Motto tygodnia: Duda krew prezesowi psuje. Dlaczego? Bo wetuje.

Autor
MATEUSZ CIEŚLAK

pracy galerianek

numer 49/16

O toksycznym środowisku

Czy galerie handlowe działają zgodnie z prawem? Do tego można sprowadzić szczegółowe pytania, które wysłaliśmy w kilkadziesiąt miejsc Polski.

Pan Anthony Vesin, dyrektor Galerii Mokotów, nie raczył odpowiedzieć. Podobnie Filip Kryłowicz, dyrektor Galerii Wileńska (obiew Warszawie). Nie odpowiedzieli dyrektorzy z Gemini Park w Tarnowie, Bramy Pomorza w Chojnicach, Atrium Copernicus w Toruniu, Galerii Piastów w Świdnicy czy największej w Polsce – wrocławskiej Arkadii. A ci, którzy odpowiedzieli, robili sobie jaja. Na konkretne pytania odpowiadali ogólnikami lub zasłaniali się tajemnicą handlową. Kazali wierzyć na słowo, że działają zgodnie z przepisami prawa, kochają płacić podatki i pensje pracownikom. – Kochają jak w obozach pracy – mówi nasza informatorka, była dyrektorka galerii handlowej. Pani dyrektor przeszła przez kilka galerii handlowych w największych polskich miastach i przeżyła różnych właścicieli. W liście do „NIE”opisała niektóre tricki stosowane przez wielkie centra handlowe. Następnie zgodziła się na spotkanie. Pokazaliśmy jej odpowiedzi, które nam odesłano. Spojrzała i parsknęła śmiechem. Po czym zaczęła opowieść. Oprócz bajecznych zysków galerii handlowych, tych, które widzi polski urząd skarbowy, są też zyski ukryte, np. wynikające z handlu prądem. Galeria handlowa podpisuje umowę z Tauronem lub Eneą na zakup prądu, który dużo drożej, a czasami nawet po kilka razy sprzedaje najemcom sklepów. Odbywa się to następująco. Galeria handlowa każe zawierać umowy na odbiór prądu ze swoją spółką. A oprócz tego każe płacić za ten sam prąd w ramach opłaty za użytkowanie części wspólnych – np. alejek i korytarzy. Zyski z tego tytułu sięgają kilkunastu milionów złotych rocznie i trafiają nie na konto galerii, lecz na konto innej spółki powiązanej z centrum handlowym. W ten sposób galerie obniżają swoje zyski i płacą niższe podatki. Użytkowanie części wspólnych to dojna krowa galerii handlowych. Najemcy powierzchni muszą płacić za zakup i montaż reklam i rozmaite fanaberie wymyślane przez wynajętych menedżerów. Do tego dolicza im się jeszcze specjalny „podatek” – od możliwości funkcjonowania w centrum handlowym. Wynosi on nawet kilkanaście procent. – Ale to nic – twierdzi nasza rozmówczyni. –Moja pensja była księgowana jako koszt ochrony obiektu, a pensja mojej koleżanki była w budżecie na sprzątanie obiektu. W ten sposób ukrywaliśmy przed najemcami prawdziwe koszty utrzymania dyrekcji. Jak zedrzeć skórę z ludzi wynajmujących powierzchnię w centrum handlowym, a jednocześnie płacić coraz mniejsze podatki? Znaleziono kolejny sposób. Organizowane są pokazy mody, konkursy i loterie, w których do wygrania jest czasem luksusowy samochód. Galeria ściąga od najemców miliony, które potem musi zapłacić organizatorom drogich rozrywek. Koszty idą w górę. Do legendy przeszła wizyta Paris Hilton w Polsce. Celebrytka przyleciała do Silesia City Center w Katowicach. Otoczona wianuszkiem ochroniarzy, którymi okazali się antyterroryści na okolicznościowych urlopach. Wybuchła afera, tym bardziej że policjanci-ochroniarze torowali sobie siłą drogę przez tłum gapiów, niektórych brutalnie roztrącając. Po co? Po to, aby celebrytka mogła wchodzić do wybranych butików. Tam wybierała sobie dowolne rzeczy, nie płacąc za nie ani grosza.

Przyjazd i pobyt Paris Hilton w Polsce, wynajęcie ochrony, zakupy, za które nie płaciła, wszystko to kosztowało 2 mln zł.

Na towary z butików gwiazdeczka otrzymała limit wynoszący 200 tys. zł. Za wszystko zapłacili najemcy w ramach tzw. budżetu marketingowego. Takie przykłady można mnożyć. Ciężka praca menedżerów zarządzających wielkimi obiektami handlowymi polega m.in.na tym, aby wymyślać kolejne koszty, za które trzeba zapłacić za granicą. Toteż galerie handlowe nie kupują już w Polsce żarówek, choć wynajmują powierzchnię takim sieciom handlowym jak Saturn, Media Markt czy Euro AGD, które sprzedają również żarówki. W dużym centrum handlowym jest kilkanaście tysięcy żarówek, najczęściej firm Narva lub Phillips. I choć obie te firmy mają spółki zarejestrowane w Polsce, galerie handlowe podpisują umowy na zakup i wymianę żarówek za granicą. Usługi również wykonują zagraniczne firmy. To podnosi koszty. I nie wymienia się tych, które nie świecą. Co 1,5 roku lub 2 lata organizuje się pełną wymianę oświetlenia. Płyną kolejne miliony. Za ciężkie pieniądze w korytarzach (czyliw częściach wspólnych) pomontowano aromatyzatory. Gdzie się kupuje pojemniki z zapachem? Za granicą. A jak jest ze schodami ruchomymi i windami? Podobnie. Czy złe, czy dobre, co kilka lat są do wymiany. Serwis przyjeżdża z zagranicy, bo polska firma byłaby zbyt tania. Im wyższe koszty, tym niższe podatki. Oszukuje się nie tylko urząd skarbowy. Sami właściciele galerii handlowych wzajemnie się oszukują. – Gdy dotychczasowy właściciel sprzedawał galerię handlową na Dolnym Śląsku kolejnemu nabywcy, nakazał mi tuż przed tą sprzedażą obcięcie kontraktów dla firm ochrony, sprzątania i techników o połowę – opowiada była dyrektorka. – Wykazaliśmy o połowę niższe koszty utrzymania obiektu. a w tym samym czasie najemcom, którym kończyły się umowy najmu, kazaliśmy wykonać remonty. w ten sposób za ich pieniądze podnieśliśmy wartość techniczną obiektu. Dzięki temu galeria poszła o kilkanaście milionów euro drożej. Swoisty ceremoniał każdej galerii handlowej to tzw. wizytacje. Powtarzają się nawet kilka razy w miesiącu. Z Paryża, Berlina, zza oceanu przylatują kilkudziesięcioosobowe delegacje. Nie wiadomo za bardzo po co. – Sramy w portki ze strachu – wyjaśnia jeden z naszych rozmówców. – Na spotkaniach jest bicie piany, z którego nic nie wynika, a wieczorem biesiada, picie i kurwy. Najlepsze hotele. Przeloty biznesklasą. W skali roku wydajemy na to kilka milionów złotych. Sam bilet z Nowego Jorku dla jednej osoby w biznesklasie kosztuje 15 tys. zł. Te wydatki są po naszej stronie. Czasami któryś z wizytatorów zażyczy sobie informacji o tym, jakie są dochody wybranego butiku, salonu fryzjerskiego czy knajpy. I za chwilę wie wszystko. Tajemnica handlowa w tym wypadku nie istnieje. Każdy, kto prowadzi biznes pod dachem galerii handlowej, ma obowiązek ujawniać jej swe obroty. Dlaczego? To jasne. Od tych obrotów, oprócz czynszu i innych opłat, odprowadzany jest haracz w wysokości kilku procent. Można odmówić, ale wtedy trzeba szukać miejsca na ulicy. A handel detaliczny w Polsce poza centrami handlowymi prawie już nie istnieje. Kolejny sposób na wyciąganie kasy to zmuszanie najemców do wykonywania cyklicznych remontów. Galerie żądają konsultowania z nimi projektów budowlanych, nawet jeśli te są bardzo drobne, np. przestawienie ścianki. Za koordynowanie i nadzór zarządca domaga się opłat wynoszących kilka tysięcy euro. – Takie kwoty trzeba płacić niezależnie od stopnia i zakresu przebudowy – mówi była dyrektorka galerii. – A cała ta koordynacja i nadzór są fikcją. Polegają na przystawieniu pieczątki. Nasza rozmówczyni odeszła z pracy, gdy okazało się, że kazano jej oszukać dwie małe firmy: jedną od utrzymania czystości, a drugą ochrony mienia. Właściciele obu tych firm prosili o dostosowanie kontraktów do nowych przepisów o najniższej stawce godzinowej, które mają wejść w życie w styczniu. Dyrektorka wykłócała się kilka dni ze swoim prezesem. Ten wreszcie zgodził się na podwyżkę, ale niepełną. – Masz dać tylko tyle, żeby ludzie dostali na rękę taką kwotę, o jakiej mówi ustawa. A o ZUS niech się martwią te firmy – powiedział. – To je będą atakować polskie urzędy. Ludziom proszę powiedzieć, że podwyżkę mają dzięki nam. Jak się firmy na to nie zgodzą, wtedy je wymienimy. Nasz nowy partner przejmie pracowników. Nie zgodziła się. Złożyła wymówienie. Bała się sprawy prokuratorskiej za niewykonanie ustawy. Według Polskiej Rady Centrów Handlowych w galeriach handlowych w Polsce pracuje około 400 tysięcy ludzi. Są to kierownicy i pracownicy sklepów oraz lokali gastronomicznych, zakładów fryzjerskich, zakładów kosmetycznych klubów fitness czy kin, sprzątacze, ochroniarze, technicy. Większość otrzymuje najniższą pensję, jaką dopuszczają przepisy. Dziś jest to 1850 zł brutto, czyli 1355 zł na rękę.

Foto autor| Rys. MIROSŁAW HAJNOS, AVEVALUE| 23744

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.