Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Autor
WOJCIECH MITTELSTAEDT

Noga w głowie

numer 46/16

Koncepcja – słowo, które zrobiło w futbolu zawrotną karierę.

Każdy ma jakieś koncepcje; trwają spory o to, kto lepsze, a chodzi przecież tylko o jedno – żeby umieścić piłkę w bramce. Je śli spotkają się piłkarze – dziś już dojrzali panowie – którzy przed laty grali w drużynach prowadzonych przez Jacka Gmocha, na pewno zaczną wspominać różne koncepcje tego trenera. Gmoch miał ich zwykle bez liku. Podczas licznych i długich odpraw z zawodnikami rozrysowywał na tablicy przeróżne schematy, a były one tak skomplikowane, że mogły przedstawiać zarówno sztabowy plan natarcia pułku piechoty, jak i długoterminową prognozę pogody z zaznaczonymi frontami atmosferycznymi. Te rysunki miały się jednak kojarzyć z boiskiem piłkarskim. Przez pewien czas Gmoch forsował koncepcję, że jego zespół powinien zdobyć gola już w kilkanaście sekund po rozpoczęciu gry. Rysował więc na tablicy strzałki – kto do kogo musi podać piłkę, żeby nie dotknął jej żaden z rywali, a kto powinien strzelić na bramkę. Po teorii przychodził czas na praktykę. Ponoć na boisku podczas treningu, gdy rywali imitowały ustawione tyczki, wszystko udawało się znakomicie. Z żywymi obrońcami nie było to już takie proste. Oczywiście łatwo teraz śmiać się ze znaczenia, jakie Gmoch przykładał do boiskowej taktyki (w1977 r. wydał książkę zatytułowaną „Alchemiafutbolu” i była to pierwsza w Polsce publikacja poświęcona tej tematyce), bo wtedy w trenerskim światku nie dzielono jeszcze włosa na czworo, ale w pewnym sensie wyprzedził swoje czasy. Dzisiaj szkoleniowca, który nie miałby bardzo szczegółowej koncepcji prowadzenia drużyny, nikt już nie zatrudni. Trener – jak to się określa – musi na zespole odcisnąć swoją pieczęć. Cza sem z nowym menedżerem ci sami piłkarze zaczynają grać w zupełnie innym stylu. Najłatwiej to zauważyć na przykładzie drużyny Liverpoolu FC, którą w minionym roku przejął Jürgen Klopp (dla niewtajemniczonych – to ten nieogolony pan z telewizyjnych reklam samochodów marki Opel). Liverpool FC gra teraz podobnie jak wcześniej prowadzona przez tego samego trenera Borussia Dortmund. Gdyby to kogoś interesowało, fachowo koncepcja ta nazywa się kontrpressing, a za jej twórcę uchodzi nieżyjący już Holender Rinus Michels. Liverpool FC pod wodzą Kloppa jest teraz liderem Premier League. Oczywiście obejmując zespół, szkoleniowiec przychodzi tam ze swoimi świeżymi koncepcjami. Ale do dyspozycji ma zawodników, którzy są już w drużynie i do nich musi dostosować pomysły. Nie da się więc od razu odcisnąć swojej pieczęci, na to trzeba czasu. Gdy zbliża się termin okienka transferowego, w którym można sprzedawać i kupować zawodników, trener zgłasza zarządowi oraz właścicielowi klubu swoje oczekiwania. Ci zastanawiają się, czy stać ich na takie wydatki. Jeśli tak – nie ma sprawy. Jeśli nie – trener będzie musiał wykombinować nową koncepcję. Czasem kibice dziwią się, że jakiś znany futbolista siedzi na ławce rezerwowych i nie wychodzi na boisko w pierwszym składzie. To jasny sygnał, że nie pasuje do koncepcji szkoleniowca. Albo na konkretny mecz, albo w ogóle do drużyny. Me nedżerem, który zwykle najwyraźniej odciska swoją pieczęć na prowadzonych drużynach, jest Portugalczyk José Mourinho. Kibice kochają go i nienawidzą. Kochają, bo prowadzone przez niego zespoły najczęściej wygrywały, nienawidzą – ponieważ zwycięstwa odnosiły w bardzo brzydkim stylu. Koncepcja Mourinho polega na szczelnej obronie iwykorzystywaniu każdej okazji do kontrataku. Zabija tym piękno futbolu, które polega na przeprowadzaniu szybkich, płynnych akcji. Sam Portugalczyk nie ukrywa, że najwyżej ceni sobie zwycięstwa 1:0,bo taki wynik stanowi najlepsze potwierdzenie efektywności jego koncepcji. Po latach tłustych przychodzą lata chude i rok temu Mourinho zwolniono z londyńskiej Chelsea. Mistrz Anglii grał słabo, w zespole pojawiły się konflikty. Właściciel drużyny rosyjski oligarcha Roman Abramowicz umie liczyć, z prostego dodawania i odejmowania wyszło mu więc, że znacznie taniej będzie wypłacić milionową odprawę Mourinho niż zwalniać piłkarzy, na których kontrakty wydał wielokrotnie więcej. Portugalczyk długo nie pozostawał bezrobotny, bo posadę zaproponował mu jeden z najbogatszych klubów świata – Manchester United. Genialne koncepcje Mourinho miały uzdrowić zespół, któremu ostatnio także nie wiodło się najlepiej. Nie awansował nawet do Ligi Mistrzów, co uchroniło go przed ewentualną koniecznością walki w tych rozgrywkach z warszawską Legią. W nowym miejscu pracy Portugalczyk szybko wziął się za robienie porządków. Ponieważ trafił tam w maju, przed okienkiem transferowym, mógł poprosić szefów o sprowadzenie najdroższego piłkarza świata Paula Pogby. Słynny Szwed Zlatan Ibrahimowić przyszedł za darmo, bo nie trzeba było płacić za transfer poprzedniemu klubowi, w którym skończył kontrakt, ale można tylko zgadywać, ile zażyczył sobie za podpis na nowym kontrakcie. Okazało się natomiast, że do koncepcji trenera nie pasuje najbardziej znany, już niemal legendarny napastnik Manchesteru United i jego kapitan Wayne Rooney. Zaczyna teraz mecze na ławce rezerwowych. Zupełnie inna jest natomiast sytuacja hiszpańskiego pomocnika Juana Maty. W Chelsea nie pasował do koncepcji Mourinho, zatem ten sprzedał go – w niezbyt eleganckich okolicznościach – do Manchesteru United. Teraz oczywiście panowie znów się spotkali i o dziwo Mata jest dla trenera jednym z najważniejszych piłkarzy. Coś poszło jednak nie tak, jak wyobrażał sobie menedżer i jego szefowie. Słynny zespół jest bliżej środka ligowej tabeli niż jej czoła, a w Lidze Europy w swojej grupie przegrywa z Fenerbahçe Stambuł i Feynoordem Rotterdam, a wyprzedza tylko Zorię Ługańsk. Mourinho zapowiada więc kolejne zmiany. Chce, żeby klub sprzedał zimą aż ośmiu piłkarzy. Może być kłopot. Właściciele Manchesteru United, amerykańska rodzina Glazerów, to miliarderzy. Ale na pewno dobrze pamiętają, ile trzeba było zapłacić za zawodników, którzy teraz nie pasują do koncepcji nowego trenera i ile stracą, jeśli w okienku transferowym nie zgłoszą się po nich zasobni w gotówkę kupcy. Jeśli trener postawi jednak na swoim, w kolejnych rozgrywkach wystąpi już zupełnie inny Manchester United. Wie le obiecujących karier załamało się tylko dlatego, że jakiś piłkarz nie pasował do czyjejś koncepcji. Nie tylko zresztą w klubie. Wlicznych krajach, także w Polsce – o ile nie były to tylko przedwyborcze obietnice prezesa Zbigniewa Bońka – ustala się jednolity system szkolenia. W teorii zapewniać on ma wyławianie najzdolniejszych chłopaków i skierowanie ich do fachowych szkoleniowców. Życie podpowiada, że może z tym być różnie. Francuski napastnik Antoine Griezmann nie ma szczęścia. Przyszło mu kopać piłkę w tym samym czasie, co innym znakomitym napastnikom – Messiemu i Ronaldo. Gdyby nie to, miałby duże szanse na zdobycie nagrody dla najlepszego futbolisty świata. Fachowcy określają jego wartość na 80 mln euro, ale wątpliwe, żeby klub Atlético Madryt zgodził się za taką kwotę oddać swój skarb. Griezmann jest Francuzem, ale niemal całą karierę sportową spędził w Hiszpanii. Gdy po piłkarskiej szkółce w rodzinnym Mâcon zaczął zgłaszać się do francuskich klubów, wszędzie słyszał, że nie pasuje do ich koncepcji szkoleniowej. Ma 175 cm wzrostu, a francuski futbolista musi być wysoki i silny. w Hiszpanii nie było takich obiekcji. Teraz cieszą oczy bramkami niewysokiego i szczupłego chłopaka. Kon cepcje trenerskie mogą czasem zaskakiwać. Zwłaszcza jeśli nie dotyczą ustawienia drużyny na boisku. Tak było w minionym sezonie w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Real Madryt niespodziewanie przegrał wWolfsburgu z miejscowym VfL 0:2. Na własnym stadionie trzeba było odrobić straty. Zdaniem menedżera Realu Zinedina Zidane’a sam trening nie wystarczał. Ponieważ miał świadomość, że jego zawodnicy są lepiej od rywali wyszkoleni technicznie, nakazał na Estadio Santiago Bernabéu poszerzyć boisko o kilka metrów, żeby dać im więcej miejsca na indywidualne popisy. Real rzeczywiście odrobił straty, wygrał 3:0i awansował do półfinału, a później zdobył trofeum. Nawiasem mówiąc, wszystko było zgodne z przepisami. Na stadionach wybudowanych po 2008 r. nie można już kombinować z rozmiarami boiska – musi być 105 na 68 m.

Na starszych obiektach obowiązuje duża dowolność, wymiary dostosowywano do konstrukcji stadionu. Długość może wynosić od 90 do 120 m, a szerokość od 45 do 90 m. Zastrzeżono tylko, że boisko nie może być kwadratowe, co w teorii mogło by się zdarzyć.

Ma ją swoje – czasem dziwaczne – koncepcje trenerzy, miewają także działacze. W modzie jest teraz ekologia. W minionej kolejce Bundesligi drużyna Bayernu Monachium wystąpiła w koszulkach wyraźnie różniących się od tych, w których grała wcześniej. Wyjaśniono, że uszyte zostały z materiału, do wyprodukowania którego użyto plastikowych butelek wyłowionych z oceanu. Tylko ktoś naiwny może sądzić, że piłkarze w ten sposób oczyszczą oceany z pływających w nich śmieci. Ale koncepcja bardzo się spodobała. Podobno takie same koszulki szyje się już dla Realu Madryt.

Foto autor| Ilustr. KRZYSZTOF OLEJNIK, AVEVALUE| 22447

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.