Motto tygodnia: Polacy pierdolą harówkę i zaczynają majówkę.

Autor
MATEUSZ CIEŚLAK

Nie oddam mojego wariata

numer 09/15

Nastąpił wielki finał sprawy, o której „NIE”pisało jako pierwsze, a o której później mówiła cała Polska. Chodzi o uwięzienie i ośmioletnie przetrzymywanie Krystiana Brolla w szpitalu psychiatrycznym.

„NIE”znowu donosi jako pierwsze. Kilka miesięcy temu Sąd Najwyższy wziął sprawę Brolla na tapetę. Niedawno zapadło rozstrzygnięcie. Sędzia Sądu Najwyższego Wiesław Kozielewicz wyrzucił do kosza wyroki Sądu Rejonowego w Rybniku oraz Sądu Okręgowego w Gliwicach. Wyroki, na mocy których Krystian Broll został uwięziony w szpitalu psychiatrycznym w Rybniku, gdzie był torturowany (jestem w posiadaniu urzędowej dokumentacji tortur) i gdzie stracił zdrowie.

Broll został oczyszczony z zarzutu groźby karalnej. To właśnie ten zarzut stanowił podstawę osadzenia go w psychiatryku na długie lata. Sąd uwięził go tam i co pół roku decydował o przedłużeniu tej kaźni, która od strony formalnej nie była karą, tylko środkiem zapobiegawczym mającym uchronić społeczeństwo przed kolejnymi przestępstwami Brolla. Albowiem co pół roku lekarze wystawiali opinię, jakoby po wypuszczeniu na wolność ponownie mógłby się dopuścić zarzuconego mu czynu. Czyli grozić innym ludziom. Osiem lat pozbawienia wolności za przestępstwo małej rangi, określane mianem występku, za które kodeks karny przewiduje karę grzywny, ograniczenia wolności, a w ostateczności pozbawienia wolności na okres do dwóch lat. Przy czym ta ostatnia kara może być wymierzona tylko wobec osób autentycznie niebezpiecznych albo w przypadku recydywy (To jest ponownego popełnienia tego przestępstwa). Broll nigdy wcześniej nie był za nic karany. W dodatku on sam ujawnił przestępstwa innych osób, a prokuraturę poinformował, że próbowano go zmusić do udziału w korupcji. Podejrzewa, że gdyby siedział cicho i nie poszedł do prokuratury, do dziś miałby święty spokój. Fałszywe zarzuty postawiono mu właśnie po to, by go zdyskredytować.

był gwiazdą medialną

Przez kilka miesięcy po uwolnieniu Krystian Broll był gwiazdą medialną. Występował w radiu i telewizji, udzielał wywiadów prasowych. Opowiadał m.in.o tym, że w szpitalu psychiatrycznym stosowano różne metody, by wreszcie przyznał się do zarzuconego mu przez prokuraturę czynu. Posunięto się nawet do tego, że na dwa lata, nielegalnie, bo bez zgody sądu i bez zgody Komisji Psychiatrycznej ds. środków zabezpieczających, przeniesiono go na 9. oddział rybnickiego szpitala, o wzmocnionym zabezpieczeniu, oddział, który Broll nazywa „wydobywczym”:

„Byłyto dla mnie najtrudniejsze lata. Panował tam więzienny reżim. Pełna, całodobowa obserwacja, kamery w każdym pomieszczeniu, drzwi automatycznie zamykane i bezwzględny personel nastawiony na stuprocentowe posłuszeństwo. Trzy razy dziennie podawano mi środki psychoaktywne”.

Rozmowę z Krystianem Brollem przeprowadził m.in. Krzysztof Majak z „NaTemat.pl”.

Krzysztof Majak: – Jak to się stało, że pan w końcu wyszedł?

Broll: – Gdyby nie media, które zainteresowały się moją sprawą, najprawdopodobniej skończyłbym żywot w zakładzie. W mojej sprawie działał też rzecznik praw pacjentów szpitala psychiatrycznego w Rybniku, który wysyłał informacje na mój temat do swojego przełożonego w Warszawie. W końcu moją sprawą zajął się tygodnik „NIE”, gdzie ukazał się pierwszy artykuł o tym, co mnie spotkało. Sprawa stała się publiczna i trafiła do programu „Państwow Państwie” w Telewizji Polsat.

Moim informatorem w tej sprawie był Bogusław Pala. Jest on człowiekiem bardzo biednym, mieszka w lokalu socjalnym w wiosce położonej niedaleko czeskiej granicy i nie stać go na zakup komputera. Skontaktował się telefonicznie z redakcją, prosił o to, bym do niego oddzwonił. Dlaczego wybrał mnie, już nie pamiętam. Pojechałem na spotkanie. Spotkaliśmy się na południu Polski w Bielsku-Białej, ponieważ tam mógł dojechać busikiem. Siedzieliśmy w kawiarence na dworcu PKP, on opowiadał, a ja słuchałem. Ponieważ mówił nieprawdopodobne rzeczy, żądałem dokumentów. Miał je w torbie. Wyjąłem aparat fotograficzny. Pół dnia spędziliśmy na fotografowaniu dokumentów. Drugie pół dnia zajęło mi słuchanie relacji mojego informatora i wyjaśnianie wszystkich wątpliwych dla mnie kwestii. Relacja była tak nieprawdopodobna, że za wiedzą mojego rozmówcy wszystko nagrywałem.

bezskutecznie usiłował zainteresować tematem

Przez długi czas weryfikowałem zdobyte informacje. Było to trudne i uciążliwe. Trudne, ponieważ

ciężko uzyskuje się odpowiedzi oficjalnych instytucji na pytania dotyczące przestępstw popełnionych przez pracowników tychże instytucji.

Okłamywano mnie, udzielano zdawkowych odpowiedzi bądź nie odpowiadano wcale. I jak tu później pisać, nie mając stanowiska drugiej strony? Dziennikarz naraża się na popełnienie błędu, co może skończyć się w sądzie.

Wątpliwości były tym większe, że historia opowiadana przez Palę brzmiała niesamowicie, nawet jeśli poparta była dokumentami. A może nie wszystko mi pokazuje? Tym bardziej że Pala opowiadał o tym, jak bezskutecznie usiłował zainteresować tematem różne redakcje prasowe, bez skutku pisał doniesienia do licznych prokuratur, do Ministerstwa Sprawiedliwości, do Prokuratora Generalnego, do Rzecznika Praw Obywatelskich i do wielu innych miejsc.

Przekonały mnie raporty Rzecznika Praw Pacjenta. Urzędowe dokumenty. Lekceważone przez inne instytucje państwa, na czele z prokuraturą. Oprzypadku Brolla informowana była dyrekcja szpitala psychiatrycznego i instytucje nadzorujące działalność szpitala. Rzecznik pisał m.in.o stosowaniu tortur – podając konkretne przykłady.

Upór pana Pali i odwaga przedstawiciela Rzecznika Praw Pacjenta powołanego przy szpitalu psychiatrycznym w Rybniku, gdzie więziono Brolla, zostały potraktowane następująco: na Bogusława Palę złożono doniesienie do prokuratury o szkalowanie. Następnie prokuratura kazała i jego skierować do szpitala psychiatrycznego (na badania). Przedstawiciela Rzecznika Praw Pacjenta starano się zaś zdyskredytować i zastraszać (grożącdoniesieniem do prokuratury w sprawie oszczerstw i wytoczeniem powództwa sądowego).

Sprawie Brolla poświęciliśmy kilka artykułów. Po kolejnym skontaktowali się ze mną dziennikarze Polsatu. Przeczytali i ich zdaniem rzecz była bardzo bulwersująca. Chcieli zrobić na ten temat materiał telewizyjny. Zapytali, czy mogę pomóc w dotarciu do mojego informatora i do dokumentów? Pomogłem. Następnie koleżanka z Polsatu skarżyła mi się, że ten Pala jest jakiś niemiły, że trudno z nim się współpracuje, bo chce wystąpić w programie. Wykazuje postawę roszczeniową. Żąda, by go pokazano w telewizji.

A Broll siedział

Odbierałem telefony od asystentów różnych posłów z pretensjami.

Musiałem przepraszać za to, że Pala jest upierdliwy. Wydzwania i wydzwania. Domaga się reakcji. Mówiono mi, że jestem odpowiedzialny za tę niestosowną sytuację. „Tochyba rzeczywiście jakiś wariat – taki jest namolny i uciążliwy”.

„Czyta sprawa warta jest zachodu?” „Sprawdź,kolego redaktorze. A najlepiej napisz nam tekst interpelacji”. Napisałem. A Broll siedział.

Sam Pala wypytywał, kiedy asystent posła poleconego przeze mnie wywiąże się ze swoich obietnic. Najpierw zaczął kłamać, że coś już się robi dla Brolla, po czym przestał odbierać telefony od Pali.

Kopie moich artykułów krążyły po różnych urzędach i po parlamencie. Broll dalej siedział.

Sprawą Brolla zainteresował się Janusz Wojciechowski, kiedyś prezes PSL, dziś w PiS, oraz dwóch innych parlamentarzystów PiS. Pala dopytywał się, czy są to moi znajomi. PiS i „NIE”jako sojusznicy? Chyba rzeczywiście zwariował.

Zainteresowanie senatorów nic nie dało. Ministerstwo Sprawiedliwości spuszczało ich na drzewo. Co tam jakieś interpelacje w sprawie wariata. Alarm został wszczęty dopiero po emisji programu „Państwo w Państwie”.

Pierwsze nasze publikacje opisywały bezprawie, okrucieństwo i tortury. Następnie mogliśmy napisać, że Broll został wypuszczony na wolność. W drugiej połowie ubiegłego roku Rzecznik Praw Obywatelskich w końcu wziął się do roboty. W Sądzie Najwyższym złożył kasację nadzwyczajną, o czym również pisałem. Przed ostatnią gwiazdką zwykli ludzie ufundowali dla Brolla wielką paczkę, w której były wędliny, łakocie, koniak. Gdy panie z punktu pakowania prezentów w markecie Auchan w Mikołowie dowiedziały się, o co chodzi, za przygotowanie ozdobnego pakunku nie wzięły ani grosza. Wzruszony Broll mówił, że ta paczka spadła mu niczym manna z nieba – na święta zaprosił do siebie bezdomnego.

Niedawno Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przyznało Główną Nagrodę Wolności Słowa dziennikarzom programu „Państwow Państwie” telewizji Polsat i Polsat News za to, że: „DziękiAutorom programu udało się uratować człowieka. Występując w jego obronie, wystąpili przeciw nadużyciom władzy – sądowej i lekarskiej – i w obronie praw człowieka”.

Przyłączam się do gratulacji. Nagrody od SDP nie zazdroszczę. Nie ma czego.

AVEVALUE| 22681

Wasze komentarze (1)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  • Ten kraj i ta władza jest psychicznie chora! Patologia. Tam wszystko kręci się o kasę. Taki wieloletni ” najemca lokalu” jest przecież bardzo lukratywny dla tego szpitala. Byłam tam raz kogoś odwiedzić i proszę mi wierzyć, to co tam widziałam to był koszmar bez końca. Po pierwsze to to byla straszna ruina, wszystko stare i zniszczone. Pacjentów faszerowane takimi psychotropami że poruszały się jak zombie. Horror to był dla mnie.