Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Macierewicz zbrojnie prowokuje Rosję

numer 52/16

Kontrwywiad wojskowy tropi informatorów mówiących o tym, co, zdaniem MON, w ogóle się nie wydarzyło. Prawda wychodzi na jaw.

W publikacji „Macierewiczzbrojnie prowokuje Rosję” („NIE”nr 38/2016)poinformowałem, że na rozkaz ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza osiemnastu uzbrojonych po zęby polskich komandosów wyjechało na Ukrainę. Towarzyszył im oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego (SKW). Zdaniem moich informatorów żołnierze udali się w okolice przyfrontowe (rejonDonbasu), a cel misji był nieznany. Postawiłem tezę, że nie wysyła się wojska 80 km od linii frontu w celach szkoleniowych, szczególnie jeśli każdemu z żołnierzy daje się na drogę po 2 tys. sztuk amunicji. Od dwudziestu lat, od kiedy zajmuję się pisaniem, staram się dokładnie sprawdzać wszystko, co oddaję do publikacji. Tym razem był to również dobrze sprawdzony materiał, oparty na relacjach wiarygodnych świadków. Mimo to niektóre media rzuciły się na mnie i tygodnik „NIE”,oskarżając o podanie nieprawdziwych informacji. Ostatecznie po miesiącu nagabywań i poselskiej interpelacji, większość faktów potwierdziło samo ministerstwo obrony. Pozostały pewne rozbieżności, które przedstawiam i pozostawiam ocenie Czytelników.

Misja szkoleniowa czy bojowa

Gdy pisałem o komandosach wysłanych na Ukrainę, oczywiście poprosiłem o oficjalne stanowisko zarówno MON, jak iKancelarię Prezydenta RP. Gdyby Macierewicz użył wojska polskiego za granicą z misją bojową, byłoby to złamanie konstytucji i ustawy oraz jawne wkroczenie w kompetencje Prezydenta RP, zatem sprawa była nader poważna. Z MON odpowiedź nigdy nie nadeszła, rzecznik prezydenta oświadczył natomiast, ale już po publikacji, że żołnierze JW 4101 z Lublińca zostali wysłani w celach szkoleniowych, co nie wymagało zgody prezydenta. Faktycznie, ustawa z 17 grudnia 1998 r. o zasadach użycia lub pobytu Sił Zbrojnych RP poza granicami państwa rozgranicza „użycie” wojska (w celach bojowych) od „pobytu”wojska (w celach np. szkoleniowych). Pisałem o tym dokładnie w pierwszej publikacji. Odpowiedź urzędników prezydenta Dudy była jednak tak lakoniczna, że trudno było z niej wywnioskować, dlaczego akurat zastosowano ustawową interpretację o „pobycie”sił zbrojnych – i przede wszystkim kto taką decyzję podjął. Nieco więcej światła na tę kwestię rzuciła odpowiedź na interpelację napisaną pod wpływem naszej publikacji przez posłów Tomasza Rzymkowskiego i Bartosza Jóźwiaka z Kukiz ’15. Odpowiedział im podsekretarz stanu w MON Tomasz Szatkowski. Najważniejszy fragment tego pisma brzmi tak: „…wprzypadku powyższego komponentu nie mamy do czynienia ze skierowaniem na terytorium Ukrainy w celu użycia w konflikcie zbrojnym lub dla wzmocnienia sił państwa albo państw sojuszniczych, w misji pokojowej czy w akcji zapobieżenia aktom terroryzmu lub ich skutkom, o czym mówi art. 2 pkt 1 i art. 3 ustawy z dnia z dnia 17 grudnia 1998 r. o zasadach użycia lub pobytu Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej poza granicami państwa (Dz. U. z 2014 r. poz. 1510), lecz z pobytem jednostek wojskowych poza granicami państwa (w celach szkoleniowych). w związku z tym – zgodnie z przywołaną ustawą – nie było potrzeby wydawania postanowienia Prezydenta RP w tej sprawie. O pobycie bowiem w celu udziału w szkoleniach – zgodnie z art. 4 ust. 1 pkt 2 ww. ustawy – decyzję podejmuje minister właściwy do spraw obrony narodowej w stosunku do podległych albo podporządkowanych mu jednostek”. Wiele ostatnich informacji wychodzących wprost od ministra Macierewicza lub z jego resortu miało charakter dezinformacji albo było w istocie kłamstwem. Zakładając jednak, że powyższa odpowiedź jest w pełni zgodna ze stanem faktycznym, porównanie jej z przywołanym aktem prawnym dowodzi, że minister przekroczył swoje uprawnienia, A może nawet złamał ustawę. Ustawa mówi bowiem: „Art.4. 1. O pobycie jednostek wojskowych poza granicami państwa decyzje podejmuje:, 1) Rada Ministrów – w sytuacjach określonych w art. 2 pkt 2 lit. a, jeżeli środki na udział w szkoleniach i ćwiczeniach nie zostały uwzględnione w budżetach właściwych ministerstw;, 2) minister właściwy do spraw obrony narodowej albo minister właściwy do spraw wewnętrznych – w sytuacjach określonych w art. 2 pkt 2 w stosunku do podległych albo podporządkowanych mu jednostek. 2. O podjęciu decyzji o pobycie jednostek wojskowych poza granicami państwa, Prezes Rady Ministrów powiadamia Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej”. Przywołany art. 2 pkt 2 brzmi: „2)pobyt Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej poza granicami państwa oznacza obecność jednostek wojskowych poza granicami państwa w celu udziału w: a) szkoleniach i ćwiczeniach wojskowych, b) akcjach ratowniczych, poszukiwawczych lub humanitarnych; przepisu tego nie stosuje się do akcji ratowniczych regulowanych przepisami o ratownictwie na morzu, c) przedsięwzięciach reprezentacyjnych”. Nie znalazłem w budżecie MON na rok 2016 ani słowa o pobycie polskich komandosów na Ukrainie. A zatem decyzja o ich wysłaniu leżała w gestii Rady Ministrów, o czym wyraźnie mówi art. 4 pkt 1 cyf. 1, w związku z art. 2 pkt 2 lit. a. Wygląda na to, że Macierewicz wysłał żołnierzy z naruszeniem prawa, niezależnie od tego, czy formalnie była to misja bojowa, czy szkoleniowa. I niezależnie od tego wkroczył w kompetencje albo premier Beaty Szydło, albo prezydenta Andrzeja Dudy.

Dlaczego się upieram

Oficjalne stanowisko MON mówiące o pobycie żołnierzy z Lublińca na Ukrainie w celach szkoleniowych nie przekonuje mnie. Nie tylko dlatego, że co innego mówili moi informatorzy. Wspomniałem w pierwszej publikacji o dużej ilości amunicji, jaką zabrali ze sobą żołnierze. Polemizował w tej sprawie ze mną red. Wroński z „GazetyWyborczej”, twierdząc, że 2 tys. sztuk amunicji na głowę to bardzo mało, zazwyczaj na akcje bierze się jej więcej. Spór między nami rozstrzygają źródła eksperckie, np. listopadowy miesięcznik „Strzał”,w którym można przeczytać dokładny opis kilku akcji rosyjskiego Specnazu. Autor bardzo szczegółowo wylicza za każdym razem ilość sprzętu, jaki zabierają ze sobą rosyjscy komandosi. Ilość amunicji nie przekracza 800 sztuk na głowę. Wojska specjalne na całym świecie działają podobnie, 2 tys. sztuk amunicji to naprawdę bardzo dużo. Również samo postępowanie MON i Kancelarii Prezydenta dostarcza wielu znaków zapytania.

Dlaczego tak długo zwlekano z odpowiedzią, skoro była to tylko misja szkoleniowa?, Dlaczego o wyjeździe komandosów z Lublińca nie poinformowano w oficjalnym komunikacie?

Gdy 2 miesiące wcześniej z misją szkoleniową na Ukrainę udawało się 20 żołnierzy z 21. Brygady Strzelców Podhalańskich, opinia publiczna została o tym szeroko poinformowana. Na pewien ciekawy trop natrafiłem również, poszukując samej decyzji ministra Macierewicza w formie pisemnego rozkazu. Podhalańczyków na Ukrainę wysłano w lipcu 2016 r. na mocy decyzji Macierewicza, której tytuł brzmi: „DecyzjaNr 204/MONz dnia 24 czerwca 2016 r. w sprawie udziału komponentu Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w szkoleniu pododdziałów ukraińskich na terytorium Ukrainy”. Komandosów z Lublińca na Ukrainę wysłano we wrześniu 2016 r. na mocy decyzji Macierewicza, której tytuł brzmi: „Decyzja Nr 244/MONz dnia 28 lipca 2016 r. w sprawie pobytu komponentu Wojsk Specjalnych na terytorium Ukrainy”. Samej treści decyzji poznać nie możemy, gdyż jest niejawna. Wyraźna różnica w tytułach obydwu dokumentów może jednak wskazywać na to, że komandosi pojechali w innym celu niż podhalańczycy. To znów zadanie dla posłów, którzy bez problemu mogą zażądać okazania im treści tych niejawnych dokumentów.

Gdzie Rzym, gdzie Krym

Największe rozbieżności dotyczą jednak nie celu, w jakim wysłano żołnierzy, lecz miejsca ich stacjonowania. Podsekretarz Szatkowski podaje, że jest to miejscowość „Kropywnyćkyj (dodnia 14 lipca br. pod nazwą Kirowohrad), leżącej w odległości ok. 500 km od Doniecka i ok. 700 km od Ługańska”. To punkt położony blisko 800 km od polskiej granicy, ale jednak wciąż dość odległy od Donbasu, gdzie, zdaniem moich informatorów, skierowano żołnierzy. Zakładając jednak znów, że MON w odpowiedzi na interpelacje podało prawdę, to wybór miasta Kropywnyćkyj na rzekome szkolenie wydaje się dziwny i ryzykowny. Wspomniani Podhalańczycy, którzy wyjechali 2 miesiące wcześniej właśnie po to, żeby szkolić ukraińskich żołnierzy, stacjonowali w miejscowości Jaworowo, gdzie mieści się Międzynarodowe Centrum Operacji Pokojowych i Bezpieczeństwa (International Peacekeeping and Securite Centre, IPSC). Jaworowo jest położone 22 km od polskiej granicy, a nie 800 – jak Kropywnyćkyj. Mam też na marginesie tej sprawy jedno bardzo istotne zastrzeżenie. Załóżmy, że faktycznie MON postanowiło wysłać nasze najlepsze elitarne jednostki, aby szkoliły ukraińskich specjalsów.

Czy naprawdę tak specjalistycznym doświadczeniem i wiedzą należy się dzielić z wojskiem państwa niebędącego nawet członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego?! Wojskiem, które jest obecnie w stanie opłakanym, a jego infiltracja przez rosyjskie służby odbywa się na niespotykaną skalę?

Na koniec muszę skierować prośbę do żołnierzy SKW. Może już przestaniecie przesłuchiwać dziesiątki przypadkowych osób, pytając, czy udzielały mi informacji na temat wyjazdu komandosów z misją bojową na Ukrainę. Przecież zdaniem MON takiej misji nigdy nie było, a misja szkoleniowa to nic złego. Dlaczego więc chcecie zastraszać, zamykać usta, być może represjonować?, ANDRZEJ ROZENEK

[email protected]

Foto autor| Ilustr. WŁODEK KIERUS, AVEVALUE| 24724

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.