Motto tygodnia: Gwałt, rety, co się dzieje? Prąd drożeje? Nie drożeje.

Autor
MACIEJ MIKOŁAJCZYK

Ogórek tej ziemi

numer 31/12

Największym sukcesem Polskiego Związku Działkowców jest wyhodowanie Mariana Jurczyka.

Marian Jurczyk, legenda „Solidarności”, eks-senator Rzeczypospolitej oraz były prezydent Szczecina wraz z małżonką Gienią od 2000 r. aż do dzisiaj zamieszkuje na działce znajdującej się na terenie Rodzinnego Ogrodu Działkowego „Przyjaźń”w Szczecinie. Żyje w skromnej altance, przez wiadome siły określane willą, i tam, na łonie przyrody, w przyjaznym towarzystwie marchewki co sił służy ojczyźnie. Gdyby PZD bezdusznie trzymał się statutu zabraniającego zamieszkiwania na działkach, gdyby pedantycznie przestrzegał zapisanej w statucie zasady, że altana może mieć maksimum 25 mkw., już dawno Jurczyków przepędziłby z działki. Lecz chociaż nawet najbardziej upośledzone dziecko w województwie zachodniopomorskim wie, że altanka Jurczyka ma gabaryty 2,5 razy większe od dopuszczalnych, nie przepędził. Mimo że ostatnio wokół altanki zrobiło się gorąco. Nieoczekiwanego rumoru narobił bowiem inspektorat budowlany.

Jurczyk należy do tych o wysokich wymaganiach

Pod koniec zeszłego roku, 11 lat od zbudowania altanki, inspektorat uznał, że altanka stanowi samowolę budowlaną, i wydał nakaz rozbiórki. Jeśli mi zburzą tę altankę, bo przecież ja nie będę jej sam rozbierał, nie mam siły, za stary jestem, to ja mam gdzie mieszkać. Mam mieszkanie w bloku, ale ja do miasta żyć nie pójdę. Ostatnio trzy razy straciłem przytomność w altance. Co by było, gdyby to się stało w mieście? Nie wiem, co będzie dalej. Takie rzeczy mi się przydarzają, bo nie stoję po odpowiedniej stronie – szlochał Jurczyk, gdy dowiedział się o podłej decyzji inspektoratu.

Ale gdy zaszył się w swej altance, wnet oprzytomniał, odzyskał siły i odwołał się.

Wojewódzki Inspektorat Nadzoru Budowlanego stanął na wysokości zadania i uchylił decyzję o rozbiórce. Powołał się przy tym na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego głoszący, że jeżeli do przywrócenia stanu zgodnego z prawem możliwa jest częściowa rozbiórka, to nie trzeba nakazywać rozbiórki całego obiektu. I nakazał powiatowemu nadzorowi budowlanemu, by ten zbadał, czy rozebranie kawałka altanki doprowadzi ją do stanu zgodnego z przepisami. Postępowanie trwa.

Nie lubi on miejsc narażonych na wiatry

Odetchnął Marian Jurczyk i powrócił do altanki, by rozmyślać nad złożonością dziejów.

Apelujemy do urzędników i Polskiego Związku Działkowców: pozwólcie legendzie „Solidarności” mieszkać na działce.

To tam właśnie osiągnął swe życiowe sukcesy, tam też szczególnie przysłużył się Rzeczpospolitej.

Towarzysze, nie przeganiajcie najsłynniejszego polskiego działkowca!

Jako mieszkaniec altany nasz bohater został bowiem prezydentem Szczecina, i to dwukrotnie. Co prawda oponenci Jurczyka twierdzą, że miasto w czasie jego rządów spadło z ekstraklasy do III ligi, ale zapominają, bydlaki, że dał on zdecydowany odpór żywiołowi niemieckiemu. W ten sposób, że zerwał umowę z niemiecką firmą Euroinvest Saller, która chciała kupić kawał szczecińskiej ziemi w celu wybudowania hipermarketu. Pan Marian dobrze zna życiorys Józefa Ślimaka i sam do upadłego broni swej placówki na działce, powiedział więc szkopom: Ręce precz od szczecińskiej zie mi. Lecz Niemcy, wciąż wierzący, że Szczecin znowu będzie się nazywał Stettin, zdołali wpłacić zadatek. Mimo to Jurczyk nie ugiął się: ogłosił, że nie dopuści, by polska ziemia trafiła w niemieckie rę ce. W związku z tym posiadacze niemieckich rąk poszli do sądu. Zażądali zwrotu wpłaconej kwoty wraz z odsetkami i odszkodowaniem, łącznie 9,5 mln zł. Polski sąd widocznie jest na usługach Niemców, bo nakazał miastu, by wypłaciło forsę. A zaraz potem prawdziwe oblicze pokazała prokuratura, oskarżając Jurczyka, że działał na szkodę miasta. Proces trwa do dziś. na marginesie: prokuratura prowadziła również postępowanie w sprawie nielegalnego wybudowania na działce Jurczyka obiektu mieszkalnego. Zakończyła je umorzeniem, bo uznała, że były prezydent miasta nie wiedział, iż willi w ogródku stawiać nie wolno. Świadczy to o tym, że nawet wśród prokuratorów zdarzają się prawdziwi Polacy.

Lubi miejsca nasłonecznione i ciepłe

Dzięki temu Marian Jurczyk rozsławił nasz kraj za wielką wodą. Otrzymał zaproszenie do Nowego Jorku oraz Saint Louis i w swej altance, natchniony przez ogórki, starannie ułożył plan wizyty. I wymyślił, że w jej trakcie podziękuje Ronaldowi Reaganowi za wszystko, co zrobił dla Polaków.

Pomysł ten urzeczywistnił z konsekwencją cechującą wybitnych mężów stanu: o to, by na ręce Reagana złożyć stokrotne dzięki, poprosił burmistrza Saint Louis. I zdziwił się, że jego prośba wśród Amerykanów wywołała znaczącą konsternację oraz tłumioną wesołość. Ale co tam, niech się głupki podśmiechują, nie mają pojęcia, że Polak potrafi być wdzięczny sojusznikom i dobroczyńcom – pomyślał. Tajemnica amerykańskich podśmiechujek wyjaśniła się po powrocie Jurczyka do Polski. Bo wtedy okazało się, że złożenie podziękowań na ręce Reagana było kłopotliwe, gdyż od pewnego czasu już nie żył. Śmiali się z Jurczyka jankesi, śmiali się rodacy, a on znosił to wszystko z godnością, bo Polska przecież jest najważniejsza.

Uprawę dobrze jest zasilić

Dlatego Jurczyk zażądał od Polski odszkodowania. Nie za to, że wytykano mu, iż nie wiedział, że Reagan leży 6 stóp pod ziemią, bo to świadczyłoby o małostkowości. Legendarny lider „Solidarności”,bydląc się na ogródku przy ul. Pokoju w Szczecinie, wpadł na pomysł, by domagać się odszkodowania od ukochanej ojczyzny za to, że został uznany przez sąd za kłamcę lustracyjnego. A Sąd Najwyższy oczyścił go z tych podłych zarzutów, potwierdzając współpracę, ale podnosząc, że Jurczyk kablował w obawie o życie swoje i najbliższych, a na dodatek sprzedawał esbekom informacje nieistotne. Pan Marian chciał 280 tys. zł i zapewne już snuł plany rozbudowy altanki, ale znowu okazało się, że stoi po niewłaściwej stronie. Jego roszczenie zostało bowiem w całości odrzucone, gdyż sąd uznał, iż zaliczenie go do grona kłamców lustracyjnych nie stanowiło złamania przepisów, bo definicja współpracy jest nieostra i podlega interpretacji. A skoro złamania prawa nie było, o odszkodowaniu nie może być mowy. Jurczyk nie rozbudował więc altanki do rozmiarów pałacu.

Możemy go również uprawiać z rozsady

Wielkie dzieła zawsze rodziły się w ciasnocie, a nie wsalonach. I gdy w zeszłym roku partie stanęły do wyścigu o mandaty poselskie i senatorskie, Jurczyk zasiadł na zydelku i znowu znalazł się na pierwszej linii zmagań o prawdziwą Polskę. Napisał bowiem przejmujący list otwarty. Miał on jednak pewien mankament, a mianowicie nikt za darmochę nie chciał go wydrukować. w związku tym za jego opublikowanie zapłaciło Prawo i Sprawiedliwość. Lecz było warto, bo gdy na łamach „KurieraSzczecińskiego” ukazała się epistoła, Rzeczpospolita zatrzęsła się w posadach. Ojczyzna znalazła się w niebezpieczeństwie, Polska pustoszeje, bogacą się niezasłużenie jednostki, awiększość społeczeństwa ledwo wiąże koniec z końcem. Historia ostatnich lat to dzieje skorumpowanych elit politycznych, ekip rządzących, dbających przede wszystkim o własny i partyjny interes, a nie o dobro wspólne – czytamy. Potem Jurczyk przeszedł na podwórko lokalne: W ostatnich latach popełniło samobójstwo z powodu braku pracy około 5500 mężczyzn i 500 kobiet; w Zachodniopomorskiem dokonała się totalna likwidacja zakładów pracy; robotnicy i stoczniowcy przeżywają dramat odrzucenia i degradacji. Nie wybierajmy cwaniaków, którzy kosztem społeczeństwa chcieliby dorobić się for tun. I zarekomendował do Sejmu koleżankę Grażynę Teresę Adamską, miejsce 19 z listy PiS. Koleżanka Grażyna była dobrą znajomą Mariana Jurczyka, ponieważ, w czasie gdy prezydentował Szczecinowi, pełniła funkcję jego pełnomocniczki ds. organizacji pozarządowych i budowy pomnika Ofiar Grudnia ’70. Lecz mimo wsparcia tak znamienitej persony zdobyła raptem 800 głosów (0,21proc.) i do Sejmu nie weszła. A w okręgu szczecińskim PiS wybory ogólnie przerżnęło, bo zdobyło tylko 3 mandaty, a Platforma 7.

Oprócz satysfakcji z uprawy mamy korzyści zdrowotne

Najdotkliwszy cios Jurczyk zainkasował, gdy to nie on, lecz Lech Wałęsa został honorowym obywatelem Szczecina. Wczasach pierwszej „Solidarności” wieszatiel – tak nazwała pana Mariana prasa rosyjska, albowiem publicznie głosił, że w ramach rozrachunków z komuną być może dla niektórych osób trzeba będzie zbudować szubienice i powiesić je – Jurczyk toczył zażarty bój o przywództwo z elektrykiem. I przegrał. Potem ze złości Okrągły Stół uznał za zdradę i założył „Solidarność’80”, ale to Wałęsa został prezydentem Polski, a później honorowym obywatelem Szczecina.

Drogi Panie Marianie! Nic to! Nic, bo to Pan, mieszkając na działce w skromnej altance, realizuje solidarnościową ideę równości wszystkich obywateli, a nie żyjący w przepastnej willi Wałęsa. To Pan w swym ogródku może dyskretnie wieszać wrogów ojczyzny. Wreszcie to Pan żyje z owoców polskiej ziemi. W czym niemała zasługa PZD. Jeszcze Polska nie zginęła!

Foto autor| KRZYSZTOF

Foto autor| OLEJNIK

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.