Motto tygodnia: Czapki z głów i w górę kiecki – będzie rządził Morawiecki.

Autor
L

Lewica nie zwraca

numer 45/16

Ilustr. KRZYSZTOF OLEJNIK

Bijatyka, która się rozpętała wokół warszawskiej reprywatyzacji, ma charakter rodzinny. Naparzają się dwie frakcje posolidarnościowe. Reszta, zwłaszcza lewica, kibicuje lub jest nieobecna. A okazja, zwłaszcza dla lewicy, nadarza się niebywała.

Lewicowych partii w Polsce, obecnie niestety niewielkich, jest kilka, ale wszystkie razem i każda z osobna nie zajęły wobec reprywatyzacji właściwego stanowiska. Ani uprzednio, ani obecnie. Re prywatyzacja to symbol kapitalistycznej restauracji w najczystszej postaci. Nacjonalizację i prywatyzację motywowaną pragmatycznie państwa kapitalistyczne praktykowały wielokrotnie. To w pewnym sensie normalka. Reprywatyzacja motywowana ideologicznie, uzasadniana prawem własności ważniejszym, „świętszym”ponad wszelkie inne prawa, ponad sens ekonomiczny i interesy społeczne, to wyjątek, znak rozpoznawczy kapitalizmu triumfującego, oszalałego, nieliczącego się z niczym. Taką reprywatyzację forsują w Polsce od lat wszystkie partie posolidarnościowe. I żadna opozycja tego zasadniczo nie zakwestionowała, nikt nie zaproponował ustawowego uchylenia roszczeń własnościowych spowodowanych wojną, zmianą granic i ustroju. Propozycje takie pojawiały się w publicystyce, również na łamach „NIE”, ale były totalnie ignorowane. Także na lewicy; SLD i Unia Pracy reprywatyzacji jako zasady nigdy nie zakwestionowały. Za zgodą wszystkich partii uchwalono ustawę o odszkodowaniach za mienie utracone „zaBugiem”. Prezydent Kwaśniewski zawetował ustawę reprywatyzacyjną rządu AWS i UD z powodu wysokości odszkodowań szacowanej na 190 mld zł, zdecydowanie ponad siły budżetu. Do reprywatyzacji jako zasady zastrzeżeń nie miał. Obec nie PiS wszczęło wielką kampanię przeciw machlojkom i bezprawiu, jakie rozpanoszyły się w ramach reprywatyzacji „sądowej” w Warszawie. Uderza ona w autentycznych przestępców oraz instrumentalnie w Platformę Obywatelską, która rządzi warszawskim ratuszem od ośmiu lat. Poza zasięgiem tej kampanii pozostaje idea reprywatyzacji. Nawet gdy PiS ukarze kombinatorów i oszustów oraz pozbawi ich łupów, ukróci to tylko nazbyt ostentacyjne machlojki, ale nie zahamuje procederu. W pewnym sensie nawet reprywatyzację umocni, uwalniając ją od nazbyt kompromitujących ekscesów. Nie rozwiąże problemu również zaproponowana w desperacji przez PO ustawa reprywatyzacyjna, która nadal obstaje przy nienaruszalności świętego prawa własności. Hrabia Henryk Grocholski będzie spokojnie dochodzić zwrotu równowartości połowy podwarszawskiej gminy Michałowice będącej niegdyś własnością jego przodków i dostanie wielomiliardowe odszkodowanie. Czas zatem najwyższy, aby nasze lewice, razem lub osobno, przedstawiły społeczeństwu jasny i radykalny program uwolnienia się od tej zmory.

Niech powstanie program uchylenia roszczeń reprywatyzacyjnych majętności utraconych przez kataklizmy dziejowe sprzed pół wieku.

Dotknęły one w istocie cały naród. Każda rodzina coś straciła. Reprywatyzacja to pomysł, aby obecne pokolenie, wciąż na dorobku, które strat owych nie spowodowało, miało z własnej pracy zwracać ogromne kwoty potomkom lub pociotkom tych, który niegdyś byli najbogatsi. Masa poszkodowanych miałaby złożyć się na zadośćuczynienie dla niewielu. Jeśli nawet dopuścić rekompensatę w pewnych szczególnie uzasadnionych przypadkach, to jedynie symboliczną. Są precedensy. W Niemczech po zjednoczeniu uchylono wszystkie roszczenia do własności utraconej z mocy ustaw z lat 1945–1949,czyli z czasów alianckiej okupacji. Uchylono zatem 90 proc. roszczeń. Na Węgrzech przewidziano odszkodowanie jedynie bezpośrednim właścicielom i w bardzo niewielkim zakresie potomkom w pierwszej linii, ustalono też maksymalną dopuszczalną jego wielkość.

AVEVALUE| 16123

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.