Motto tygodnia: Droższa benzyna to PiS-u wina.

Piłkarze o lepkich palcach

numer 05/17

ilustr. WŁODEK KIERUS

Jak na kleju zarobić milion dolarów.

Działacze międzynarodowych federacji sportowych mają dobrą pracę. Latają po świecie samolotami w pierwszej klasie, zatrzymują się w najwytworniejszych hotelach, chodzą na bankiety a la fourchette – tak dbają o rozwój swojej dyscypliny sportu. Od czasu do czasu ogłaszają, że wymyślili coś rewolucyjnego.

*

W sporcie, podobnie jak w wielu innych dziedzinach życia, nawet drobna z pozoru zmiana reguł może przynieść zaskakujące dla jej autorów efekty. Ostatnio wysyp pomysłów nastąpił w FIFA, czyli w Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej. To zrozumiałe. Po aferze korupcyjnej we władzach znalazło się sporo nowych ludzi, a każdy chce zaznaczyć swoją obecność w piłkarskiej centrali. Już zadecydowano, że począwszy od 2026 r. w mistrzostwach świata nie będą uczestniczyć, jak dotychczas, 32 zespoły, lecz aż 48. Cel jest jasny: popularyzacja dyscypliny w świecie (jakgdyby futbol rzeczywiście bardzo potrzebował popularyzacji). Czy wydłużenie czasu trwania imprezy i rozgrywanie wielu spotkań zespołów o wyraźnie różnym poziomie sportowym przyniesie spodziewany efekt? Przyszłość pokaże. W każdym razie decyzję podjęto jednogłośnie.

*

Prawdziwą rewolucję chciałby przeprowadzić dyrektor rozwoju technicznego FIFA Marco van Basten. Proponuje zniesienie przepisu o pozycji spalonej. Rzeczywiście, spalony od dawna drażni wielu ludzi. Prostota przepisów jest jednym ze źródeł popularności futbolu i tylko ten nieszczęsny spalony wymaga fachowego przygotowania do oglądania meczu. Marco van Basten był jednak wspaniałym piłkarzem i musiał uczestniczyć w tysiącach gier treningowych, podczas których nie stosuje się tego przepisu. Niemożliwe, żeby nie wiedział, że nie ma wówczas mowy o płynności gry, że pod każdą z bramek stoi napastnik albo nawet kilku, tylko czekając na długie podanie od obrońców. Argument, że „takjest w hokeju”, zupełnie nie przystaje do rzeczywistości, bo w hokeju także mamy do czynienia z pozycją spaloną, tylko inną niż w futbolu (tam napastnik nie może wjechać wcześniej do tercji obronnej rywala, niż znajdzie się w niej krążek). Nie ma co się rozwodzić nad pomysłami dyrektora technicznego FIFA, spośród których większość – nie wiadomo dlaczego – zaczerpnął właśnie z hokeja. Sprawa jest świeża, powszechnie znana, każdy kibic ma swoje zdanie, a większość fachowców uważa, że propozycje Holendra to science fiction.

*

Czas przedstawić pomysł z innej dziedziny sportu, choć także związanej z piłką. Warto mu się przyjrzeć bliżej, choćby dlatego, że dyscyplina ta nie jest tak popularna jak futbol i wszelkie nowinki nie odbijają się tak szerokim echem. Działacze Międzynarodowej Federacji Piłki Ręcznej podczas niedawnych mistrzostw świata we Francji ogłosili, że przeznaczają milion dolarów na badania, aby doprowadzić do wyprodukowania takiej piłki, która nie będzie wymagać od zawodników smarowania palców klejem. O co chodzi i co ma to wspólnego z rozwojem piłki ręcznej w świecie? Okazuje się, że ma. Dziś trudno stwierdzić, kto i kiedy wpadł na pomysł, że jeśli przed meczem posmaruje się palce klejem, piłka nie będzie wyślizgiwać się z rąk, a zawodniczka lub zawodnik będą ją lepiej – jak się mówi w ich gwarze – czuli. W każdym razie zwyczaj ten utrzymuje się mniej więcej od pół wieku. W tzw. minionym okresie dewizy były w państwach bloku socjalistycznego bardzo mile widziane, ale zawsze ich brakowało. Dlatego ktokolwiek miał coś wspólnego z piłką ręczną, a zdarzyło mu się być w Czechosłowacji, wypatrywał napisu „Zahradnísklad”, który informował, że znajduje się tam sklep ogrodniczy. Zdaniem wielu fachowców tamtejszy klej do szczepienia drzewek owocowych nie tylko dorównywał skutecznością zachodnim specyfikom stworzonym specjalnie dla sportowców, ale nawet je przewyższał. Oczywiście podczas gry klej przenosi się ze spoconych palców na piłkę, która po pewnym czasie jest tak oblepiona, że nawet nie chce się toczyć po parkiecie. Rzutcy kapitaliści wymyślili specyfik do przecierania piłki, ale czasem i to nie wystarcza, podczas meczu drużyny mają więc prawo zwrócić się do jury o wprowadzenie do gry nowej czystej piłki. Po syrenie kończącej zawody sportowcy idą pod prysznic, szorują ręce, ale w hali zostaje uwalany klejem parkiet, a nierzadko i ściany. Doprowadzenie wszystkiego do porządku wcale nie jest proste. Klej używany przez zawodników produkowany jest na bazie żywic, trzeba więc mocnych chemikaliów, żeby go usunąć. Nic dziwnego, że gospodarze obiektów starają się wszystkimi sposobami utrudnić do nich dostęp piłkarzom ręcznym. Nie chodzi nawet o mecze, tu zawsze znajdzie się dość pieniędzy na opłacenie sprzątania, ale przede wszystkim o treningi. Większość szkoleniowców uważa, że początkujący piłkarze ręczni nie muszą używać kleju. Ale który dzieciak nie chciałby być jak Karol Bielecki czy jeden z braci Jureckich? To trochę tak, jak gdyby zabronić piłkarskim młodzikom grania i trenowania w korkach albo getrach. Dlatego paluchy smarują już także uczniowie. Wróćmy do czasów sprzed roku 1989. Nawet wspomniany czechosłowacki klej ogrodniczy nie był wówczas czymś powszechnie dostępnym. Piłka ręczna była jednym z najpopularniejszych szkolnych sportów. Dziś nie da się o niej tego powiedzieć. Na przeszkodzie stanęli klej i woźny. Dlatego przeznaczenie przez Międzynarodową Federację Piłki Ręcznej okrągłej kwoty na wynalezienie piłki eliminującej konieczność stosowania kleju może naprawdę przyczynić się do rozwoju tej dyscypliny i wcale nie jest jakimś błahym pomysłem rzuconym na bankiecie między dwoma kęsami ośmiorniczek.

**

Jeśli uda się wyprodukować nowy sprzęt, a zapewne za milion dolarów się uda, nie będzie to pierwszy pozytywny efekt uzyskany dzięki zmianie technologii produkcji piłki. Podczas mistrzostw świata w Meksyku w 1986 r. futboliści po raz pierwszy zagrali „Aztecą”wykonaną z tworzywa sztucznego. Skórzana piłka podczas deszczu nasiąkała wodą, stawała się ciężka i uderzenie jej głową przypominało otrzymanie bokserskiego ciosu. W dodatku piłki były szyte ręcznie, każdy egzemplarz nieco się różnił od pozostałych. Dlatego podczas całego meczu można było grać tylko jedną futbolówką. Jeśli ktoś kopnął ją w trybuny, trzeba było czekać, aż widzowie się zlitują i odrzucą ją na boisko. A nie zawsze mieli na to ochotę, zwłaszcza jeśli na zyskaniu czasu zależało drużynie, której kibicowali. Wszystkie piłki z tworzywa sztucznego były natomiast identyczne, można więc było podczas meczu umieścić ich kilka obok linii bocznej, gra była szybko wznawiana, co wpłynęło na jej płynność i atrakcyjność dla publiczności.

**

Ciekawostką jest, że w koszykówce do 1915 r. używano piłki futbolowej, a przypominającą obecną, bez wyraźnego szwu, wprowadzono w 1938 r. Wsiatkówkę natomiast podczas oficjalnych zawodów wolno grać tylko piłkami zatwierdzonymi przez międzynarodową federację, a ta – co można zauważyć podczas rozmaitych turniejów – preferuje firmy Mikasa i Molten. Rewolucja nie ominęła nawet tenisa stołowego. Kiedyś grano piłeczkami z celuloidu, teraz rakietką odbija się piłeczkę plastikową. Zdaniem działaczy wprowadzających tę nowinkę tym razem chodziło o ekologię. Produkcja celuloidu jest podobno szkodliwa dla środowiska.

Co jakiś czas podnoszą się głosy wzywające do zwiększenia średnicy piłeczki. Spowolniłoby to jej lot. Umiejętności zawodniczek, a zwłaszcza zawodników są tak duże, że widzom trudno nadążyć za nią wzrokiem.

Ile złego potrafi narobić wprowadzana na chybcika dobra zmiana, pokazuje przykład Anglii. Swego czasu tamtejsza federacja futbolu wpadła na pomysł, że do piłkarskich szkółek nie wolno przyjmować dzieciaków, którym dojazd na trening zajmuje więcej niż godzinę. Kierowano się oczywiście ich dobrem. Gdyby szybko nie wycofano się z tego pomysłu, gwiazdą stadionów nie zostałby David Beckham, bo nie mógłby trenować w szkółce Manchesteru United. Miał za daleko. WOJCIECH MITTELSTAEDT

[email protected]

AVEVALUE| 21497

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.