Motto tygodnia: Prezes jest już zdrowy jak ryba. Chyba...

Autor
TADEUSZ JASIŃSKI

Magister pies

numer 51/16

Wszyscy policjanci są równi, chyba że są zapracowani…

Po obejrzeniu tysiąca filmów i setek seriali każdy wie, że praca policjanta ciężka jest. A życie osobiste stróża prawa to prawdziwy dramat.

Lekarstwo na miłość

Nie inaczej było z policjantem z Opola. W jego małżeństwie coś pękło i coś się skończyło. Wewnętrzny imperatyw kazał mu odejść od żony. Zona policjanta złą kobietą była.

Wynajęła zatem detektywa, który miał znaleźć dowody wiarołomstwa małżonka. Detektyw wziął się do roboty i dowody znalazł. Tyle że nie takie, o jakich pani policjantowa myślała. Zamiast kochanki wyniuchał bowiem, że pan policjant wydaje małżeński szmal na murzyna. Takiego, co to zajmuje się pisaniem prac licencjackich i magisterskich.

„Na bezrybiu i murzyn ryba” – pomyślała pani policjantowa i napakowana rozwodową adrenaliną pognała z kwitami do mężowego komendanta. Niestety dla siebie, komendanta i męża – pognała oficjalnie. Przełożony męża złej kobiety nie miał wyjścia. Musiał nadać sprawie bieg przewidziany procedurami, czyli powiadomić o zdarzeniu Biuro Spraw Wewnętrznych.

Dwunastu gniewnych ludzi

Policja w policji poczuła krew. Zrobiła, co do niej należało, i migiem oddała sprawę prokuraturze. Przerąbane zaczęło mieć teraz dwunastu ambitnych policjantów. Prokuratura ustaliła, że wiedzeni pasją do stopni naukowych policjanci kupowali prace magisterskie i licencjackie u dwóch osób – Sylwii S. i Jerzego S. – którzy od sześciu lat prowadzili w Tarnowskich Górach firmę i w ramach tej działalności pisali prace na zlecenie. I gdyby nie mundurowi klienci, podnosiliby statystyki wykształcenia Polaków do tej pory. Sposób działania murzynów był prosty, jasny i przejrzysty. Klient przedstawiał prowadzącym firmę temat swojej pracy. Jerzy i Sylwia S. wyszukiwali materiały oraz odpowiednią literaturę i na tej podstawie opracowywali plan pracy. Przesyłali go mailem zleceniodawcy, a ten przedkładał go do akceptacji promotorowi. I w zależności od widzimisię promotora albo tarnogórzanie pisali pracę od razu, albo po tym, gdy do pracy naniesiono niezbędne zdaniem uczelnianego opiekuna poprawki.

Wróg publiczny

Fabryka prac była firmą elastyczną, kierującą się etyką zawodową i potrzebami klienta. A także jego możliwościami finansowymi. Jeżeli stać go było na zapłacenie za całość, to na skrzynkę mailową dostawał pełną pracę. Jeżeli mógł płacić w ratach, to otrzymywał pliki z poszczególnymi rozdziałami. Forma płatności była dla klientów wybitnie nieabsorbująca czasowo. Mieli po prostu dokonywać przelewów na oficjalne konto bankowe tarnogórskiej firmy. Zresztą kasa za usługę nie była wygórowana. Koszt pracy, w zależności od liczby stron, wynosił od 1200-1450zł za pracę licencjacką do 1650 zł za pracę magisterską. Do tego momentu działaniom oskarżonych policjantów i piszących dla nich murzynów nic niezgodnego z prawem zarzucić nie można. Nawet policjantowi wolno płacić za dowolny tekst, a wszystkim innym wolno pisać, co im serce podpowiada, a konstytucja gwarantuje. Schody zaczynają się dopiero w momencie, gdy nabywca pracy przedkłada na uczelni pracę jako własną. Składa się bowiem wtedy oświadczenie, że jest się autorem pracy i przygotowało się ją samodzielnie, przy wykorzystaniu wskazanej w pracy literatury przedmiotu i materiałów źródłowych. To taki niekapitalistyczny przepis. W świecie wolnego rynku kupować i sprzedawać można prawie wszystko. W tym dobro intelektualne, jakim jest prawo autorskie. A kupujący prace policjanci wchodzili w posiadanie praw do prac, bo płacili za nie ciężko zarobionymi pieniędzmi.

W sieci kłamstw

Taki punkt widzenia był obcy prokuraturze. Uznała ona, że skoro na podstawie pisanych przez kogoś innego prac policjanci uzyskiwali dyplomy licencjata bądź magistra, to doszło do przestępstwa. Ba, według oskarżyciela już przystąpienie do obrony pracy – magisterskiej lub licencjackiej – niewłasnego autorstwa i uzyskanie na tej podstawie zaświadczenia o ukończeniu studiów czy dyplomu licencjata jest „wyłudzeniem poświadczenia nieprawdy”. I może kosztować 3 lata odsiadki. Prokuratura przyczepiła się też do tego, że zdobyte dyplomy policjanci składali w jednostkach policji, w których pełnili służbę, a jedna z oskarżonych osób posłużyła się takim dyplomem podczas postępowania rekrutacyjnego do policji. Takie coś zdaniem prokuratora to zło opisywane przez kodeks karny jako „posłużenie się dokumentem, w którym wyłudzono poświadczenie nieprawdy”. A za to grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub kara do dwóch lat więzienia. Dwojgu murzynów z Tarnowskich Gór, mimo najszczerszych chęci, prokuratura mogła nagwizdać. Żaden z ich tekstów nie nosił nawet znamion plagiatu, a twardy dysk komputera Jerzego S. wykazał, że wszystkie przychody były księgowane tak, że urząd skarbowy mógłby być z takich płatników dumny. Przelewy na konto fabryki prac zawsze nosiły ten sam tytuł płatności – „konsultacje”. A cena każdej z nich wahała się od 200 do ponad 400 zł.

Teoria chaosu

Z dwunastu policjantów, których wzięto pod lupę, na akty oskarżenia – zdaniem prokuratury – zasłużyło ośmiu z województw opolskiego, śląskiego i dolnośląskiego. W tym gronie byli pracownik biura prasowego Komedy Wojewódzkiej Policji w Opolu, zastępca dyżurnego w komendzie wojewódzkiej policji i dwóch policjantów prewencji. Trójka podległa Opolu poległa na wejściu. „Wwyniku prowadzonego postępowania administracyjnego” na polecenie komendanta wojewódzkiego policji trzem oskarżonym policjantom wydano rozkazy o zwolnieniu ze służby. Ze strony komendanta to było nie fair. Po pierwsze wywaleni funkcjonariusze działali przecież dla dobra służby, a po drugie – podobnie jak reszta – nie przyznali się do winy. Poza tym większość policjantów nie ukrywała przed mundurowymi kolegami tego, jak bez większego wysiłku można zdobyć tytuł. A takie skończone studia dawały funkcjonariuszom możliwość awansu. I dlatego w komendach wszyscy wiedzieli, kto pisze prace i że można go polecać kolegom. Nic zatem dziwnego, że oskarżeni o kupowanie prac policjanci, którzy nie zostali wyrzuceni ze służby, byli zawieszani przez przełożonych symbolicznie – raczej od dwóch tygodni do miesiąca. I to tylko dlatego, że przełożony jest zobowiązany do zawieszenia funkcjonariusza, gdy ten usłyszy zarzuty prokuratorskie. Zawieszenie funkcjonariusza jest regulowane przez ustawę o policji i może trwać do trzech miesięcy, w czasie których dostaje się połowę przysługującego uposażenia. Ta sama ustawa stanowi, że jeśli któryś policjant dostanie skazujący wyrok karny, to frunie ze służby. Wyrok musi jednak być prawomocny.

Do utraty tchu

Tymczasem wyrok, który zapadł w tej sprawie po ponad dwóch latach w Sądzie Rejonowym w Opolu, jest nieprawomocny. Chociaż ciekawy i pouczający. Trzech oskarżonych ma zapłacić grzywny w wysokości od 6 do 8 tys. zł – to ci, co wylecieli ze służby, gdy afera ujrzała światło dzienne. W przypadku czterech sąd warunkowo umorzył postępowanie na 2 lata. Umorzenie postępowania oznacza, że sąd nie orzeka. A skoro tak, to oskarżony nie jest skazany. A jeśli nie jest skazany, to nie musi się żegnać z mundurem. Sędzia Małgorzata Marciniak, która przewodziła rozprawie, uzasadniła jedno z umorzeń tym, że „byłto czyn o średnim stopniu społecznej szkodliwości i wina nie jest znaczna”. „Oskarżony nie był karany, służył społeczeństwu i sąd ma nadzieję, że był to incydent, który wynikał z nadmiaru obowiązków i chęci sprostania im wszystkim” – dodała. Sędzia Marciniak dobrze zasłuży się polskiej policji. Tej w której 50,2 procent funkcjonariuszy ma średnie wykształcenie, 2,3 procent – policealne, a 0,1 procent – zawodowe lub podstawowe. Jeśli gliniarze będą wykazywali chęć sprostania nadmiarowi obowiązków, to mogą sobie załatwiać nawet habilitacje. Aha, jeden z oskarżonych został uniewinniony. To ten, od którego byłej już żony wszystko się zaczęło. Otóż była pani policjantowa – czy to z powodu opadnięcia emocji, problemów z pamięcią, czy może z lęku o dochody eksmałżonka, od których zależy, czy alimenty są, czy ich nie ma – w sądzie nie miała pewności, czy były mąż pracę kupił, czy napisał sam i tylko zlecił jej przepisanie firmie z sąsiedniego województwa.

AVEVALUE| 17626

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.