Motto tygodnia: Duda krew prezesowi psuje. Dlaczego? Bo wetuje.

Autor
ANDRZEJ WERBLAN

Rosjopaci

numer 01/17

Czy można napisać o naszych stosunkach z Rosją inteligentnie?, Można.

Bronisław Łagowski, uczony, publicysta i pisarz polityczny, od lat tropi, opisuje i bada schorzenia i wynaturzenia polskiej polityki, jest ich wytrwałym kronikarzem. W najnowszej książce „Polskachora na Rosję” zebrał i przedstawił w logicznym uporządkowaniu obserwacje i refleksje na temat rusofobii przez 2 dziesięciolecia publikowane przezeń głównie w „Przeglądzie”. Wyszła z tego wnikliwa i krytyczna antologia polskiej polityki wschodniej po przełomie ustrojowym 1989 r. Polityki prowadzonej przez różne rządy, przez partie posolidarnościowe i popeerelowskie (zwane potocznie, choć nietrafnie, postkomunistycznymi), ale ideologicznie zawsze ukierunkowanej przez te pierwsze. Teksty Łagowskiego wyróżnia osadzenie w solidnej wiedzy historycznej i filozoficznej,a jednocześnie jasność i dobitność wykładu oraz wysoki kunszt polszczyzny. Odniosę się jedynie do kilku wątków, jak sądzę najbardziej frapujących.

Rusofobia

Łagowski odróżnia politykę zagraniczną wobec Rosji od rusofobii, którą definiuje jako rodzaj emocjonalnego klimatu towarzyszącego tej polityce i wywierającego na nią wpływ: „Wpolityce polskich rządów wobec Rosji z pewnością istnieje element racjonalnej kalkulacji, niewiele jednak on waży w porównaniu z tym, co nazywamy rusofobią, pewnym stanem umysłów przypominającym świadomość pierwotnej wspólnoty plemiennej. Służy raczej umacnianiu jedności niż oświecaniu, nie poddaje się krytycznemu rozważaniu, wzmaga panikę, gdy ta się pojawi, lub budzi nastrój bojowy, gdy niebezpieczeństwa nie widać. (…) Rusofobia występuje też w formie politycznego światopoglądu, który systematyzuje wszystkie informacje dotyczące Rosji, sprowadzając je do tezy głównej. Głównym źródłem rusofobii – co do tego nie ma wątpliwości – jest realna historia, zwłaszcza okres kilkudziesięciu lat powojennych, gdy Rosja radziecka panowała nad Polską za pomocą komunizmu. Należałoby wyjaśnić, dlaczego wzmaga się, w miarę jak oddalamy się od tego okresu”. Po rozpadzie ZSRR zanosiło się na pełne unormowanie stosunków polsko-rosyjskich. Rosja powróciła do granic z XVII w. od Polski oddzieliły ją nowe niepodległe państwa, rozwiązano Układ Warszawski, wojska poradzieckie opuściły Polskę. Sprawy sporne, które pozostały, łącznie z niemiłym Rosji akcesem Polski do NATO załatwiano bez większych problemów. Szybko jednak stosunki zaczęły się psuć, zdaniem Łagowskiego wskutek narastającej rusofobii po stronie polskiej. Pojawiły sztucznie wykreowane lub niepotrzebnie zaostrzone spory i napięcia. Kilka kwestii odegrało w tym procesie zaostrzania napięcia rolę szczególną: konsekwencje II wojny światowej, Czeczenia, Ukraina.

Jałta

„DlaPolaków” – pisze Łagowski – „szczególniedla tych Rejtanów, którzy nie dopuszczą do przejazdu rosyjskich motocyklistów, nieznośne jest, że Rosja pyszni się zwycięstwem w II wojnie światowej. Przy każdej rocznicy starają się wyrządzić Moskwie jakiś afront. (…) Pokolenia wychowane po wojnie mają blade pojęcie, o co w tej wojnie chodziło. Łatwo im wmówić, że Hitler i Stalin to tacy sami bandyci, zbrodniarze i jest kwestią bez znaczenia, który dyktator wygrywa”. Do tego doszła Jałta, po stronie polskiej kojarzona już tylko ze zniewoleniem, a ziemie zachodnie „sprezentowane”,oczywiście nie bezinteresownie, przez Stalina, poszły w zapomnienie. Okazało się, że w opinii rządu polskiego II wojna światowa zakończyła się dopiero w lipcu 1989 r.

Katyń

No i Katyń. W ujęciu Łagowskiego ze strony polskiej rozwinęła się próba imitacji religii Holokaustu swoją religią Katynia. „Mieliśmyprawo domagać się, aby w Moskwie przyznano, kto był sprawcą, i to oczekiwanie zostało spełnione. Mieliśmy obowiązek wzniesienia cmentarza-pomnika i Rosjanie nam to ułatwili. Prezydent Rosji w geście bardzo emocjonalnym Polaków przeprosił, choć nie miał powodu tego czynić w imieniu Rosjan, bo wśród tych, którzy rzeczywiście postanowili zbrodnię (…) Rosjanin był jeden, a pozostali to Gruzin, Ormianin, Żyd, postać niewiadomej narodowości…”. Okazało się, że tego mało. Wywiązał się spór o słowo „ludobójstwo”,dochodzenie różnych dokumentów, procesowanie się, przewlekanie sprawy w nieskończoność, jątrzenie.

Czeczenia

Mocnego bodźca rusofobii dodała Czeczenia. Łagowski uważnie śledzi tydzień za tygodniem rozwój wydarzeń, walki w Groznym, akty terroru w Dagestanie, w teatrze w Moskwie, i wreszcie napad na szkołę w Biesłanie. Krytycznie ocenia działania rosyjskie, ale nie znajduje w nich usprawiedliwienia dla barbarzyńskich ataków terrorystycznych, oburza go dość powszechne w polskiej prasie pobłażanie tym atakom, sympatia dla „bojowników”, podatność na zmyślenia w rodzaju supozycji, że za tym kryją się prowokacje rosyjskich służb specjalnych. Cytuje zupełnie odmienne w tonie opinie prasy zachodniej, nawet Richarda Pipesa, byłego doradcy prezydenta Reagana. Konkluduje z sarkazmem: „Polscyczeczenofile nie powiedzą tego wprost, ale nie potrafią też ukryć, że ich idolem jest Szamil Basajew, wielki gieroj kaukaski, zdobywca szpitali i pogromca szkół podstawowych i średnich. Jeśli Polska nie posłała mu brygady ochotniczej, to tylko dzięki temu, że na nasze, społeczeństwa szczęście, sama nie jest, dzięki Bogu, wystarczająco niepodległa”.

Ukraina

Kryzys ukraińsko-rosyjski w oczach Łagowskiego rysuje się inaczej niż w głównym nurcie polskiej polityki i medialnej propagandy. Autor przypomina w felietonach, że granice państw poradzieckich są wciąż umowne, często idą w poprzek realiów etnicznych, gospodarczych i kulturowych. Były ustalane arbitralnie jako wewnętrzne granice regionów w scentralizowanym radzieckim państwie. Przyjęcie tych granic jako międzypaństwowych po rozpadzie ZSRR było decyzją zdroworozsądkową, gdyż dawało najpewniejsze w danych warunkach nadzieje na pokojowy przebieg tego rozpadu. Rosja na tym traciła, gdyż około dwudziestu procent Rosjan lub ludzi rosyjskojęzycznych znalazło się poza jej granicami. Ale generalnie ta decyzja się sprawdziła. Majdanowa rewolucja ukraińska, mimo słuszności swych podstawowych treści, naruszyła jednak „jawneimilczące warunki pokojowego rozwiązania ZSRR. Przybrała formę jak gdyby drugiego, już nie pokojowego wystąpienia z fantomatycznego Związku Radzieckiego (…) kształtowała się nowa idea narodu ukraińskiego wyraźnie skierowana już tylko przeciw Rosji”. Ta rewolucja pod silnym wpływem zachodnioukraińskiego nacjonalizmu rokowała nie najlepiej Rosjanom na Ukrainie, licznym i zajmującym zwarte siedliska. Czystki i lustracje w urzędach i wojsku pod kątem antyrosyjskim, restrykcje językowe i oświatowe. Nastroje secesyjne były w istocie nieuchronną odpowiedzią. Rosja je wsparła. Spełniało się zadziwiające proroctwo Romana Dmowskiego, który w 1932 r. w obszernym studium o przyszłości Ukrainy taki właśnie konflikt przewidział. Dmowski zalecał Polsce, aby trzymała się od tego konfliktu z daleka, Łagowski też tak radzi. Jednak sprawy potoczyły się inaczej. „PolitycznaPolska przeżywa wydarzenia na Ukrainie w nastroju euforycznym. Wypełniają one żywą treścią antyrosyjskie stereotypy, które wydawały się puste. (…) Rzesza rzekomych badaczy z licznych ośrodków do spraw wschodnich wygłasza ciągle te same głodne kawałki i podżega do wrogości”.

Realizm

Ideą przewodnią analiz Łagowskiego jest surowy realizm polityczny. Ceni zasady, ale na pierwszym miejscu stawia skutki. Tropi i piętnuje nieodpowiedzialność i głupotę. „Problemem polskiej "polityki"wschodniej nie jest jej misyjność, ekshumowany prometeizm czy ciemny, irracjonalny napęd ani służalczość wobec Ameryki, wyprzedzająca życzenia. Wszystko to można znieść. Najgorsze jest to, że tej "polityce"brakuje analizy rzeczywistości odniesionej do realnego interesu narodowego. (…) Niezdolność i niechęć do zobaczenia faktów takimi, jakimi one są, nadmiar ocen, przewaga trybu postulatywnego nad opisem, zupełne pomijanie punktu widzenia drugiej strony, odrzucanie z góry racji, jakie druga strona mogłaby mieć za sobą; do tego dochodzi pyszałkowatość zwalniająca z obowiązku uzasadniania pewników, jakie się rzekomo posiada. (…) Ta "polityka"nas ośmieszy prędzej czy później i oby tylko na ośmieszeniu się skończyło”. Takie podejście też koresponduje z Dmowskim, gdy z sarkazmem piętnował „patriotów”,którzy myślą nie o tym, jak wspomóc Polskę, tylko o tym, jak zaszkodzić Moskalom.

Kapitalizm

Zbiór felietonów Łagowskiego został uzupełniony czterema esejami Andrzeja Walickiego, także poświęconymi Rosji i stosunkom polsko-rosyjskim. To trafne i cenne uzupełnienie. Rozważania Walickiego, wybitnego znawcy dziejów Rosji, rosyjskiej myśli i filozofii,pozwalają spojrzeć na omawiane w tej książce problemy polskiej polityki wschodniej i rusofobii w szerszym historycznym kontekście rosyjskich przemian, doświadczeń i mentalności. A także w kontekście bezstronnej wiedzy o rosyjskiej rzeczywistości. Na jeden tylko aspekt tej sprawy zwrócę tu uwagę.

Denerwującą przywarą naszych krajowych publikacji o współczesnej Rosji jest nagminne stawianie znaku równości między tą Rosją a Związkiem Radzieckim, traktowanie jej jako przedłużenia tamtego państwa, zwłaszcza jako dziedzica wszystkich jego wad. Wwersji prymitywnej wyraża się to w przyrównywaniu Putina do Stalina lub wypominaniu mu dawnej służby w KGB.

W wersjach mniej prymitywnych Rosja funkcjonuje jako dziedzic wszystkich radzieckich grzechów imperialnych niejako z automatu. To wypaczone spojrzenie na Rosję wyróżnia polskie media i politykę, podczas gdy świat już dawno dostrzegł, że dzisiejsza Rosja, choć jest dziedzicem Związku Radzieckiego, różni się od niego choćby tym, że stała się już krajem kapitalistycznym o gospodarce rynkowej. Własność państwowa w rosyjskim przemyśle ostała się głównie w energetyce i kopalnictwie oraz w zbrojeniówce, czyli podobnie jak w Polsce.

Reformator

Jeden z esejów Walickiego na tę kwestię rzuca interesujące światło. Jest w nim mowa o Putinie jako reformatorze. W Polsce o tej stronie działalności rosyjskiego prezydenta prawie się nie wspomina. Walicki omawia reformy administracyjne Putina, szeroki zakres działań zmierzających do naprawienia szkód wyrządzonych przez złodziejską prywatyzację, także o tym, że Putin po raz pierwszy w dziejach Rosji skutecznie sprywatyzował ziemię, wbrew oporowi Dumy usankcjonował prywatny nią obrót i uczynił prawo prywatnego władania ziemią powszechnym. W uzasadnianiu swej polityki lubi nawiązywać do Piotra Stołypina, najwybitniejszego polityka carskiej Rosji wXXw. autora koncepcji przekształcenia rosyjskiego chłopskiego rolnictwa w farmerskie. Koncepcji, która w jego zamierzeniach miała zapobiec rewolucji, ale została pokrzyżowana przez krótkowzroczność i egoizm klasy ziemiańskiej i brak wyobraźni caratu. Lenin nienawidził Stołypina jako kata rewolucji 1905 r. ale też nie krył podziwu dla jego zapału reformatorskiego, nazywał go konserwatywnym rewolucjonistą.

Równowaga

Walkę z oficjalną imedialną rusofobią podejmuje dziś w Polsce jedynie kilku intelektualistów. Felietony i eseje zebrane w książce Łagowskiego mogą wydać się zatem głosem wołającego na puszczy. Mają jednak solidną argumentację i moc przekonywania. Upowszechniane, wcześniej czy później zrobią swoje. Ale znaczenie edukacyjne i uzdrowicielskie tej książki zawiera się również w tym, że przyczynia się do odbudowy równowagi w dyskursie publicznym o polskich relacjach ze Wschodem. Ten dyskurs był przez dziesięciolecia ożywiony, toczyła go endecja z piłsudczykami, toczył się też na lewicy. Nie zanikł do końca nawet w Polsce Ludowej. Dopiero w III RP został uśmiercony ze szkodą dla kultury politycznej i dla zwyczajnego rozumu.

Bronisław Łagowski, „Polskachora na Rosję”, Fundacja Oratio Recta, Warszawa 2016.

Foto autor| Ilustr. KRZYSZTOF OLEJNIK, AVEVALUE| 30693

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.