Motto tygodnia: Sprawa Igora Stachowiaka pokazuje, jaka jest władza Ziobry i Błaszczaka.

Autor
Urban

Rakiem w przyszłość

numer 39/16

Agencja kosmiczna USA znana jako NASA ogłosiła, że przestałem być Lwem, a zgarnął mnie inny znak Zodiaku. Zostałem Rakiem. Obojętnie podała to gazeta mająca motto: „Namnie jest wszystko jedno”. I rzeczywiście – cofam się w przeszłość jak rak; czyni tak ogół starców. Moja przyszłość to tylko słoik popiołu, do którego wdowa nie dorzuci diamentu. Kroczę jednak wstecz zgodnie także z duchem czasów. PiS idzie do tyłu. Takie są jego dobre zmiany, zainteresowania, ideologia, obchody i odchody. Kaczyński nie zdradza, do jakiego na koniec zmierza ustroju. Zapewne sam nie zna stacji końcowej. PiS mówi najwyżej o przyszłości gospodarczej. Wślad partii rządzącej idzie opozycja z wyjątkiem Nowoczesnej. Antykaczyści cofają się w minione w taki sposób, żeby łamać pancerz przeciwnikowi i go wyruchać. Ledwie co celebrowano rocznicę powołania KOR. Media podległe Kaczyńskiemu obchodziły stworzenie tego komitetu przez Macierewicza i grupę jego wyznawców. Przygarnęli, owszem, Kuronia, ale posadzili na dostawce. Antykaczyści świętowali zaś jubileusz KOR, którego twórcami było grono polityczne liberalnych wykształciuchów, a ci ulokowali Macierewicza na strapontenie. Cała powojenna przeszłość jest w taki sposób rozdwojona, a ta celebrowana wspólnie bywa oddzielana od skutków, czyli od następnych okoliczności. Wkomicznych rekonstrukcjach Grunwaldu sławi się np. zwycięstwo koalicji rycerstwa polskiego i rusińsko-litewskiego, czyli wielkoksiążęcego odniesione na skórze Krzyżaków. Jednak z dzisiejszej perspektywy była to bitwa bez znaczenia. Z pobitego zakonu wyłoniło się później państwo pruskie, które z czasem podbiło niektóre inne państwa niemieckie lub inaczej zjednoczyło je wszystkie poza Austrią, którą do Rzeszy wcielił dopiero Hitler. Ten zaś bez wyczynu Bismarcka nie mógłby objąć władzy w Rzeszy. Z jego potomkiem w prostej linii (oczywiściekanclerza Bismarcka, a nie kanclerza Hitlera) wypiłem morze wódki, wiem więc wszystko z pierwszej ręki. Ten syn księcia Bismarcka, noszący tytuł grafa von B. za pobytów w Polsce miał ksywę Żarówa. No i przepalił się. Pies jednak jebał Grunwald, ten przykład oddzielania zdarzeń od skutków. Dawno, dawno temu Kieślowski w filmie „Przypadek”pokazywał, że wszystko zależy od okoliczności. W normalnych okolicznościach „NIE”często krytykowało sądy i ich wyroki. Istną Joanną d’Arc była w tym Joanna Skibniewska, z furią wojująca przeciw niesprawiedliwości. Polityczne okoliczności zmieniły się w zeszłym roku na anormalne. Dziś krytykowanie sądu byłoby dokładaniem do pieca, w którym Ziobro pali, a Kaczyński dyryguje jego łopatą. W okolicznościach tużpowojennej Polski krwawe w lasach lub w sądach zwalczanie przez PRL strzelających „żołnierzywyklętych” było nadużywaną po stalinowsku, ale koniecznością. Wymagała tego stabilizacja państwa – takiego, jakie było jedynie realne. Strzelające podziemie liczyło na III wojnę światową i nawet wierzyło, że przyczynia się do jej wybuchu. Napędzał je więc nacjonalizm głupi, bo Polacy byliby pierwszymi ofiarami takiej wojny, a za nimi znaczna część ludzkości. Obecny kult wyklętych abstrahuje od przeszłych okoliczności. PiS sakralizuje wszelki, aby polski heroizm indywidualny i grupowy, niezależnie od tego, do czego prowadził. To samo jest z powstaniem warszawskim. Kaczyści uważają mnie za zaschnięte gówno, czasem potrzebne im do brudzenia oponentów. Kto ich atakuje, ten – mówią – kłamie jak Urban w PRL. Pisowcy bowiem zawsze szukają tylko symboli dobra i zła, abstrahując w ich doborze od historycznych okoliczności minionych czasów. Wogóle zapominają np. że, Tworzą plamy w dziejach – nie wiem, czy białe, czy raczej czarne, jebać ich kolor. Ja, z braku przyszłości drepcząc rakiem, swój życiorys polityczny zawsze oceniam, przymierzając moją postawę i działania do okoliczności. Niekoniecznie jednak te oceniam trafnie, a też samooceny nigdy nie są i nie były zgodne z patrzeniem na mnie innych. Mniemałem np. że wspieram kierownictwo PZPR, a w każdym razie liberalne wnim tendencje poprzez cząstkową krytykę władzy. No i że zawsze trzymałem się na dystans od opozycjonistów. Centrala partii uważała mnie jednak za wroga i szykanowała albo później, za Gierka, za dziennikarza politycznie podejrzanego, ale wartego tolerowania, choć do ograniczonego stopnia. Po strajkach 1980 r. nieufnie i stopniowo partia nadawała mi status sojusznika. Gdy już latem1981 r. paliło się jej pod dupą, wezwała mnie na pomoc. Tak więc „Solidarności” zawdzięczam jednoznaczność. Wdzisiejszych okolicznościach PiS uznaje mnie za czynnego, szczególnie bezczelnego postkomunistę, choć ja już nie wierzę w przyszłość nawet różowego socjalizmu. Antypisowcy zaś traktują mnie nie lepiej, gdyż umówili się, że w istniejących okolicznościach w ogóle nie istnieję. A przecież wystarczyłoby trochę poczekać. Moim pragnieniem jest dożyć zmiany okoliczności. Na tę rzecz pracuje siedmioro znamienitych profesorów medycyny. Niestety o czasie śmierci decydują też inne okoliczności, przez które mogę zdechnąć jak każdy lepszy dziś, jutro lub za miesiąc. ?? [email protected]

Foto autor| Rys. TOMASZ WIATER, Foto popis| to Kaczyńscy wykombinowali latem 1989 r. koalicję solidaruchów z satelitami PZPR, byli więc akuszerami rządu Mazowieckiego, znienawidzonego przez nich teraz. A potem współdziałali w wysuwaniu „Bolka” na prezydenta. Zamiast wyjaśniać, że w tamtych okolicznościach było to trafne, ale one się zmieniły, uznają teraz te przeszłe zdarzenia za w ogóle niebyłe. AVEVALUE| 13003

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.