Motto tygodnia: Hop, siup, po kanapie! Berczyńskiego nikt nie złapie!

Rozbiór Polski lokalnej

numer 05/17

Po co Kaczorowi skok na samorządy?

Głośno o tym, że Jarosław Kaczyński chce pozbyć się rywali PiS w nadchodzących wyborach samorządowych, uniemożliwiając im ponowne kandydowanie. Po dwóch kadencjach mają wracać do domu. Na 107 prezydentów miast tylko 41 sprawuje urząd po raz pierwszy. Jedynie oni mogą ubiegać się o reelekcję. W mniejszych miastach i gminach jest podobnie. Groźniejsze jest, że Kaczyńskiemu nie wystarcza obsadzenie swoimi ludźmi Polski lokalnej. Gdy przyjrzeć się ostatnim zmianom w prawie, jasno widać, że

rząd krok po kroku ogranicza kompetencje samorządów, osłabia ich finanse,dodaje zadań bez zapewnienia środków na ich realizację.

PiS konsekwentnie zamienia samorządy w atrapę, bo im nie ufa. Nawet członek kaczej partii dostaje małpiego rozumu, jeśli nie może być przez nią odwołany. Co dotarło do prezesa choćby dzięki Karolowi Rajewskiemu, burmistrzowi Błaszek. Tak się przejął interesem lokalnej społeczności, że trzeba było zabrać mu legitymację („Wyrzucanie PiSkląt”, „NIE”nr 12/2016). Rolnictwo. W każdym województwie funkcjonują Ośrodki Doradztwa Rolniczego. To instytucje uczące, jak prowadzić w sposób nowoczesny gospodarstwo. Co robić, żeby zarobić i żeby to było dla dobra lokalnej społeczności. Jeszcze pół roku temu ośrodki podlegały właściwym marszałkom. Miały przecież realizować kierunki rozwoju wyznaczone w lokalnych planach rozwoju rolnictwa. Ustawa o zmianie ustawy o ODR-ach z lata 2016 r. uczyniła z nich państwowe osoby prawne. To minister rolnictwa decyduje, kto zostanie dyrektorem, wicedyrektorem, a nawet ile przyjdzie chłopu zUstrzyk Dolnych zapłacić za opracowanie biznesplanu potrzebnego do zaciągnięcia kredytu. Bo dziś wszystkie cenniki są w całej Polsce takie same, ustalone przez górę. Tu jest dużo dobrych miejsc pracy. Np. w województwie świętokrzyskim ODR w Modliszewicach pracuje ponad 200 osób. Jest dyrektor i zastępca. Dyrektora i zastępcę ma oddział w Sandomierzu. Do tego kierownicy działów, powiatowych zespołów. A także armia doradców, w skali Polski 3500, którzy jednego dnia mogą pojawić się w każdej gminie. Sport. Gminy, planując budowę boiska czy basenu, wyciągają łapę po dotacje. Pieniądze ma Fundusz Rozwoju Kultury Fizycznej pozostający w gestii właściwego ministra. Do tej pory szef resortu robił za długopis. Merytoryczną decyzję podejmował samorząd województwa, bo lepiej zna potrzeby regionu. Chodzi o znaczącą pomoc. W Krakowie udało się dzięki temu dofinansowaniu zrealizować 21 inwestycji, od klubu sportowego Cracovia po pływalnie. W Małopolsce – 311. Nie było słychać skarg, że uwalono czyjeś starania z powodów politycznych. Nie słyszałam o gminie, która nie dostała pieniędzy, bo wójt był z PiS, a marszałek z PO. Sielanka trwała prawie 20 lat. Pod koniec 2016 r. minister sportu ogłosił, że „sposóbudzielania dofinansowania był niedostatecznie efektywny”. Wymaga on więc „reorientacjiinstytucjonalnej”. Mało kto polemizował z faktem, że najwięcej o potrzebach pipidów wie minister Witold Bańka, emerytowany lekkoatleta z Tychów, rezydujący przy ul. Senatorskiej w Warszawie. Szkoły. Jak wiadomo, rządowa subwencja oświatowa jest zbyt mała. Samorządy płacą więc za transport dzieci do szkół, ich ogrzewanie, remonty. Jak policzono, w ostatnich latach utopiły w ten sposób ponad 130 mld zł. Niektóre gminy do tej pory borykają się z zadłużeniem, które powstało przy tworzeniu gimnazjów. Tylko na ich budowę i modernizację lokalsi wydali 8 mld zł. Niektóre inwestycje powstały za środki unijne, powinny więc przetrwać 5 lat. W przeciwnym razie przyjdzie zwrócić kasę z uwagi na brak trwałości projektu. Zapłaci wójt.

Nikt nie wierzy w zapewnienia rządu, że likwidacja gimnazjów i zapowiedziana reforma oświaty dokonają się za darmo. Gminy szacują, że pracę straci około 20 procent nauczycieli,

którym przyjedzie wypłacić odprawy. Trzeba będzie dostosować budynki do nowych potrzeb, kupić ławki i pomoce naukowe. W podzięce rząd konsekwentnie pozbawia gminy wpływu na szkoły. Niedawno posłowie PiS zgłosili poprawki zwiększające rolę kuratora oświaty wobec lokalnych władz. Samorządy będą musiały wysyłać do zaopiniowania arkusze organizacyjne szkół. Kurator może powiedzieć „nie”. Zwiększy się jego rola przy powoływaniu dyrektora szkoły. Przyroda. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej to najważniejsze ogniwo systemu finansowaniaochrony środowiska i gospodarki wodnej w Polsce. Działa wspólnie z wojewódzkimi jednostkami o bliźniaczej nazwie. Ma wielkie pieniądze. Inwestuje w oczyszczalnie, odzysk odpadów czy redukcję smogu. PiS chce zabrać samorządom decydowanie oWojewódzkich Funduszach Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Do tej pory o składzie 7-osobowych rad nadzorczych decydowały sejmiki wojewódzkie. Rady były odpowiedzialne za wybór 3-osobowych zarządów. Czyli marszałkowie mieli decydujący głos w sprawach kadrowych, a co za tym idzie – finansowych. Projekt zgłoszony przez posłów PiS dotyczący zmiany w ustawie Prawo ochrony środowiska zakłada zmniejszenie liczby członków rady nadzorczej do pięciu osób, z których tylko jedną mianowałby samorząd. Pozostałe – NFOŚiGW, minister i wojewodowie. „Wramach tzw. braterskiej pomocy wojewoda oraz rząd pomogą samorządowcom w nadzorze i zarządzaniu poprzez wprowadzenie komisarzy politycznych” – pieklił się marszałek województwa zachodniopomorskiego Olgierd Geblewicz, nazywając zmiany „prostackimzamachem”.

•••

Opisanym wyżej zmianom towarzyszyły dyskusje. Rząd mówił swoje, samorządy swoje. Przekaz, który otrzymywało społeczeństwo, był niejasny. Może rzeczywiście w tej konkretnej sprawie będzie lepiej, jeśli minister zdecyduje?, Dopiero zebranie tych historii do kupy pokazuje kierunek. PiS tworzy PRL bis i wcale się tego nie wstydzi. Wicepremier Jarosław Gowin przyznał niedawno w „PortaluSamorządowym”, że PiS jest partią, która największym zaufaniem obdarza władzę centralną. On myśli inaczej. Co nie zmienia faktu, że w tej kadencji niektóre kompetencje dołów nadal będą przekazywane administracji państwowej. Jakie? Mówi się o ograniczeniu uprawnień właścicielskich samorządów wobec własnych szpitali. Wyjęciu spod nadzoru starostów stacji kontroli pojazdów. Ograniczeniu wpływu samorządu na inspekcje sanitarne. Zmianach w funkcjonowaniu inspektorów nadzoru budowlanego. Na razie to koronkowa robota. Nie słychać o pracach PiS nad ustawą o rozwiązaniu samorządów. Jednakże partia rządząca zamierza połączyć duże miasta z gminami, które je otaczają, żeby tą manipulacją zwiększyć w nich swoje szanse wyborcze. Tworzy się parlamentarny zespół obrony polskiej samorządności. Zamierza wymuszać na rządzących wysłuchanie publiczne w sprawie wszystkich ustaw ograniczających władzę lokalną. Jeśli się nie uda, wymuszać obywatelskie wysłuchania publiczne, żeby naród wiedział, w którą stronę jedzie pociąg. BOŻENA DUNAT

[email protected]

AVEVALUE| 23212

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.