Motto tygodnia: Młody Tusk też ma mózg, ale mniejszy...

Autor
MICHAŁ MARSZAŁ

Lichwo, ojczyzno moja

numer 41/16

Samorządy biorą bandyckie pożyczki z parabanków.

212,6 mln zł – na taką kwotę, według informacji przekazanych „NIE” przez Krajową Radę Regionalnych Izb Obrachunkowych, zadłużonych na koniec pierwszego półrocza 2016 r. było 36 polskich samorządów. W parabankach, dodajmy, czyli instytucjach, w których oprocentowanie kredytów może wynosić nawet kilkadziesiąt tysięcy procent, a które nie podlegają nadzorowi finansowemu, regulacjom bankowym, a do umów parabankierzy wpisywać mogą, co im tylko przyjdzie do głowy. Jako konsumenci przyzwyczailiśmy się już do istnienia na rynku przedsiębiorstw oferujących tzw.

chwilówki,

czyli niewielkie krótkoterminowe pożyczki. Większość firm ich udzielających kojarzona była do tej pory z lichwą, mnożeniem ponad miarę kosztów, takich jak prowizje za udzielenie kredytu albo jego ubezpieczenie, a także wpuszczaniem klientów w spiralę zadłużenia, gdy jeden kredyt spłacali, zaciągając następny – bo na tym dopiero parabanki trzepały poważną mamonę. W niektórych przypadkach realne oprocentowanie pożyczek wynosiło ponad 30 000 proc. Zgodnie z danymi GUS za 2015 r. aż 52,7 proc. polskich gospodarstw domowych nie jest w stanie pokryć z własnych środków nagłego wydatku w wysokości 1000 zł. Myliłby się więc ten, kto twierdzi, że na pastwę parabanków wystawieni są jedynie ludzie, których żywot można określić wierszykiem: „Małosię zarabia, żyje się jak hrabia. 2 tysiące w 3 miesiące”. Rynek zmienić miał się po 10 lipca 2015 r. gdy pod koniec rządów koalicji PO-PSL znowelizowano ustawę o kredycie konsumenckim, ograniczając parabankom pole do popisu, np. poprzez zapis, że wysokość pozaodsetkowych kosztów kredytu wynieść może maksymalnie 55 proc. w skali roku. Zarządy parabanków nie są jednak palcem robione i od razu po wejściu w życie ustawy zaczęły omijać jej przepisy – np. proponując klientowi w jednym biurze podpisanie umowy na pośrednictwo, a po drugiej stronie ulicy, już w innej firmie, podpisanie umowy pożyczki. Dzięki temu dalej mogą pobierać od klientów np. horrendalnie wysokie „prowizje”za udzielenie kredytu. Majstrowanie przy zapisach ustawy obiecał wznowić minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który w swoim stylu nazwał ustawę antylichwiarską dziurawą jak durszlak i obiecał, że do drzwi prezesów większości firm pożyczkowych prędzej czy później zapuka prokurator. Na przykładzie przepisów dotyczących lichwiarskich pożyczek konsumenckich warto przyjrzeć się

kredytom

branym w parabankach przez samorządy – tu dopiero panuje prawdziwa wolnoamerykanka!, Rekordzistą Polski jest nadmorska gmina Rewal. Jej zadłużenie wobec parabanków, według informacji przesłanych mi przez skarbnik gminy Iwonę Bulanowską, wynosi 71,86 mln zł. Jakie inwestycje przyczyniły się do powstania tych zobowiązań? Skarbnik wylicza: Nadmorska Kolej Wąskotorowa, przebudowa centrum miasta, budowa zejścia na plażę, zintegrowany system płatnego parkowania, budowa boiska w ramach programu Orlik 2012. Gmina zobowiązała się zwrócić pożyczkę do 2021 r. Jeśli spłaty będą nieterminowe, zgodnie z umową „wierzyciel może naliczyć odsetki w wysokości czterokrotności stopy kredytu lombardowego Narodowego Banku Polskiego”. Inna z gmin, przepytanych przeze mnie na okoliczność zadłużania się w instytucjach o nie najlepszej reputacji, to dolnośląski Przemków. Ma niecałe 9 tysięcy mieszkańców i dokładnie 11 307 808 zł długu. Skarbnik gminy Ewa Spirzak-Staniszewskatwierdzi, że zobowiązania powstały za rządów poprzedniego burmistrza. Obecny, Jerzy Szczupak, komentował sprawę następująco: „Marżesą o wiele wyższe niż takie, które możemy uzyskać przez kredyt bankowy. Problemem jest też zapis w umowie, że bez zgody parabanku nie możemy tego kredytu wcześniej spłacić”. Z raportu NIK z maja 2015 r. dotyczącego zadłużenia jednostek samorządu terytorialnego, wynika, że podlaska gmina Nowy Dwór sprzedała parabankowi 5 nieruchomości za kwotę 1,166 mln zł i jednocześnie wydzierżawiła je od niego na 5 lat za

czynsz

wynoszący 556 tys. zł. Zgodnie z umową zobligowała się też do 31 lipca 2019 r. odkupić nieruchomości za taką samą kwotę, za jaką dokonała sprzedaży. Ten zastanawiąjący z finansowego punktu widzenia manewr (laureata Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii poznamy 10 października) zrobiła, bo potrzebowała środków na remont drogi, a nie miała możliwości zaciągnięcia kredytu bankowego. Gmin mających problem z parabankami jest w Polsce znacznie więcej: Recz, Przybiernów, Piekoszów, Łęka Opatowska, Dubiecko, Głuszyca. W podkrakowskich Raciechowicach (11,8mln zł długu w parabanku) składki ZUS za pracowników szkół, zamiast z konta gminy, były płacone przez parabank. W województwie

L"0N0Mltoy^*V$

zostały przez jednostki samorządu terytorialnego, które utraciły zdolność do spłaty zobowiązań, (…) poza limitem zobowiązań dłużnych ustalonym w uchwale budżetowej”. Pod względem luźnego podejścia do finansów na głowę resztę samorządów bije jednak licząca 2526 mieszkańców gmina Ostrowice (województwo zachodniopomorskie). Zadłużona jest w- jak to się ładniej nazywa – instytucjach pozabankowych na 29,2 mln zł. Jej roczne dochody wynoszą 11 mln zł i choćby na ziemię ostrowicką zszedł sam Pan Jezus, nie ma szans na wyjście z kaskady odsetek. Wacław Micewski, wieloletni wójt, tłumaczył, że gminie od początku wiatr historii wiał w oczy: od upadku PGR, przez nietrafione inwestycje, po susze i powodzie. Do problemu podszedł oryginalnie. Najpierw na zagranicznej stronie założył dwujęzyczną zbiórkę publiczną, informując, że w razie likwidacji gminy nie będzie w niej szkół, banku, a także – co wydaje się najsmutniejsze – urzędu. Na odpowiedź nie musiał długo czekać: raport Regionalnej Izby Obrachunkowej stwierdzał, że wójt Ostrowic powiobniżenie swojego

wynagrodzenia

– najwyższego w powiecie. Przez bite 3 tygodnie starałem się uzyskać w Ministerstwie Finansów precyzyjne informacje na temat zadłużenia w parabankach poszczególnych samorządów. Niestety sprawa utknęła rzekomo w dziale prawnym, który zastanawiał się, czy może podzielić się z mediami tak wrażliwymi danymi. Informacje na temat zadłużeń konkretnych samorządów przekazują ministerstwu Regionalne Izby Obrachunkowe, których na terenie kraju jest 16. Powołano je po to, by mieć oko na gminne kasy – nadzorują i kontrolują politykę budżetową samorządów, kwestionują finanse zadłużonych gmin, wymuszają na nich programy naprawcze, a w ostateczności same ustalają budżet krnąbrnego samorządu. Z raportu NIK wynika jednak, że Regionalne Izby Obrachunkowe dysponują zbyt małymi środkami, aby regularnie sprawdzać jednostki samorządowe. Tak było np. we wspomnianym Rewalu, gdzie kontrola wykazała, iż władze gminy „zapomniały”ująć w księgach wielomilionowego długu w parabanku. Powszechnie wiadomo, że najczęstszą przyczyną rozwodów jest zawieranie ślubów. Podobnie oryginalne wytłumaczenie faktu zaciągania przez samorządy kredytów w parabankach przedstawia NIK: „Powodemzaciągania zobowiązań w instytucjach innych niż banki był brak możliwości uzyskania kredytu lub pożyczki w banku”. W każdej polskiej gminie znajdą się przedsięwzięcia, na które warto byłoby sypnąć groszem – od remontów dachów w szkołach po kupno nowego autobusu albo przedwyborczą budowę fontanny na rynku w postaci 45 delfinów z włoskiego marmuru. Niektóre demokratycznie wybrane władze potrafią liczyć, w ostateczności podpierając się pomocą banków, a niektóre nie. Konsekwencje hulaszczego trybu życia są w zasadzie żadne: parabanki oferujące samorządom pożyczki, takie jak MW Trade i Magellan, i tak wyjdą na swoje, bo samorząd w praktyce zbankrutować nie może, a władze rozrzutnych gmin zastąpi najwyżej zarząd komisaryczny. Koniec końców długi będzie musiał wziąć na dupę skarb państwa, czyli wszyscy podatnicy. Na ciekawy fakt zwrócił mi anonimowo uwagę jeden z urzędników Ministerstwa Finansów. Choć rząd zapewnia, że zagwarantuje gminom pieniądze na wypłatę świadczeń z tytułu programu „500plus”, już w pierwszym roku jego funkcjonowania samorządy zaczęły skarżyć się na niedogodności – Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego zamierzał pozyskać z kredytu prawie 600 tys. zł, bo nie stać go było na weryfikację przebywania beneficjentów programu „500 plus” za granicą. Wraz z trwaniem rządów PiS i powstawaniem

dziur

w budżetach może dojść zatem do zabawnej sytuacji: zamiast rodzin, które przed wprowadzeniem świadczeń „500 plus” korzystały z usług parabanków, pożyczając w nich pieniądze na lichwiarski procent, do parabanków po chwilówki biegać zaczną wójtowie gmin i prezydenci miast – aby zdobyć forsę na obsługę programu „500plus”. Klientem parabanku stanie się więc w ten sposób nie pojedynczy mieszkaniec, lecz cała gmina! A wszystko oczywiście po to, aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej.

Foto popis| Je, Foto popis| nien zacząć szukać pieniędzy od oszczędności w urzędzie, np. poprzez, AVEVALUE| 38895

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.