Motto tygodnia: Robienie wbrew Dudzie idzie Macierewiczowi jak po grudzie.

Polka się nie wymydli

numer 50/16

Wszystko, czego chcielibyście się dowiedzieć o zbieraniu truskawek, ale boicie się zapytać.

Hiszpańska Andaluzja, tuż przy ujściu rzeki Tinto do Atlantyku. Cieplutko, pachnąco, za darmo można przejść na dietę owocową. Nie to, co na zmywaku w Anglii. W prowincji Huelva praca czeka na kobiety. Bo są odporniejsze od mężczyzn i lepiej znoszą ból. Od marca do maja pod gołym niebem zbierają czerwone złoto, czyli truskawki. Truskawek uprawia się coraz mniej, bo konsumenci zaczynają gustować w malinach czy jeżynach, ale wciąż trzeba zdjąć z krzaczków 250 tys. ton owoców o wartości ok. 320 mln euro.

•••

Barbara ma 34 lata, niebieskie oczy, przystrzyżoną na pazia blond czuprynę. Spotykamy się w kawiarni w Gdańsku. – Żadnych nazwisk ani faktów z Polski, które mogą mnie zdekonspirować – ostrzega. – Pod tym warunkiem opowiem o truskawkowym raju. Na początku 2016 r. straciła pracę w banku. Miała umowę okresową, sprzedała mniej kredytów, niż oczekiwali szefowie. – Jedź ze mną. Zarobisz. WHuelvie wszystko będzie zależało tylko od ciebie – zachęcała koleżanka. – Jak to, jadę i już? Bez skierowania? Bez gwarancji? A jeśli będą mieli dość swoich pracowników? – dociekała. Pamiętała historie sprzed lat, głośno było o nich w mediach. Polskie urzędy pracy legalnie wysłały kobiety do tej pracy. Grupa z Łodzi pojechała bez pieniędzy, licząc na wikt i wyro. Jedzenia nie było, spały po 3 w jednym łóżku, mdlały na polu w 40-stopniowym upale, połowa pożyczyła pieniądze od Rumunek i po kilku dniach wróciła do kraju. – Spokojnie. Jeżdżę tam od trzech lat. Na plantację Marco. Porządny facet, płaci w terminie, nie szachruje z liczbą kobiałek. Tylko do truskawek potrzebują 65 dodatkowych rąk. Dniówka 40 euro. Można załapać się przymalinach, jabłkach i przesiedzieć wHiszpanii prawie cały rok – zachwalała Marta. – Na razie jedź na 3 miesiące. Poradzimy sobie. Lila jest już duża – zgodził się mąż. 4-latkatrzymała fason, bo Barbara obiecała wrócić z Barbie w kabriolecie. 8-osobowypokój w baraku w szczerym polu, oddalonym o kilka kilometrów od wsi. Piętrowe prycze. Marta wyparowała, Barbara zajęła 2 łóżka. Koleżanka wróciła wieczorem. – Zwolnij moje wyro – oznajmiła. – Dostałam stary pokój na farmie – oznajmiła. Gorąco, ból pleców, tempo, mroczki przed oczami. Minuta na wstanie z kolan. „Rapido”– krzyczał brygadzista, co znaczy „szybko”. Za zostawienie owocu na krzaku kara 10 euro. Co dwie godziny przerwy na wodę i papierosa. – Wytrzymam – postanowiła Barbara. – Za sezon zbiorę 15 tys. zł. Opędzimy najpilniejsze wydatki, może zostanie coś na wakacje – planowała.

Po tygodniu Marco kazał jej się spakować. – Będziesz miała lepiej – powiedział łamaną angielszczyzną i zaprowadził do kanciapy Marty. – Zmiana. Marta wyniosła się bez emocji. Barbara myślała, że to wyróżnienie za harówę, ostatnio zbierała więcej kobiałek niż koleżanka. Gdy wróciła po prysznicu, Marco leżał w jej łóżku.

Noc spędziła pod jabłonką. Następnego dnia zarobiła tylko 20 euro. Brygadzista mylił się na jej niekorzyść przy liczeniu koszyków. – Za wolno robisz! – skomentował Marco. Nowe koleżanki uspokajały. Na pewno nie warto zmienić plantacji. W najbliższej rządzi Katarzyna. Rodaczka. Za przyjęcie do roboty kasuje 150 euro. Po kilku dniach pod byle pretekstem zwalnia i przyjmuje nowe panie. Też za 150 euro. Mieszka z właścicielem, to wdowiec. W Polsce ma męża i dwoje dzieci. Bilet do Polski kosztował 1130 zł. Została na 4 miesiące. – Brawo ja – myślała, witając się z rodziną.

•••

Polki są mile widziane w Hiszpanii, podobnie jak Rumunki. Bo ładne, pracowite, zgodne. Rocznie pracuje ich przy truskawkach, malinach i jeżynach nawet 50 tysięcy. Na forach można przeczytać zwierzenia zadowolonych („hejlaski pogoda wspaniała zdążyłam sobie gębę spalić, udało się zaliczyć kilka nadgodzin, mam fajnego szefa…”), pogodzonych („niejest tak źle jak piszą”) oraz wkurwionych („szefyproponują kasę za sex bo inaczej pracy można się pozbyć Polki również się zdarzają bo wyjścia nie mają”). Do Hiszpanii przyjeżdżają też Marokanki. Właśnie one kilka lat temu postawiły na nogi policję. Miały po 18–30lat. „Będzieszdobra albo won” – usłyszały od pracodawcy. „Będziesz dobra albo nie pójdziesz siku…”. „Będzieszdobra, policzę ci więcej kobiałek”. Dzięki zeznaniom ośmiu kobiet z Afryki prokuratura oskarżyła właściciela plantacji, jego syna i nadzorcę o groźby i nadużycia seksualne wobec kobiet. Hiszpański „ElPais” ujawnił, że o nocnych wizytach szefów w barakach kobiet w Huelvie mówi się od dwudziestu lat. Z dużej chmury nie spadł żaden deszcz. Kobiety, które przystały na układ, wyjaśniały, że są narzeczonymi oskarżonych. Zaświadczyły, że na plantacjach nie było nadużyć, Marokanki kłamią, bo są chciwe i zazdrosne.

•••

Hiszpania nie jest jedynym krajem, w którym wykorzystują seksualnie zależne kobiety z gorszego świata. Nieznające języka, oddalone o tysiące kilometrów od domu, praktycznie nie mają wyboru. Agencja Praw Podstawowych Unii Europejskiej zbadała, że w Holandii aż 45 procent kobiet w wieku powyżej 15 lat zetknęło się z przemocą seksualną. Czy również Polki? To pytanie retoryczne. Nie ma nic prostszego niż wyjechać do pracy do Holandii. „Będę pracować po 50 godzin tygodniowo, dużo zarobię, mało wydam” – kombinują panie i zgłaszają się do pośredników. Już namiejscu okazuje się, że pracy jest jak na lekarstwo. Trzeba na nią czekać, płacąc pośrednikowi za ubezpieczenie i noclegi. Trzeba też coś jeść. Telewizja holenderska pokazała reportaż o Polce, która przyjechała się dorobić. W ciągu miesiąca udało jej się znaleźć zatrudnienie na 16 godzin. Zarobiła na czysto 128 euro. Po opłaceniu kosztów pobytu, nie licząc wyżywienia – minus 13 euro. Na umowach śmieciowych dorabia w Holandii nawet 80 tysięcy Polek. Od szefa zależy, czy będą pracować 6 dni w tygodniu, czy wcale. Londyński „ExpressPolish” pisze o studentce filologiifińskiej, która osiedliła się w Finlandii. „Mówiłam po fińsku często i chętnie, niestety ze słowiańskim akcentem. Po kolejnym pytaniu Fina „ilebierzesz za noc”, przeszłam na język angielski, bo mój akcent nie był już tak oczywisty”. Niedawno toruńskie „Nowości” przytoczyły historię Marzeny, która zatrudniła się wWielkiej Brytanii wprzydrożnym barze. Po dwóch dniach właściciel uznał, że dobrze pracuje i w nagrodę zaproponował seks na zapleczu. Zanim zdążyła przetrawić ofertę, rozłożył materac. Powiedziała „nie”. Kolejnego dnia na szybie pojawiło się ogłoszenie, że bar szuka dziewczyny. – Źle pracowałaś, wynoś się – oznajmił boss. Napastowanie seksualne dotyczy też kobiet dobrze wykształconych. Aż rok zajęło polskiej stomatolożce zatrudnionej na Wyspach złożenie oficjalnej skargi na molestującego ją zwierzchnika.

•••

Pośrednicy wciąż szukają kobiet do pracy za granicą. „Możebyć bez języka” – wabią. – „Dobrzezarobisz”. W Luttelgeest w Holandii możemy pielęgnować i ścinać róże. Wystarcza wykształcenie zawodowe. Zagwarantowane od 7 tys. do 10 tys. zł, wypłata raz w tygodniu, robota legalna, ubezpieczenie zdrowotne. Jest też o zagrożeniach. Prawda, że to uczciwy pośrednik? Od razu uprzedza, że w szklarniach stosuje się środki ochrony roślin i trzeba używać sekatora. Ścinanie i pakowanie warzyw, też Holandia. Wykształcenie podstawowe, 8 tys. zł miesięcznie. Pakowanie kiełbasek w Niemczech… Etykietowanie produktów…, Pośrednicy radzą, aby podczas rozmowy kwalifikacyjnej nie mówić źle o byłym pracodawcy, bo nowy pomyśli, że kiedyś tak samo powiesz o nim. I przed wejściem starannie przemyśleć odpowiedź na pytanie, jaką stresującą sytuację przeżyłaś w ostatnim miejscu pracy. Absolutnie nie można powiedzieć, że na kogoś nakrzyczałaś. Albo poleciałaś ze skargą na pryncypała. Jedna z polskich uczelni przeprowadziła ankietę wśród emigrantek zarobkowych, czy mają problemy za granicą. I jakie. Panie skarżyły się na nieuczciwych pracodawców. Na molestowanie seksualne żadna. BOŻENA DUNAT

[email protected]

Foto autor| Rys. MARCIN BONDAROWICZ, AVEVALUE| 21337

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.