś już także wnuka, ich matka i babka była już po równo tylko Ewa Kurek. Nie ma w tym więc żadnej tajemnicy, a jedynie życiowe zawiłości” – odpowiedziała pani doktor, kojąc mój niepokój, albowiem dowiedziałem się, że życiowe zawiłości zdarzają się nie tylko Żydom, ale i Polkom z krwi i kości.

Tylec burmistrza

„Jeślichodzi o izby obrachunkowe i wojewodów– kontynuuje historyczka, chcąc mnie zachęcić do złożenia autografu – to uważny czytelnik moich artykułów może zorientować się, że chodzi o rejon Białegostoku. W pierwszym bowiem artykule inicjującym zbieranie podpisów był burmistrz Jedwabnego, a w drugim opublikowałam fragment jego listu, w którym pisze, że ponieważ władze (izba obrachunkowa i wojewoda) naciskają, burmistrz włącza się do projektu jedynie jako osoba prywatna”. Passus ten nieco mnie rozczarował – od historyka walczącego z kłamstwem jedwabieńskim można i należy oczekiwać daleko większej precyzji. Zwłaszcza że burmistrz Jedwabnego Michał Chajewski, pisuar jak się patrzy, w liście do madame Kurek spłodził taki oto kawałek: „Uprzejmie proszę o nie umieszczanie pod listą podpisów adresu Urzędu Miejskiego w Jedwabnem. My jako jednostka samorządowa musimy poruszać się w zakresie podjętych przez radę miejską uchwał. Dotyczy to miejscowego prawa i finansów. Nie możemy działać poza granicami gminy. Może i będzie to na pewno kwestionowane przez RIO i Wojewodę. Będziemy społecznie zbierać podpisy i dostarczę je osobiście i na swój koszt pod wskazany przez Panią adres. Nie chcemy i nie możemy być organizatorem w skali kraju, a tym bardziej poza granicami Polski”. Czyli nie napisał, że RIO i wojewoda dobrali mu się do tyłka, ale że przewiduje, iż jego tyłek może stać się przedmiotem westchnień i z powodu obaw o ciąg dalszy wycofuje się. To wielka różnica. Fakty bowiem są takie, że wbrew twierdzeniom dr Kurek ani RIO w Białymstoku, ani wojewoda podlaski w sprawie pomocy gminy Jedwabne w zbieraniu podpisów pod projektem ustawy wykopkowej nigdy nie interweniowali ani nie naciskali.

Dobre imię

Powyższy dysonans poznawczy wzniecił w mym patriotycznym sercu niepokój, bo rozwikłania tajemnicy stodoły jedwabieńskiej nie można powierzyć komuś, kto myli się w kwestiach tak rudymentarnych. Wszak może on naród zwieść na manowce, niedostatecznie dowodząc, że Żydzi dokonali samospalenia, i na orle wciąż będą lądować plwociny Judejczyków. Na koniec Ewa Kurek nieco mnie natchnęła, pisząc: „Niestety, z niezrozumiałych powodów władze PiS rzeczywiście nie są przychylne projektowi, co bardzo mnie smuci. Całym sercem wspieram PiS w ich dobrych rządach, ale ponieważ sprawa Jedwabnego to dobre imię Najjaśniejszej Rzeczypospolitej i nas wszystkich, walczę z PiS o ekshumację i dobre imię Polski i Polaków, bo taki jest mój obowiązek historyka”. Jako patriota ten fragment odpowiedzi uznałem za lekko krzepiący, bo zanosi się na to, że mimo wiatru historii wiejącego wprost w oczy, uczona pisuarom nie odpuści i o ekshumację w stodole walczyć będzie do krwi ostatniej. A gra jest warta świeczki.

Bezbłędny Bóg

Po zbadaniu ciała śp. Lecha Kaczyńskiego stało się jasne, że:, a) Tu-154 nie mógł się obrócić na plecy; b) prezydent padł ofiarą zamachu. Po ekshumacji Żydów ze stodoły można się więc spodziewać, że kolaborując z Niemcami, sami puścili się z dymem. Nic dziwnego, że o jedwabieńskie wykopki trwa bój równie zacięty jak o smoleńskie. Tyle że lokator wawelskiej krypty może stanowić poważniejszą przeszkodę niż antypolskie knowania Izraelczyków. Tak się bowiem złożyło, że w 2001 r. Lech Kaczyński, jeszcze w roli najwybitniejszego w dziejach ministra sprawiedliwości, wstrzymał wszczętą przez białostocki IPN ekshumację w jedwabieńskiej stodole. Wołanie o ponowne wykopanie ciał nie trafia więc na podatny grunt, bo przez PiS odbierane jest jako zamach na pamięć o nieomylnym, wielkim i przenikliwym profesorze Lechu Kaczyńskim. Na ten pomnik kaczyści nie pozwolą narobić ani orłowi, ani Kurek.

„Zakłamanie i strach polityków, urzędników, prawników oraz urzędujących historyków jest porażający. Wszyscy oni boją się utraty świeżo zdobytych stanowisk. Nie rozumieją, że tylko Pan Bóg jest bezbłędny i naprawienie błędu śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie umniejsza jego wielkości, a sprawy dobrego imienia Polski i Polaków są wartością nadrzędną”

– pisze Ewa Kurek i przez moment zastanawiam się, czy podpisu pod projektem ustawy jednak nie złożyć.

Foto autor| Rys. TOMASZ WIATER, AVEVALUE| 18439

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.