Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Autor
ANDRZEJ ROZENEK

Postrzeleni

numer 02/17

Poselski projekt ustawy o broni i amunicji, złożony przez klub Kukiz ’15,to klasyczne odzwierciedlenie powiedzenia „lepsze jest wrogiem dobrego”. Posłowie Kukiza deklarują, że chcą zwiększyć dostęp obywateli do broni. W rzeczywistości ich projekt może wywołać skutek odwrotny.

Według dotychczas obowiązującego prawa pozwolenia na posiadanie broni wydają wyspecjalizowane wydziały postępowań administracyjnych w komendach wojewódzkich policji. Wbrew obiegowej opinii pozwolenia nie są wydawane „po uważaniu”. Zgodnie z obowiązującym prawem każdy, kto jest niekarany, przejdzie badania lekarskie (wtym psychiatryczne) i zda odpowiedni egzamin, musi otrzymać pozwolenie na broń do celów sportowych i kolekcjonerskich.

Obecnie obowiązujące prawo wcale nie jest zbyt restrykcyjne i każdy, kto chce rozwijać pasję strzelecką, może to robić.

Nadzór policji nie ma charakteru ograniczenia praw obywatelskich, zapewnia jedynie konieczną kontrolę.

I

Tymczasem projekt kukizowców oddaje kompetencje policji samorządowcom: „Art.11. 1. Pozwolenie na broń wydaje w drodze decyzji administracyjnej starosta lub prezydent miasta na prawach powiatu…”. Stanowisko starosty jest z założenia polityczne. Starostami zostają członkowie partii lub ugrupowań rządzących w powiecie. Aby zostać starostą, nie trzeba mieć żadnej specjalnej wiedzy, z wyjątkiem umiejętności politycznych. Nie chcę lekceważyć roli i znaczenia samorządów, które zazwyczaj dobrze służą obywatelom, jednak jest różnica między starostą a oficerem policji. Żeby zostać naczelnikiem takiego dajmy na to Wydziału Postępowań Administracyjnych Komendy Wojewódzkiej Policji, trzeba przejść długą drogę kariery służbowej, stopień po stopniu awansować, a wcześniej ukończyć odpowiednią szkołę i wiele kursów. Starostą może zostać każdy, byleby miał chody w rządzącej na danym terenie partii. Prosty przegląd prasy z ostatnich miesięcy: „Starosta oskarżony o molestowanie dyrektorki zespołu szkół; starosta odpowie za korupcję; starosta oskarżony o dwumilionowe oszustwa; starosta dopuścił się nadużycia stanowiska służbowego i fałszowania dokumentów; starosta złapany na jeździe pod wpływem alkoholu” itp. itd. Merytorycznie projekt kukizowców jest po prostu irracjonalny, zakłada bowiem, że starosta zna się lepiej na broni niż policjant. A wiedza jest w tym przypadku konieczna. Proces wydawania pozwoleń na broń nie może być czysto mechaniczny, wymaga kompetencji i doświadczenia.

II

Inne skutki wejścia w życie nowej ustawy o broni i amunicji też są dalekie od deklarowanej większej dostępności broni dla „praworządnych obywateli”. Według projektu posiadacz rozszerzonego pozwolenia na broń musiałby co 5 lat zdawać egzamin. Rozumiem potrzebę przeprowadzania co jakiś czas badań lekarskich, tak jak to jest w obecnie obowiązującym prawie, ale po cholerę zmuszać ludzi do ciągłego potwierdzania znajomości przepisów, zasad bezpieczeństwa i budowy broni? Czy od kierowców wymagamy, aby co 5 lat udowadniali w formie egzaminu, że znają znaki drogowe i potrafią parkować? A dlaczego co 5 lat? Może co rok albo co miesiąc? Rzekomo proobywatelska partia funduje posiadaczom broni niezły pasztet. Zadowoleni z tego będą wyłącznie ci, którzy na organizacji takich egzaminów i kursów się pożywią. To kolejny merytoryczny feler tego projektu. Ale są i inne – natury politycznej i taktycznej. Można uznać, że scedowanie na samorządy wydawania pozwoleń na broń jest realizacją idei decentralizacji i służy wzmacnianiu Polski samorządnej. Według moich informacji PiS jednak do tego nie dopuści. Kaczyński od początku prowadzi politykę centralizacji i koncentracji władzy. Posłowie partii rządzącej wpadli na pomysł, aby w razie czego sprytnie wykorzystać projekt kukizowców. Chcą wprowadzić do projektu poprawkę – to nie starosta, lecz wojewoda ma decydować o wydaniu pozwolenia na broń. To by oznaczało, że partia Kaczyńskiego będzie rozdawać i odbierać pozwolenia na broń. Wojewoda wszak to urzędnik mianowany przez rząd, czyli w obecnych czasach po prostu pisowski administrator 1/16kraju. Gdyby PiS miało decydować o tym, kto ma mieć broń, po ulicach już dawno biegałyby hordy kiboli, nazioli, szwadronów Antoniego i innej maści prawicowej ekstremy z giwerami w rękach. A obywatele podejrzewani o lewactwo mogliby się starać najwyżej o pistolety na wodę. Święconą. Taki może być efekt grzebania przez klub Kukiz ’15w ustawie o broni i amunicji.

III

W opisie projektu znajduje się informacja, iż projekt ustawy był „przedłożony celem zaopiniowania środowiskom strzeleckim, w tym strzelcom sportowym oraz czarnoprochowym, myśliwym, kolekcjonerom, przedsiębiorcom działającym w branży obrotu i wytwarzania broni i amunicji, a w zakresie specjalistycznym – lekarzom oraz prawnikom”. Odbyłem wiele rozmów na ten temat z posiadaczami broni, entuzjastami, prezesami związków strzeleckich i strzelnic. Dominująca opinia jest dla projektu druzgocząca. Większość moich rozmówców uważa, że grzebanie przy ustawie o broni i amunicji wyłącznie im zaszkodzi, obudzi społeczną histerię i w efekcie doprowadzi do ograniczenia, a nie liberalizacji dostępu do broni. Jest w tym wiele racji, hoplofobia (lęk przed bronią) staje się zjawiskiem powszechnym, nakręcanym przez atmosferę wszechobecnej walki z terroryzmem i fałszywie interpretowane doniesienia o masakrach z użyciem broni. Populiści wykorzystują temat broni do straszenia obywateli; mieliśmy tego przykłady zarówno w Polsce, jak i w innych krajach Unii Europejskiej. Naprawdę ktoś przypuszcza, że w takich warunkach da się zliberalizować dostęp do broni? Czy nie należy po prostu docenić to, iż obecnie obowiązujące w Polsce prawo jest wystarczająco elastyczne, aby każdy, kto chce, mógł broń posiadać? Tak, oczywiście, wiąże się to z koniecznością przejścia odpowiedniej procedury i poddania się weryfikacji policji. Tylko cóż w tym złego? To przecież daje społeczeństwu poczucie, że posiadanie i obrót bronią jest pod kontrolą profesjonalistów. Rozmawiałem z prezesami klubów strzeleckich oraz właścicielami strzelnic. Podkreślają oni, że w ramach obowiązujących przepisów obserwują znaczne zwiększenie zainteresowania obywateli pasją strzelecką. Ludzie chcą strzelać rekreacyjnie, sportowo i interesują się bronią. Przepisy nie są dla nich przeszkodą. Problemem natomiast jest niejasne prawo dotyczące użycia broni do obrony koniecznej i obrony tzw. miru domowego.

IV

Pisząc te słowa wiem, że bardzo podpadnę środowisku Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni (ROMB),które jest w istocie autorem projektu lansowanego przez kukizowców. Rozumiem i w pełni popieram wolnościowe hasła głoszone przez to środowisko.

Broń w rękach praworządnych obywateli nie jest większym zagrożeniem niż, dajmy na to, samochody, żyletki albo łopaty.

Jednak zabieranie kompetencji w zakresie pozwoleń na broń policjantom, aby dać je politykom, jest nierozsądne, a podnoszenie tego tematu teraz, przy skrajnie niekorzystnym dla entuzjastów broni klimacie, przyniesie odwrotne skutki od zamierzonych. Obecnie funkcjonująca ustawa o broni i amunicji wymaga nieznacznych, kosmetycznych korekt. Miłośnicy broni powinni raczej skupić się na szerzeniu edukacji i aktywnej walce z hoplofobią, aby zapobiec pojawiającym się co chwila planom ograniczenia dostępu do broni. Zdroworozsądkowego podejścia do tej sprawy w Sejmie bym się raczej nie spodziewał. Na stu obywateli w Polsce przypada 1,3 jednostki broni. Dla porównania: w Czechach 16,3 sztuk na 100 obywateli, a w Niemczech 30,3. Ze statystyki wynika, iż w Sejmie broń ma sześciu posłów. Reszta nie ma o strzelaniu zielonego pojęcia.

[email protected]

Projekt ustawy o broni i amunicji wpłynął do laski marszałkowskiej 4 listopada 2016 r. i został skierowany do opinii Biura Legislacyjnego oraz Biura Analiz Sejmowych. 10 listopada 2016 r. skierowano go do konsultacji (SN,KRS, KRRP, NRA, PG, NRL, NRPiP, GIODO, KRDL, BCC, Lewiatan, PRP, ZRP i PTP) oraz do zaopiniowania przez organizacje samorządowe; 2 grudnia 2016 r. trafił do komisji ustawodawczej (niezgodność z prawem UE); tego samego dnia zwrócono się do autorów wniosku o uzupełnienie uzasadnienia. Przedstawicielem wnioskodawców jest poseł Bartosz Jóźwiak z Kukiz ’15.

Foto autor| Ilustr. KRZYSZTOF OLEJNIK, AVEVALUE| 23185

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.