Motto tygodnia: Za Platformy ciepła woda z kranu, za PiS-u koncertowy zamach stanu.

Autor
MATEUSZ CIEŚLAK

Powstańcy z sejmowej podłogi

numer 42/16

Prokuratura bada, czy wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki podżegał do stosowania przemocy.

Pracownik biura prasowego PiS Krzysztof Wilamowski ma szansę zostać mistrzem dżudo. Podczas konferencji prasowej wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego Wilamowski próbował obezwładnić Pawła Bednarza z Sosnowca, gdyż ten zadawał wicemarszałkowi niewygodne pytania. Bednarz pytał, kiedy państwo polskie przestanie sprzedawać za granicę dzieci z sierocińców. Gdy Wilamowski zaczął go szarpać, wówczas sprawnym chwytem powalił funkcjonariusza PiS na ziemię. Wyczyn ten uwieczniły największe prywatne stacje telewizyjne, opiewały go „Fakt”i „Super Express”. Pisało o nim również „NIE”.

•••

Klub Sportowy Płomień Milowice z Sosnowca ufundował Wilamowskiemu dżudogę i biały pas. Strój nowicjusza. Dżudoga, popularnie zwana kimonem, została zawieziona do Warszawy i złożona w biurze podawczym Sejmu. Zarazem Płomień przekazał pracownikowi PiS zaproszenie na treningi. Będzie mógł uczyć się dżudo i jeśli wykaże się talentem, to może za jakiś czas zamieni biały pas na pas czarny i zdobędzie mistrzostwo galaktyki. Wtedy to nie Bednarz powali jego, ale on Bednarza. O ile zajdzie taka konieczność.

•••

Kto wie, czy dżudoga nie przydałaby się również wicemarszałkowi Terleckiemu. Gdy o 6 rano przyjdą po niego oprawcy, wówczas znajomość haków, dźwigni i innych chwytów może okazać się bezcenna. Tym bardziej, że do Prokuratury Rejonowej Warszawa Śródmieście wpłynęło doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez Terleckiego. Wicemarszałek miał podżegać Wilamowskiego do napaści naBednarza. Prokuratura wstępnie zakwalifikowała ten czyn jako „stosowanie przemocy w celu ukrywania adopcyjnego handlu dziećmi”. Z góry należy założyć, że póki ministrem sprawiedliwości jest Zbigniew Ziobro, Terleckiemu włos z głowy nie spadnie. Z drugiej jednak strony nikt nie wie, jakie ziółka pije prezes rządzącej partii i kogo postanowi aresztować. Panie marszałku Terlecki – na wszelki wypadek radzimy ćwiczyć chwyty.

•••

Sławetna konferencja prasowa, podczas której nie udało się obezwładnić Pawła Bednarza, odbyła się 12 września br. Bednarz był w Sejmie jako uczestnik innej konferencji, poświęconej losowi polskich dzieci, a zorganizowanej przez posłanką Barbarę Chrobak od Kukiza. Widząc marszałka i kamery, Bednarz postanowił skorzystać z okazji i zadać Terleckiemu pytanie. To mu się udało, lecz Terlecki zachowywał się jakby był na haju. Zamiast sensownie odpowiedzieć, mówił „Dziękujębardzo” oraz „Panie Krzysztofie”. To właśnie Bednarz interpretuje jako podżeganie do przemocy, której doznał.

•••

Po powaleniu Wilamowskiego na łopatki został wyprowadzony przez Straż Marszałkowską na zewnątrz. Nikt nie zainteresował się, czy aby nic mu się nie stało. Padając wraz z Wilamowskim na ziemię, mógł sobie coś złamać lub skręcić. Tym bardziej że nie jest już młody. Ale to nikogo nie obchodziło. Do czasu. Jak wiemy, stał się gwiazdą. Bezpośrednio po tym incydencie Bednarza obskoczyli dziennikarze. A dwa dni później zadzwoniła do niego Chrobak. – Czy chce pan się spotkać z ministrem? – zapytała. Chodziło o ministra sprawiedliwości. On na to, że oczywiście. Posłanka prosiła, by czekał na nią niedaleko sejmowego biura przepustek. Do spotkania doszło około godz. 14. Ona ponownie zapytała, czy Bednarz chciałby rozmawiać z ministrem. Potwierdził. – Przecież mówiłem, że tak – powiedział. Na to poseł Chrobak, że rząd też chce się spotkać z Bednarzem. Rząd w osobie kogoś z kierownictwa Ministerstwa Sprawiedliwości. Jest wszakże jeden warunek. Ma „odpuścić panu Krzysztofowi Wilamowskiemu”. Wówczas „onizabiorą się za sprawę dzieci”. Bednarz próbował się stawiać. – Oni się biorą za sprawę dzieci, a Wilamowskim niech się zajmie prawo – odparł. – Panie Pawle. Niech pan będzie rozsądny. Jak pan odpuści Wilamowskiemu, to oni się z kopyta zabiorą za sprawę dzieci – przekonywała pani poseł. – Przecież chodzi o te dzieci. Bednarz nadal się stawiał. Pani poseł była bardzo zdegustowana. I słusznie, bo trafiła na jakiegoś strasznego uparciucha. Wreszcie po dłuższej dyskusji zapytała, czy ma dzwonić do ministra w sprawie spotkania, czy nie. Bednarz dał się przekonać. Powiedział, że może się spotkać zWilamowskim przy jednym stole „iuczciwie wyjaśnić sprawę”. – Dobra. Jedziemy. Dogadam się z Wilamowskim – zdecydował.

•••

Pani poseł prosiła, by stał tam, gdzie rozmawiali. Weszła na teren Sejmu. Za dwie minuty podjechał peugeot 607. Na tylnym siedzeniu siedziała posłanka. Opuściła szybę w oknie, zaprosiła Bednarza do środka i zawiozła na negocjacje z rządem RP. Auto zajechało na Aleje Ujazdowskie 11, do siedziby Ministerstwa Sprawiedliwości. Bednarza i poseł Chrobak winda zawiozła na trzecie piętro. Numeru pokoju nie pamięta. Tam czekał na niego wiceminister Michał Wójcik, sędzia Leszek Kuziak i jakaś pani o imieniu Karolina. Nastąpiło krótkie przywitanie. Okazało się, że Bednarz i wiceminister są nieomal sąsiadami z jednego osiedla w Sosnowcu. Zrobiło się miło. – Proponuję mediację – powiedział wiceminister. – Chce pan skorzystać z tej mojej propozycji?, – Panie ministrze – Bednarz palnął spicz. – Od dwóch dni nie czekam na nic innego, jak tylko na telefon z PiS – albo od Wilamowskiego, albo od marszałka, z propozycją spotkania. Jestem katolikiem. Katolicy w ostateczności spotykają się w sądzie. Prawdziwi mężczyźni siadają do stołu i rozmawiają. I wyjaśniają sobie wszystko przy stole, przyznając się do błędu. Rzeczą ludzką jest popełnić błąd, a tylko nieliczni potrafią się do niego przyznać. – Nie ukrywam, że w ministerstwie jest pan Krzysztof – odpowiedział wiceminister. – Jeśli chce pan skorzystać

•••

Bednarz po raz kolejny potwierdził. Po chwili do pokoju rzeczywiście wszedł Wilamowski. Był blady niczym ściana. Towarzyszyło mu dwóch młodych ludzi. Świadków było więc wielu. – Chciałem panu wyjaśnić odnośnie sytuacji, która zaistniała – zaczął nieskładnie Wilamowski. Bednarz mu przerwał. – Panie Krzysztofie. Pozwoli pan, że powiem jedno zdanie, przerywając panu i potem pan zadecyduje, co dalej. Rozumiem, że zobaczył pan swój błąd?, Wilamowski potwierdził. – Jeżeli tak, to proszę uścisnąć moją dłoń – zakończył Bednarz. Wyciągnął rękę nad stołem. Wilamowski ją uścisnął. – Gratuluję panu postawy. Pan marszałek może się od pana uczyć. Każdemu zdarzy się zrobić błąd, jednak nie każdy umie się do niego przyznać – przypiekał swoich rozmówców Bednarz. Potem zrobiono pamiątkowe zdjęcie mające być zarazem dowodem, że doszło do pojednania i Wilamowski wyszedł. Przy stole zostali Bednarz, wiceminister Wójcik, sędzia Kuziak, posłanka Chrobak i wspomniana już Karolina.

•••

Wtedy Bednarz opowiedział, jak wygląda polska procedura wysyłania sierot za granicę na podstawie przykładu trojga dzieci z domu dziecka z Sarnowa w woj. śląskim. Oni nie wszystko rozumieli, więc objaśniał, rysując wykresy na kartce. – Widzicie państwo? Proces adopcyjny jest zakończony. Dzieci trafiły za granicę. Cała procedura została przeprowadzona zgodnie z ustawą o pieczy zastępczej, a mimo to prawo zostało złamane. – No ma pan rację! – potwierdzili wiceminister Wójcik i sędzia Kuziak. Posłanka przytakiwała. – Czuliśmy, że coś jest na rzeczy – mówił wiceminister. – Że gdzieś jest jakiś myk, ale nie wiedzieliśmy gdzie. Bardzo dziękuję, że pan nam to pokazał.

•••

Wskrócie rzecz biorąc chodziło o to, że rozdzielane są rodzeństwa. Dzieci, choć nie chcą, nie mają nic do gadania. Jadą w nieznane. Traktuje się je jak przedmioty, a przy okazji odbiera im się obywatelstwo polskie. Jednocześnie namożliwość adopcji dziecka czekają tysiące polskich rodzin. Bednarz mówił też, że na świecie jest około dwóch tysięcy miejsc, gdzie trafiły sieroty i nikt nic o ich losie nie wie. Politycy obiecali Bednarzowi, że rząd zajmie się tą sprawą. Jeszcze raz dziękowali, ściskali mu dłoń i znów dziękowali. Kilka dni później zadzwonił do niego jakiś pan Maciej z Ministerstwa Sprawiedliwości. Prosił o dane tych sierot, o których Bednarz wiedział. Bednarz skopiował wszystkie dokumenty, jakie posiada i wysłał do ministerstwa. Za kilka dni znowu do niego dzwoniono. Tym razem poproszono go o ustalenie miejsca pobytu polskich sierot we Włoszech. Bednarzowi ta prośba wydała się śmieszna. Skąd on ma to wiedzieć? Natomiast ministerstwo może te informacje ustalić w ciągu dwóch minut. Ale powiedział, że zobaczy, co da się zrobić.

•••

Ze dwa tygodnie później, jako prezes fundacji zajmującej się sierotami, odwiedził podopiecznych jednego z domów dziecka. Dowiedział się, że kolejne dzieci wyjechały za granicę. Najprawdopodobniej do Włoch. 10 października z Departamentu Spraw Rodzinnych i Nieletnich Ministerstwa Sprawiedliwości pan prezes otrzymał pismo, że cała jego znajomość dżudo okazała się nieprzydatna. Kwintesencja pisma, podpisanego przez sędziego Dariusza Cieślika, wicedyrektora Departamentu: „MinisterSprawiedliwości nie posiada uprawnień do wstrzymania toczących się postępowań czy ingerencji w indywidualnych sprawach”. Ale Bednarz i Wilamowski są pogodzeni, o czym zaświadcza zdjęcie. Według wersji przekazanej dziennikarzom przez PiS to Wilamowski pierwszy wyciągnął rękę.

Foto popis| z możliwości mediacji, to ja go tu poproszę. Foto autor| Ilustr. KRZYSZTOF OLEJNIK, AVEVALUE| 23745

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.