Motto tygodnia: Rokita dość ma życia w nędzy - za internat chce pieniędzy!

Autor
MATEUSZ CIEŚLAK

Na czarno u czarnych

numer 39/16

Jak się pracuje w Kurii Archidiecezjalnej w Katowicach. I jak się wylatuje z pracy.

Czytelnia naukowa Wyższego Seminarium Duchownego (WSD) w Katowicach do piątku 16 września była miejscem pracy Marii K. Teraz kobieta błąka się po mieście w poszukiwaniu pracy i dachu nad głową. Prosiła o możliwość spania w seminaryjnej piwnicy. Usłyszała, że jest to niemożliwe. Dobroć Kościoła nie dopuszcza takiego upodlenia ludzi.

I

Do pracy trafiła poprzez znajomego proboszcza. Napisał jej liścik polecający do ekonoma WSD ks. Marka Konska. Jej przyszły szef przeczytał liścik. Było to 4 lata temu. – To jak pani widzi pracę u nas? – zapytał K. Odpowiedziała, ale gdy zaczęła mówić o umowie o pracę, ksiądz ekonom jej przerwał. – Jeśli przyjmiemy panią na etat, to pani niewiele zarobi. Będziemy musieli płacić ZUS i podatki – powiedział. Ona na to, że nie zależy jej na papierku. Praca jest po to, żeby zarobić na życie. Ksiądz ekonom zaproponował jej 1000 zł. Zgodziła się. Otrzymała ten sam przywilej, co wszyscy pozostali zatrudnieni przez WSD. Mogła tam jadać obiady. Wspomniany 1000 zł wyczerpywał kwotę, jaką Kuria Archidiecezjalna w Katowicach wydawała tytułem kosztów zatrudniania personelu czytelni naukowej WSD. Pani Maria była jak „łoszend goł”, czyli 2 wjednym, amoże nawet 3, 4 bądź 5. Była jednocześnie bibliotekarką, magazynierką i sprzątaczką. Wypożyczała książki, katalogowała je i porządkowała zbiór, który był solidnie zabałaganiony. Aw czasie wakacji, gdy klerycy przebywali w domach, tygodniami odkurzała książki i je czyściła. Była to syzyfowa praca, gdyż zbiory czytelni naukowej WSD w Katowicach liczą 16 tys. woluminów. Przez 4 lata pracy w WSD pani Maria nie miała dnia urlopu. Temu się nie należy dziwić. Skoro była tu zatrudniona na czarno, to urlop jej się nie należał. Wzamian za ciężką pracę otrzymała zgodę na zaciągnięcie pożyczki pracowniczej. Wypłacono jej dodatkowy 1000 zł. Co miesiąc ściągano jej z poborów 100 zł. Wylatując z pracy, usłyszała, że pozostałe do spłaty 300 czy 400 zł zostało jej umorzone. Niech zna dobroć Kościoła.

II

Pierwszą poważniejszą wpadkę miała 2 lata temu. Od kilku lat pozostaje w separacji zmężem. Mimo to oboje ciągle mieszkali pod jednym dachem. Sytuacja ta stała się nie do zniesienia. Pani Maria musiała znaleźć mieszkanie. Poszła więc do banku i poprosiła o kredyt. Nieduży, taki, który pozwoliłby jej na opłacenie kaucji za wynajęcie mieszkania. Wbanku pierwsze pytanie dotyczyło dochodów. Urzędniczka bankowa pytała, gdzie K. pracuje. Ona, że w czytelni naukowej. Pani z banku koniecznie chciała wiedzieć, w której, bo w Katowicach jest ich trochę. I wyciągnęła z pani Marii, że w WSD. – Tam mój kolega jest księdzem ekonomem! – ucieszyła się urzędniczka. Ksiądz szef miał pretensje. Jak śmiała przyznać się do pracy w seminarium?, K. poszła więc do Stefczyka. W SKOK kazano pokazać jej dowód osobisty. Kredyt dostała bez mieszania Kościoła. W wynajętym mieszkaniu przeżyła 2 lata. W tym roku na wiosnę kazano jej się wyprowadzić. Ponownie została bezdomna. W fatalnym stanie psychicznym spotkała na ulicy znajomą. – Co u pani słychać? – tamta pyta. Pani Maria, że nie ma gdzie mieszkać. Że tuła się po mieście. Że cały dobytek ma w kartonach. Znajoma zdziwiła się, bo wiedziała, gdzie pani Maria pracuje. – Czemu pani nie zwróci się do kurii o pomoc? Kuria ma mnóstwo domów. Na pewno coś znajdzie dla pani.

III

Abp Wiktor Skworc osobiście celebrował mszę w Boże Ciało w katowickiej katedrze. Wcześniej była procesja, w której szła również pani Maria. Arcybiskup niósł monstrancję, a ona w tym czasie żarliwie się modliła i błagała Boga o rozwiązanie jej problemów. Wkatedrze arcybiskup miał homilię. Mówił o roku miłosierdzia. Pouczał zebranych: powinniśmy okazywać miłość bliźnim. Nie odmawiać pomocy. Traktować innych jak Pan Bóg przykazał. Odnosić się z miłością, z szacunkiem, a gdy sytuacja tego wymaga, pomagać. K. chłonęła każde słowo. Zapamiętała niemal każdy zwrot użyty przez arcybiskupa. I biła się z myślami. Wreszcie doszła do wniosku, że skoro sam arcybiskup tak przekonująco mówi o miłosierdziu, to pewnie je okaże. Kobieta podjęła decyzję. Ale z arcybiskupem nie tak łatwo się spotkać. Był to piątek i usłyszała, że w piątki metropolita nie przyjmuje. Ma zjawić się w poniedziałek. Wponiedziałek zaatakowała ponownie. Jej atak odparł portier i do budynku nie wpuścił. Dał numer do sekretarza arcybiskupa. Stojąc przed wejściem do kurii, K. wybrała numer. Odebrał sekretarz. Zapytał, skąd ma numer telefonu. Wyjaśniła. Powiedziała, że chce rozmawiać ze Skworcem. – Ksiądz arcybiskup jest osobą bardzo, bardzo zajętą – wytłumaczył ksiądz sekretarz. –Muszę wiedzieć, jaki jest cel wizyty. Chcąc nie chcąc, pani Maria musiała mu opisać swoją tragiczną sytuację. Bardzo ją cieszy, że na razie jest ciepło, gdyż błąka się po mieście. Arcybiskup tak pięknie mówił o miłości do bliźnich i o miłosierdziu, dlatego ośmiela się prosić o pomoc. Jeśli jej nie pomoże, to dołączy do ławkowiczów. – Proszę mnie nie szantażować – odparował ksiądz sekretarz. – Ma pani coś wspólnego z Kościołem?, – Jestem parafianką i pracownicą Kościoła. – Maria K. po raz drugi przyznała, gdzie jest zatrudniona. – Z Bogiem – powiedział ksiądz sekretarz i się rozłączył.

IV

Po przyjściu do seminarium duchownego pani Maria płakała. Po 20 minutach wpadł jak burza ksiądz ekonom. Z gniewu był purpurowy. Z impetem chwycił za krzesło i siadł po drugiej stronie jej biurka. – Dzwoniła pani do arcybiskupa. – Dzwoniłam – przyznała. – Ośmielona treścią homilii, poprosiłam o pomoc. Dłużej już nie mam siły się poniewierać. I wtedy ksiądz ekonom zdał jej relację z tego, co przekazał mu ksiądz sekretarz – że groziła i pomstowała. Zaprzeczyła. – Mnie się przez panią oberwało. Powiedziała pani, że tu pracuje. A przecież pani tu nie pracuje. Musiałem się tłumaczyć – zbeształ ją ksiądz ekonom. K. uderzyła się w piersi. Gdyby wiedziała, że przez nią ekonom będzie miał przykrości, ominęłaby kurię z daleka. Poprosiła o możliwość zamieszkania w piwnicy. Seminarium ma dużą piwnicę, nie cała jest wykorzystana. Wystarczy kąt. Ale ks. Marek stanowczo odmówił. Stwierdził, że nie wie, czy pani Maria będzie tu jeszcze pracować.

V

Wreszcie znalazła mieszkanie. Przypadkiem u katechetki. Wysłała do właścicielki SMS-a, że będzie starała się o dofinansowanie MOPS do mieszkania. Słyszała, że ma takie prawo. Katechetka się wściekła. Uznała, że pani Maria nie chce płacić, kazała jej się wynosić. K. jeszcze ją popamięta – obiecała. A kilka dni później ksiądz ekonom wezwał bibliotekarkę do siebie. – Słyszałem, że znów chciała pani wynająć mieszkanie. I był w pani sprawie telefon. Pytano, czy pani tu pracuje. Był to ten trzeci i ostatni raz, gdy pytano o pani pracę u nas. Rozstajemy się 16 września. K. poszła do katedry. Uklękła przy konfesjonale. Opowiedziała o grzechu zwątpienia w dobroć Kościoła. – Niech pani idzie do wydziału katechetycznego. Opowie o tym zdarzeniu. Katechetom nie wolno tak postępować – doradził jej spowiednik. I pani Maria tak zrobiła. Ksiądz dyrektor wydziału ją przyjął. Wysłuchał, po czym odparł: – Widocznie nie chciała pani zapłacić. K. próbowała tłumaczyć. Wyjaśnić, że przez katechetkę straciła nie tylko dach nad głową, lecz wyrzucono ją z pracy. – Wie pani, takich skarg to mamy co najmniej 20 dziennie – stwierdził ksiądz dyrektor. Obiecał, że porozmawia z katechetką, a następnie oddzwoni. Nie oddzwonił.

mcieslak@redakcja.nie.com.pl

Foto autor| Rys. TOMASZ WIATER, AVEVALUE| 16408

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.