Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Autor
WOJCIECH MITTELSTAEDT

Lewy na kartki

numer 48/16

Sportowcy jak politycy PiS – milczą albo gadaj ą głupoty.

Kuchciński nie jest kibicem, dlatego nie wie, jak trzeba radzić sobie z dziennikarzami. Działacze sportowi to potrafią. Redaktorzy naczelni mediów – co rzadkie, zarówno prawicowych, jak i lewicowych – wspólnie wystosowali do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego list protestujący przeciw kolejnym próbom ograniczania możliwości poruszania się dziennikarzy po budynku parlamentu. W świecie sportu, zwłaszcza piłki nożnej, już dawno nie tylko skutecznie oddzielono sportowców i trenerów od przedstawicieli mediów, ale w praktyce uniemożliwiono im uzyskiwanie informacji, którymi nie chcieliby się dzielić włodarze klubów bądź związków sportowych. Reporterzy parlamentarni mogą się więc pocieszać, że u nich nie jest jeszcze tak źle, choć kierunek wskazany przez środowisko sportowe jest wyraźny i pokazuje, co ich czeka.

Marsz wstydu

Kent McDill przez 11 lat był dziennikarzem „Daily Herald” akredytowanym przy czołowej drużynie zawodowej ligi koszykarskiej NBA Chicago Bulls. Do jego obowiązków należało codziennie towarzyszyć zawodnikom, spijać każde słowo z ich ust, opisywać wszystko, co robią. W zamian za oficjalną akredytację miał nieco ułatwiony dostęp do niektórych informacji. Oczywiście takich, które dział prasowy Chicago Bulls uznał za właściwe. Niedawno ukazała się w polskich księgarniach jego książka „Gdyby ściany mogły mówić. Historie prosto z szatni legendarnych Byków”. McDill opisuje w niej kulisy polowania na choćby jednozdaniową wypowiedź zawodnika po meczu, niezbędną do ubarwienia sprawozdania. Niektórzy chętnie pomagali reporterom, innym każde słowo trzeba było wyrywać z gardła. Szczególnie wiele kłopotów sprawiał ekscentryczny Dennis Rodman. Jak wspomina McDill, „Rodman rzadko zatrzymywał się i udzielał grupowych wywiadów dziennikarzom. Zmuszał nas raczej do tego, żebyśmy szli za nim, kiedy wychodził z budynku. Było to poniżające. Dziennikarze szybko zaczęli nazywać ten rytuał Marszem Wstydu”. Nietrudno wyobrazić sobie taką scenkę.

Wystarczy popatrzeć na pogoń po sejmowych korytarzach reporterów z mikrofonami i dyktafonami za Antonim Macierewiczem, który zamiast odpowiadać na pytania, z miną kota srającego w żwirek życzy wszystkim miłego dnia.

Ciekawe, czy sejmowi sprawozdawcy – podobnie jak ich koledzy relacjonujący rozgrywki zawodowej ligi koszykarskiej w USA – nazywają tę procedurę „marszem wstydu”.

Milczący jak ścianka

Już tylko emerytowani dziennikarze sportowi pamiętają czasy, w których mogli swobodnie poruszać się po obiektach i rozmawiać ze sportowcami, jeśli obie strony miały na to ochotę. Teraz wszystko jest ustalone przepisami. W obiektach wyznacza się tzw. strefę mieszaną, w której zawodnicy mogą, ale nie muszą zatrzymać się i na tle ścianki z reklamami udzielać krótkich wywiadów. Udział w konferencji prasowej jest natomiast obowiązkowy. Stawia się na niej trener i wyznaczeni przez niego zawodnicy. Trudno jednak przepisami zmusić kogokolwiek, żeby powiedział coś ciekawego. Przed meczem trener mówi więc zazwyczaj o szacunku, jaki ma do rywali, a po meczu zapewnia, że jego zespół dał z siebie wszystko i – w zależności od wyniku – albo właśnie temu zawdzięcza zwycięstwo, albo dlatego mimo porażki należą się mu brawa. Konferencje prasowe sportowców i polityków niewiele się różnią. Z góry można przewidzieć, co kto powie i co później ukaże się w poszczególnych mediach. Chyba że nagle pojawi się jakaś sensacyjna wiadomość, ale takie niespodzianki też najczęściej są starannie przygotowane i wyreżyserowane. Oczywiście pytania dziennikarzy nie powalają oryginalnością, w sumie więc konferencje prasowe są czymś w rodzaju jałowego rytuału, tym różniącego się od „marszu wstydu”, że nikt za nikim nie musi biegać.

Nieroztropne zdanie

Jeśli ktoś zabiega o wywiad na wyłączność z gwiazdą stadionów, zgłasza się najpierw do jej menedżera i do człowieka odpowiedzialnego za kontakty z mediami. Ci sprawdzają, czy dziennikarz cieszy się reputacją solidnego i niczym wcześniej im się nie naraził. Gdy zapada pozytywna decyzja, rozmowie przysłuchuje się umyślny z dyktafonem – tak, aby żadne słowo nie zostało później przeinaczone. Ponieważ nierzadko zawczasu uzgadniane są pytania, można pomóc sportowcowi w przygotowaniu odpowiedzi. Oczywiście nie jest to żelazną regułą, są jeszcze znani sportowcy, którzy lubią i cenią kontakty z mediami, nie zgadzają się na ingerencje rzecznika prasowego, ale ich szefowie patrzą na to niechętnym okiem. Gwiazda odpowiada przecież nie tylko za swój wizerunek, który łatwo narazić na szwank jednym nieroztropnym zdaniem, ale także za reputację pracodawcy.

Jeszcze jeden bojkot dzisiaj

Dla sportowych reporterów szukających sensacji pozostaje nadzieja, że któraś z gwiazd upije się do nieprzytomności i da się w tych okolicznościach sfotografować, jak ostatnio Wayne Rooney. W hotelu, w którym nocowała futbolowa reprezentacja Anglii, na krzywy ryj dołączył do odbywającego się tam weselnego bankietu i nawalił się tak, że nie mógł ustać na nogach. News na pierwszą stronę, przynajmniej dla niektórych gazet. Piłkarze reprezentacji Argentyny właśnie obwieścili, że nie będą udzielać żadnych wywiadów. Zaprotestowali w ten sposób po doniesieniach jednej ze stacji radiowych, że Ezequiel Lavezzi po treningu palił marihuanę. Nie chodzi o to, że wiadomość była nieprawdziwa, ale o to, że dziennikarze wtrącili się w prywatne życie sportowca. Kent McDill we wspomnianej książce opisuje podobny bojkot ogłoszony swego czasu przez koszykarzy Chicago Bulls. Inicjatorem był Michael Jordan, największa gwiazda zespołu. Nie spodobało mu się, że upubliczniono jego zamiłowanie do hazardu. Problem polegał na tym, że telewidzowie i czytelnicy gazet dowiedzieli się, jakie kwoty obstawia koszykarz. W ciągu jednej nocy w kasynie potrafił przepuścić więcej, niż przeciętny amerykański zjadacz hamburgerów zarabia w rok. Gwiazdor uznał, że nie przysparza mu to popularności i obraził się na reporterów. NBA jest jednak prywatnym przedsiębiorstwem i właściciele muszą dbać o własny interes. Dlatego po każdym meczu, w którym koszykarze stosowali bojkot dziennikarzy, nakładali na Chicago Bulls wysokie kary finansowe. Sami sportowcy też prędko zrozumieli, że bojkot nie przynosi im korzyści, bo tracą popularność. Politycy próbowali bojkotu mediów, ale także zazwyczaj chyłkiem wycofywali się z tego pomysłu, choć posła Kaczyńskiego dawno już nie widziano w budynku telewizji TVN. Na pocieszenie dziennikarzom tej stacji niech pozostanie fakt, że bojkotował on również poprzedniego prezydenta Polski, a prezydent jest jednak ważniejszą personą od red. Moniki Olejnik.

A jednak powiedzieli

Są sportowcy wyjątkowo uparci. Objawienie sezonu piłkarskiego, Łukasz Teodorczyk, który dla brukselskiego Anderlechtu strzela gola za golem, a w meczu Polski z Rumunią skutecznie zastąpił w ataku kontuzjowanego Arkadiusza Milika, nawet doprowadzony na obowiązkową konferencję prasową nie zamierzał odpowiadać na pytania. Wyniesioną z Polski niechęć do mediów przeniósł na Bogu ducha winnych dziennikarzy belgijskich. Dwukrotnie zgodził się udzielić wywiadów i dwukrotnie nic z tego nie wyszło; rezygnował w trakcie rozmowy. A ponieważ w Belgii o Teodorczyku zrobiło się naprawdę głośno, jedna z gazet postanowiła wysłać reportera do rodzinnego miasteczka piłkarza, Żuromina, aby tam zebrał o nim informacje. Gdy Teodorczyk się o tym dowiedział, obdzwonił znajomych w Żurominie z prośbą, żeby nie rozmawiali z dziennikarzem. Ten jednak po powrocie stwierdził, że w Polsce i tak dowiedział się o bohaterze dużo więcej niż byłby w stanie dowiedzieć się w Brukseli. Zdesperowany belgijski dziennikarz użył fortelu, aby opowiedzieć czytelnikom o piłkarzu, który w piętnastu ligowych kolejkach zdobył 11 bramek. Zazwyczaj jednak albo musi, choćby częściowo, zrezygnować z niezależności i podporządkować się regułom obowiązującym w klubie lub związku sportowym, albo odcięty zostanie od źródła informacji. Jedyna nadzieja dla protestujących sprawozdawców parlamentarnych w tym, że Kuchciński nie zna obyczajów panujących w sportowym światku.

[email protected]

AVEVALUE| 20813

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.