Motto tygodnia: Rokita dość ma życia w nędzy - za internat chce pieniędzy!

Najlepsi odchodzą

numer 04/17

Wwieku 97 lat zmarł prof. Władysław Markiewicz. Socjolog, politolog, członek Polskiej Akademii Nauk, przez dwie kadencje jej wiceprezes. Odszedł świadek historii.

Świadek ważny ze względu na barwną biografię. Wielkopolanin z robotniczej rodziny, w dzieciństwie wychowany na emigracji we Francji. W czasie wojny więzień obozu koncentracyjnego w Mauthausen-Gusen. Pod koniec wojny żołnierz II Korpusu gen. Andersa. Raczej nieufny wobec Polski Ludowej, dopiero latem1947 r. decyduje się wracać do kraju. Stopniowo przekonuje się do nowej rzeczywistości, na studiach podejmuje działalność w ruchu studenckim, wstępuje do PPR. Aktywizuje się politycznie w czasie odwilży destalinizacyjnej w latach 1954– 1957. Podejmuje pracę w aparacie partyjnym, jest kierownikiem Wydziału Nauki w Komitecie Wojewódzkim w Poznaniu.

•••

Wyróżnia się odwagą cywilną i determinacją w obliczu czerwcowej rebelii robotniczej. We dwójkę z Wincentym Kraśką, jedyni z ówczesnych aparatczyków, nie dają dyla, nie uciekają przed tłumem z gmachu KW, podejmują rozmowę, nie wymyślają rebeliantom od kontrrewolucji, nawiązują dialog. Zyskuje dzięki temu spory autorytet, staje się ważną postacią popaździernikowych przemian w Poznańskiem. Rzeczywistość nie spełnia jego oczekiwań, Markiewicz w 1957 r. porzuca politykę i powraca do nauki. Uzyskuje właściwie wszystko, co możliwe, ma poważny dorobek w dziedzinie socjologii i niemcoznawstwa. Kierując wydziałem nauk humanistycznych i społecznych PAN, pozostaje jednak w bezpośrednim styku z polityką, głównie naukową i oświatową, w kontakcie z władzami państwowymi. Ma dobre pole obserwacji, a obserwatorem jest biegłym i uważnym.

•••

Władysław Markiewicz okazał się cennym świadkiem historii również dlatego, że pod koniec życia sporządził relację ze swoich doświadczeń i obserwacji. Spowiedź rzekę, spisaną w postaci dyskusji ze znacznie młodszymi przyjaciółmi, prof. Pawłem Kozłowskim i red. Jerzym Słabickim, którzy umiejętnie i taktownie pamięć sędziwego rozmówcy pobudzają. Powstała książka ważna, pouczająca i pod wielu względami oryginalna. Tytuł „Stolat przeciw głupocie” okazał się na miarę, a nie na wyrost. Markiewicz miał rzadki dar odtwarzania odległych wyobrażeń i reakcji wiernie, bez korekty powodowanej później nabytą wiedzą. Jego relacja brzmi wiarygodnie, bezpośrednio. Pierwsze wrażenie z obozu jest takie: przeraził go widok ciężkich wozów wyładowanych kamieniami, w zaprzęgu ludzie, a nad nimi kapo z biczem. „Późniejprzekonałem się, że to jeszcze bardzo lukratywne komando!”. Szczególna cecha jego obserwacji to racjonalizm, chłodny i rzeczowy. Na pytanie, „cojest dla pana najbardziej bolesnego w polskości?”, odpowiedział: „Głupota,prymitywna głupota, która towarzyszy Polsce od początku po dziś dzień. Głupota!”. I tropi ją nieustannie. W polityce, w kulturze dnia codziennego.

•••

Wśród bogactwa wątków tej książki stronniczo wyróżnię kilka. W otoczeniu i w kontaktach Markiewicza przeważają ludzie, którzy Polskę Ludową akceptują, ale nie z powodu zauroczenia ideologią, heglowskiego ukąszenia, lecz motywowani realizmem, racjonalną oceną sytuacji, w jakiej naród się znalazł, i szans, jakie się otwierają. To nie jest akceptacja bałwochwalcza ani koniunkturalna, lecz wykoncypowana i krytyczna, odporna na zmienne koleje losu, na rozczarowania. Do Gomułki tych ludzi zbliżą racjonalizm polityki wobec Niemiec i rolnictwa, pragmatyczny stosunek do ideologii, a odpychają nierozumne decyzje w rodzaju likwidacji tygodnika „PoProstu”, wojny z peregrynacją kopii obrazu jasnogórskiego, podwyżki cen w przeddzień świąt itp. U Gierka ceni otwarcie na Zachód, chytre wymanewrowywanie radzieckich interwencji politycznych, a drażni go celebra i pustosłowie propagandy.

•••

Wyróżnione miejsce zajmuje kwestia niemiecka. Markiewicz kierował przez pewien czas poznańskim Instytutem Zachodnim. Współprzewodniczył komisji polsko-zachodnioniemieckiej, zwanej „podręcznikową”, gdyż z inicjatywy UNESCO miała opracować zalecenia dla nauczania w szkołach o wzajemnych relacjach. Dzięki nastawieniu na kompromis z obu stron zalecenia takie powstały i dotyczyły nawet bardzo spornych kwestii, powojennych przesiedleń czy miejsca Zakonu Krzyżackiego. Markiewicz relacjonuje te prace barwnie i kompetentnie. Z satysfakcją zauważa, że reperkusje „zaleceń”w RFN były o wiele mocniejsze niż wychwalanego obecnie listu biskupów. W krytycznej ocenie tego listu Markiewicz nie ulega koniunkturze, pozostaje przy swoim stanowisku. Relacje Markiewicza miarodajnie przedstawiają specyfikę polskiej polityki w dziedzinie nauki w okresie po 1956 r. Specyfikę, która umożliwiła rozkwit nie tylko szkoły matematycznej, lecz również socjologii, warszawskiej szkoły historii idei, historii powstań narodowych.

Whumanistyce i naukach społecznych była to sytuacja nieporównywalna z tą w innych krajach regionu, wyraźnie zbliżająca Polskę do Zachodu. Sprzyjało temu boomowi dla nauki regularne i pragmatyczne finansowanie nauki przez państwo oraz ochrona przed próbami ideologicznej ingerencji w merytoryczne i personalne decyzje.

W tej ostatniej kwestii istotną rolę odegrali ludzie „mediacji”po stronie środowiska naukowego i w aparacie rządowym, niwelujący konflikty i osłaniający autonomię nauki. Sam Markiewicz znajdował się w centrum tych mediacji. Z tego powodu był solą w oku partyjnych strażników czystości ideologicznej oraz policji politycznej.

•••

Radził sobie nawiele sposobów. Opisał zabawny incydent. W Instytucie Zachodnim jako jeszcze wicedyrektor z zażenowaniem obserwował upokarzające cotygodniowe wizyty „opiekuna” ze Służby Bezpieczeństwa u dyrektora instytutu prof. Michała Szczanieckiego. Gdy został następcą Szczanieckiego, postanowił położyć temu kres. Udał się do Warszawy i zgłosił się na audiencję do wiceministra spraw wewnętrznych gen. Franciszka Szlachcica, uchodzącego za chętnego do rozmów z intelektualistami. „Zaprotestowałem przeciw wizytom tego bezpieczniaka. Powiedziałem, że ja tego nie zniosę i żeby nikt z nich nie przyłaził, bo większość pracowników to bezpartyjni i widzą to (…) Szlachcic pyta: "Az kim chcę się kontaktować?". Odpowiedziałem: z komendantem. Wiedziałem, że komendant nie będzie do mnie przyłaził”. Poskutkowało. Komendant wojewódzki SB rzeczywiście ani razu instytutem się nie zainteresował. Przy okazji Markiewicz załatwił też uwolnienie instytutu od nękających i bezmyślnych konfiskat książek nadsyłanych z zagranicy. Zdenerwowani funkcjonariusze SB mścili się donosicielskimi meldunkami. Zbiór tych meldunków ukazał się kilka lat temu nakładem IPN („Spętana Akademia”). Wich świetle Markiewicz jawi się podstępnym protektorem wszystkich sił „wrogich”.

•••

Bronisław Łagowski zauważył, że wspomnienia Markiewicza ze względu na ich współczesne odniesienia to książka „niejednorazowego”użytku, lecz taka, do której się wraca. Ma rację. Muszę zauważyć, że z Władysławem Markiewiczem łączyła mnie więź w środowisku naukowym uchodząca za wyróżnioną, przed kilkudziesięciu laty był promotorem mojego doktoratu w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. ANDRZEJ WERBLAN

Władysław Markiewicz „Stolat przeciw głupocie”, Kraków 2016.

Foto autor| INTERNET, AVEVALUE| 15156

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.