Motto tygodnia: Suweren to czuje – Duda dla picu wetuje.

Autor
JOANNA SKIBNIEWSKA

Odurzeni krwią

numer 25/15

W Sejmie zasiada 92 oprawców. Pardon – myśliwych.

16czerwca myśliwi udali się z pielgrzymką na Jasną Górę. Łowczy pamiętają o Bogu. Pewnie po to, żeby Bóg nie zapomniał o nich, gdy idą z bronią przez las. Kilka razy w roku odbywają się msze w ich intencji. Najbardziej utkwiła w pamięci katolików msza hubertowska w Ujściu, odprawiona przez byłego prymasa Polski arcybiskupa Józefa Kowalczyka. Myśliwi złożyli w darze m.in.upolowanego dzika. Przed ołtarzem leżało szczeciniaste truchło zabitego zwierzęcia. Nad nim modlił się arcybiskup i prosił o opiekę nad przedstawicielami polskiej tradycji. Tradycji zabijania dla przyjemności.

Nagonka

Według rzecznika Polskiego Związku Łowieckiego myśliwi to grupa ludzi z pasją, która kocha naturę, dba o przyrodę i szanuje zwierzęta. Zapewnia, że każdy myśliwy kieruje się kodeksem etycznym, którego myśliwemu nie wolno naruszać.

Na pewno?

„Wkontaktach ze społeczeństwem myśliwy popularyzuje wiedzę o łowiectwie, stara się dla niego pozyskać sprzymierzeńców, zwłaszcza wśród młodzieży i ludności zamieszkałej w obrębie łowisk”.

O tym, że w polowaniach biorą udział dzieci, wiele pisano. Co roku w Polsce uczestniczy w nich nawet kilkadziesiąt tysięcy dzieci i młodzieży. Nie tylko maluchów, które tatusiowie myśliwi chcą zarazić pasją i sfotografować z martwym jeleniem, lecz także młodzieży biorącej udział w nagonkach i dzieci, które asystują wmyśliwskich obrzędach po zakończeniu strzelania. Często dzieci z biedniejszych rodzin wynajmują się usługi do naganiania zwierzęcia i zwykle przynoszą także ciała zagonionych, zabitych zwierząt. Dzieciaki są podczas patroszenia, a także podczas dobijania konających.

Komitet Ochrony Praw Dziecka, fundacja Dzieci Niczyje, UNICEF Polska czy stowarzyszenie Niebieska Linia wystosowały w tej sprawie apel do prezydenta Komorowskiego. Też myśliwego. Podkreślają, że udział dzieci w „wątpliwychetycznie rytuałach” niszczy ich wrażliwość i zdolność do współczucia.

– Uczestnictwo dzieci w wysoce zorganizowanych i technologicznie zaawansowanych procedurach masowego zabijania zwierząt rani i deformuje ich naturalną wrażliwość, zdolność do współczucia i empatii, a także szacunek dla świata przyrody. Dlatego w programach edukacyjnych szkół podstawowych i średnich nie umieszcza się wycieczek do rzeźni – mówi psycholog Wojciech Eichelberger.

Innego jednak zdania jest Polski Związek Łowiecki. Dla niego uczestnictwo dzieci w zabijaniu ma walor wychowawczy.

– Nikomu nie przeszkadza to, że w supermarkecie na hakach wiszą części zwierząt hodowlanych – mówi Marek Matysek, rzecznik PZŁ.

4 lutego 2015 r. rozpoczęła pracę sejmowa podkomisja ds. nowelizacji prawa łowieckiego. Spośród siedmiu jej członków sześciu to myśliwi. Postulowany zakaz udziału dzieci w polowaniach na razie nie został w pracach komisji uwzględniony.

„Myśliwyszanuje prawo do życia zwierząt, postępuje w stosunku do nich etycznie, chroni przed zagrożeniami”.

Norowanie

Norowanie to jedna z ciekawszych zabaw myśliwych. Wszyscy się wtedy cieszą i leją hektolitry alkoholu. Co to jest norowanie? Jest to konkurs dla psa myśliwskiego. Najpierw należy rozjuszyć lub bardzo wystraszyć psa. Potem wrzuca się go do zamkniętej nory z lisem. Najfajniej jest, gdy jest to lisica z małymi.

„Najwyżejoceniony jest pies, który wypędzi lisa z nory lub wykona chwyt – za gardło, głowę lub bok. (…) Nieco mniej punktów otrzymuje pies, który nie skończy wypędzać lisa lub wykona chwyt nieregulaminowy za ogon, tułów, przednią połowę ciała, za pysk” – czytamy na stronach PZŁ.

Jeśli w norze są maluchy, zadaniem psa jest je udusić. Jednak lisia matka broni swoich dzieci. Nieraz pies wychodzi okaleczony. Te najbardziej poranione psy zwykle są zabijane przez myśliwych, bo nie mają „wartościużytkowej”. To pewnie dlatego, że zgodnie z kodeksem etycznym „myśliwyuznaje psa myśliwskiego za towarzysza i pomocnika łowów, otacza go opieką, dba o zaspokojenie jego potrzeb, nie zmusza do nadmiernego wysiłku”.

Często do udziału w konkursie bierze się lisy z okolicznych ferm, ale bywa, że ich właściciele nie chcą użyczać lisów do zabawy, bo po konkursie futro jest pokrwawione i porwane. Wówczas bierze się koty z okolicznych wsi. Wyłapuje się je kilka dni przed konkursem.

Pies, którego pozytywną wartość w oczach myśliwych określa poziom sztucznie potęgowanej agresji, „poznaje na tym etapie zapach zwierzyny oraz uczy się, jak ją skutecznie tropić, oszczekiwać, zastraszać, ranić, wypędzać z nory, w końcu – naprowadzać na czekającego przy norze myśliwego z naładowaną bronią”.

Imprezy te cieszą się poparciem Parlamentarnego Zespołu ds. Leśnictwa, Ochrony Środowiska i Tradycji Łowieckich. Niekwestionowaną atrakcję programu owych „biesiad”stanowi moment, w którym lis lub inne zwierzę służące do konkursu wypuszczane jest w sforę i zagryzane przez psy, co dowodzić ma ich odwagi. Trzeba też dodać, że tylko w Polsce te imprezy nie są zakazane i że tylko tutaj można zabijać lisy przez cały rok.

„Myśliwypodczas polowania zachowuje umiar i opanowanie, nie dopuszcza, aby pasja myśliwska przerodziła się w zachłanność”.

Strzelanie

Myśliwi mają łowiecki portal. Piszą tam, jak należy szkolić psy, jakiej używać broni i co można ugotować z sarny czy dzika. Oraz opowiadają o swoich przeżyciach.

Marcin pisze: „Przezchwilę mam wrażenie, jakby ktoś na mnie patrzył. Odwracam się i widzę ogromny czarny, majestatyczny cień, majaczący w szarości pogranicza zmierzchu i nocy. Ogromna głowa przystrojona w wielką, bujną czuprynę. Pomiędzy rogami zanikające w szarości czarne błyski dwóch oczu. Zwinny, krótki Ruger Alaskan patrzy okiem kalibru 375 na serce bisona. Pada strzał i bison wykonuje nieznaczną rakietę, wyprostowując przy tym ewidentnie przednią nogę, po czym znika w zaroślach. Jestem dobrej myśli, ale w podświadomości biorę pod uwagę, że kula mogła musnąć gałązki i bison dostał tylko odłamkami. Jest farba i to sporo. Pewnie leży gdzieś w pobliżu tylko ranny. Teraz bison widzi tylko mnie. To ty jesteś przyczyną mego ból – myśli bison. Tak, to ja chcę Ci odebrać życie, odpowiadam w myślach. Siedząc na śniegu, strzelam z biodra, bliżej niż pięć metrów prosto w kręgosłup. Bison robi gwałtowny skręt prosto w moim kierunku i miękko opada. Resztkami sił wyciąga szyję, macha łbem, próbując jeszcze dosięgnąć mnie rogiem. Mija moją stopę dosłownie o kilka centymetrów. Zastyga. Śliskie rogi, zapach stajni i ta miękka czupryna cały czas tkwią w mojej pamięci. Jestem bardzo blisko natury”.

„Myśliwyzobowiązany jest do sprawdzenia skuteczności strzału lub ataku ptaka łowczego, do poszukiwania ranionej zwierzyny oraz jak najszybszego, humanitarnego skrócenia jej cierpień”.

Krzysztof pisze: „Odyniecmaterializuje się nagle pośród trzcin. Podnoszę dubeltówkę do oka, prowadzę, jest coraz wyraźniejszy, już jest na skraju oparzeliska, wykręca w lewo, pokazuje blat… baaaaach!!! – walę z prawej. Nie zaznaczył. Wyskakuje na czyste pole, zawraca w pełnym biegu, staje na wprost, wietrzy, szuka… Bach! Krótki, suchy strzał jak klaśnięcie dłoni. Władca Bagien pada otoczony kłębami białej kurzawy.

Przyklękam przy nim i dotykam szorstkiej szczeciny, wyczuwając pod ręką żywe wciąż ciepło. Ostry zapach odyńca faluje dookoła. Wciągam go z rozmysłem w nozdrza, tłocząc pod ogromnym ciśnieniem do wszystkich żył, żyłek i nerwów. Czuję, jak robi mi się gorąco, jak para bucha spod kurtki i czapki. Oddycham głęboko. Haaa!!! Leży i powoli kona”.

Mietek opowiada: „Podrywamsztucer, zwierz jest tuż, tuż jakieś 30 metrów. Dzik przystaje, ponownie wietrzy i rozgląda się. Pulsujący krzyż na ułamek sekundy zatrzymuje się na komorze na kulawy sztych. Teraz! myślę, tylko nie zerwij… Huk wystrzału rozbrzmiewa po lesie. Zwierz rusza, lecz jakby coś go odepchnęło i sunie w nieco innym kierunku, jednak uparcie do obranego sobie wcześniej celu zielonej gęstwiny. Mija linię myśliwych. Trzęsącą się lekko ręką przeładowuję, strzelam, ponownie jednak chybiam, kula wyraźnie dołuje. Dzik znika w zagajniku. Dosłownie minutę, może dwie później sygnalista oznajmia zakończenie miotu”.

Mietek znajduje go następnego dnia konającego w zagajniku.

Najciekawsza jest opowieść Radka, który od kilku lat obserwował na polanie we wsi swojej teściowej kalekiego jelenia, którego znali wszyscy mieszkańcy wioski. Dzieci nazywały go Felek, a Felek podchodził odważnie tylko do nich. Na widok Radka chował się w zaroślach. Aż pewnego dnia nie zauważył, że Radek podszedł bardzo blisko. Opowieść myśliwego: „Pokilkunastu smutnych i cichych minutach, św. Hubert dał mi kolejną szansę… Kula jakby sama wypadła z lufy kniejówki, a o skuteczności jej lotu zaświadczył widok rolującego w ogniu rogacza. Nie znam słów, które opisałyby choćby w połowie tę niesamowitą euforię, która spłynęła na mnie po tym upragnionym strzale. Na szczęcie nie straciłem czujności, bo oto wielka radość i spełnienie, mało brakowało, a zmieniłaby się w czarną rozpacz, bo rogacz gdy zbliżyłem się na może sto kroków, odzyskał siły i rzucił się do szalonej ucieczki… na szczęście Patron pokierował nim wtaki sposób, że kolejna kula, którą całe szczęście przeładowałem, dogoniła komorę uciekiniera, kończąc tym samym jego trudny kaleki żywot”.

– Myśliwi to ludzie, którzy prowadzą zrównoważoną gospodarkę łowiecką, a zwierzynę traktują z szacunkiem – twierdzi rzecznik PZŁ.

Zapewnia, że żaden myśliwy nie zabija dla przyjemności. W Sejmie RP co piąty polski parlamentarzysta to myśliwy.

AVEVALUE| 20935

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.